Jump to content

Okładka typu "midori", czyli zrób to sam...


Akszugor
 Share

Recommended Posts

W życiu każdego mężczyzny przychodzi kiedyś taki moment, że próbuje sił w dziedzinach, z którymi nigdy nie miał styczności. Poza użytkowaniem pasa wojskowego, skórzanej kurtki czy portfela, człowiek niewiele wie jak to się wykonuje, czym i dlaczego tak, a nie inaczej. Mowa o rzeczach ze skóry.

 

Zainspirowany pracami Dextera oraz kilku dziewczyn z FOP, postanowiłem i ja zrobić swoje pierwsze okładki typu "midori".

 

Zakupiłem specjalne narzędzia, olej, płaty skóry i... najgorzej było z gumkami. Tak to jest jak człowiek nie używa gumek.

Gdzie kupić, jakie kupić? Sporo się naszukałem, bo nie wszystkie pasmanterie mają takie gumki (tzw. kapeluszowe), w kolorach i średnicy, jaka była mi potrzebna. Kupiłem tylko czarne. W dwóch rozmiarach. Aspi, cudowna koleżanka, podesłała mi dwie różnokolorowe (czerwoną i pomarańczową w paseczki), bo u niej w mieście z kolorowymi nie było problemu.

Podczas pracy nad okładkami żona kupiła w jakimś tajemnym, ukrytym, osiedlowym sklepiku gumki kolorowe, ale to przyda się na następne okładki.

 

Zgromadziłem zatem materiały, miałem narzędzia, czas też jakoś wygospodarowałem.

 

Najpierw zająłem się pomiarami. I tutaj pragnę ostrzec wszystkich, którzy chcą zaprojektować swe okładki - ułuda. To słowo często może gościć w waszej głowie. Dlaczego? Otóż nie wystarczy tylko zmierzyć zeszyt, dla którego projektujemy okładkę, ale należy dodać zapas (margines) błędu załamania się rzeczywistości. Krótko mówiąc zmysł introligatora powinien się objawić, bo bez niego wyjdzie wam koszmarek, a nie okładka.

 

Zakupiłem w znanej sieci marketów notesiki Oxforda typu A6 (9,5 x 14,8 cm) i pierwszą okładkę postanowiłem zrobić dla nich (kolejna dla większej wersji A5).

Przystąpiłem do pomiarów. Ołówek, ekierka, kartka do notowania, kalkulator (choć można to łatwo policzyć w głowie, ale wiecie, na świecie są różne przeszkadzajki i rozkojarzniki typu "tato, daj mi..." lub "tato, a wiesz...").

 

I tak:

1 cm - taki wyznaczyłem sobie margines pierwszy,

9,5 cm - przód okładki,

2 cm - dwa zsumowane grzbiety złączonych luźno notesów,

9,5 cm - tył okładki,

1 cm - taki wyznaczyłem sobie margines drugi.

 

No jakby nie liczył, wyszło = 23 cm

A ponieważ różnie to w życiu bywa dla bezpieczeństwa dodałem 0,5 cm błędu.

Łącznie = 23,5 cm

Taka będzie długość okładki.

 

Z szerokością jest o tyle łatwo, że notes ma 14,8 cm długości. Wystarczy dodać po 0,5 cm z każdej strony (czyli 1 cm) i gotowe.

Łącznie = 15,8 cm

 

Można sobie przygotować szablon z tekturki, można iść na żywioł. Ja mam ekierkę, dzięki czemu zachowam kąty proste więc poszedłem na żywioł z pomiarami.

Wycinamy ostrym nożykiem, który odpowiednio przyciśnięty na odpowiedniej podkładce powinien za jednym przejazdem ostrza przeciąć skórę.

Skóra pierwotnie jest twardsza, więc można oblec brzegi specjalną kostką, ale ja postanowiłem swój pierwszy zeszyt zrobić na surowo, bez obróbki.

Wyznaczyłem środek, zrobiłem delikatne punkty i przejechałem ołówkiem. Nie po to by narysować linię, ale by pozostał ślad po ołówku na skórze jako delikatne naruszenie włoskowatej struktury.

Od góry odmierzyłem 0,5 cm na pierwszą dziurkę, a od niej 1 cm na drugą.

Od dołu zrobiłem identycznie.

Gumka u mnie nie będzie, tak jak u Dextera, na środku tyłu okładki, ale na brzegu. Chciałem w ten sposób uniknąć supełka, który zniekształci zeszyt i może utrudniać pisanie. A tak z boku zamocowany, schowa swój supeł między notesy. Taka moja wizja.

Oczywiście miejsce zaznaczenia gumki opasającej okładkę, to centralnie wyznaczony punkt.

 

Zrobienie dziurek nie zajęło wiele trudu. W moim przypadku dziurka na gumkę okalającą notes jest trochę większa niż, na gumki mocujące wkłady notesowe.

 

Od złotówki wyznaczyłem zaokrąglenie brzegów notesu, które delikatnie przyciąłem ostrym nożykiem.

 

Tak przygotowaną skórę trzeba zakonserwować, bo naturalna ma tendencję do brudzenia się.

W tym celu wykorzystałem zakupiony preparat Tandy Pure Neatsfoot Oil, który jest mieszanką wyselekcjonowanych olei do skór. Olej nałożyłem wacikiem dość obficie, z obu stron skóry. Skóra w oczach ładnie przyciemniała. Im bardziej obfite nałożenie preparatu, tym ciemniejsza skóra. Moja wyszła na czekoladę.

 

Po wyschnięciu, czas na gumki.

 

Do mocowania notesów użyłem cieńszych gumek (ok. 1 mm), do zamknięcia grubszej (ok. 2 mm).

Gumki mocujące notesy lekko naciągnąłem, bo i tak rozejdą się po włożeniu notesów, a przy tym będą je mocniej trzymały.

Gumkę zamykającą przełożyłem, nie zawiązując, po czym zamontowałem wkłady notesowe i spróbowałem wyznaczyć zakres oplotu, który później i tak skorygowałem, czyli wiążąc supełek zmniejszyłem, by gumka bardziej przylegała po założeniu.

Myślę, że jak na pierwszą okładkę wyszła w miarę przyzwoicie.

 

Następną okładkę wykonam z większego płata skóry (który już czeka), dla notesów typu A5 (czyli tradycyjnych zeszytów Oxforda).

 

Poniżej kilka zdjęć poglądowych.

 

001_midori.jpg

002_midori.jpg

003_midori.jpg

004_midori.jpg

005_midori.jpg

006_midori.jpg

007_midori.jpg

008_midori.jpg

009_midori.jpg

010_midori.jpg

011_midori.jpg

012_midori.jpg

013_midori.jpg

014_midori.jpg

015_midori.jpg

016_midori.jpg

017_midori.jpg

Link to comment
Share on other sites

  • Replies 98
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Pewnie budżetowo wyszło przynajmniej 70% mniej niż "oryginał prosto z Tajlandii". Można kwasem wyrobić "Made in Poland"  :)

Ja bym jeszcze pobawił się w kieszonki na okładce na "drobnicę" wszelkiego rodzaju.

Link to comment
Share on other sites

Bardzo dobra robota - ładnie to wygląda... No i mój ulubiony papier w środku :) Przyglądam się jak zamocowałeś oba zeszyty i tak się zastanawiam jakby zrobić dziurki nie jedna pod drugą, ale obok siebie - wtedy gumki mocujące wkłady byłyby jednakowej długości... Ciekawe jakby się taki sposób sprawdził... Może kiedyś pokombinuję. 

Link to comment
Share on other sites

Wyszło fajnie, chociaż faktycznie widać jeszcze braki w niektórych kwestiach, ale rozumiem je doskonale, bo pamiętam swoje początki ze skórami :) Niemniej efekt i tak prezentuje się całkiem nieźle - zresztą najważniejsze aby był funkcjonalny i spełniał swoją rolę - a to (przynajmniej wg opisu) robi :) Zastanawiam się tylko czy użyta skóra nie jest zbyt cienka, bo w niekórzych miejscach wygląda na powyginaną zanim okładka jest pusta (ale za to cieńsza skóra = niższa waga całości :))

Link to comment
Share on other sites

Pewnie budżetowo wyszło przynajmniej 70% mniej niż "oryginał prosto z Tajlandii". Można kwasem wyrobić "Made in Poland"   :)

Ja bym jeszcze pobawił się w kieszonki na okładce na "drobnicę" wszelkiego rodzaju.

 

Jasne, że można i pewnie wyjdzie taniej, kradzież jest zawsze tańsza niż kupno. 

Link to comment
Share on other sites

Podajcie proszę numer patentu międzynarodowego chroniącego ten wzór :) Co innego kupowanie chińskiej podróbki, a co innego własnoręczne skopiowanie świetnego pomysłu. Jak dla mnie to uznanie dla autora. Ale co ja tam wiem.

Link to comment
Share on other sites

Podajcie proszę numer patentu międzynarodowego chroniącego ten wzór :) Co innego kupowanie chińskiej podróbki, a co innego własnoręczne skopiowanie świetnego pomysłu. Jak dla mnie to uznanie dla autora. Ale co ja tam wiem.

 

Rozumiem, czyli jak Chińczycy kopiują to źle, ale jak Polacy to mamy klaskać? :D 

Przekażemy to filozofię w świat! Jako patent z Polski ;)

Link to comment
Share on other sites

Guest Dziku

Jakie skopiowanie? Co za bzdura. Przeciez powstała okładka na TYPOWY zeszyt! Na KAZDY zeszyt... Oprócz tego w formacie Midori, bo on jak raz pasował nie będzie. Poza tym gumka zamocowana jest w sposób sensowny - do grzbietu okładki, a nie w sposób właściwy Midori, a utrudniający pisanie.

Link to comment
Share on other sites

Rozumiem, czyli jak Chińczycy kopiują to źle, ale jak Polacy to mamy klaskać? :D

Przekażemy to filozofię w świat! Jako patent z Polski ;)

 

Chińska produkcja jest na masową skalę. Możemy zamówić 1000 sztuk. A tu? Robert zrobił sam, poświęcił swój czas i umiejętności. Nie otwiera fabryki, szwalni poMidori czy czegoś takiego. Jest to pewnego rodzaju piractwo. Ale ono jednocześnie napędza rynek :) Może Robert pokaże to komuś, kto zamówi Midori, bo sam nie będzie chciał/umiał robić? A potem pokaże kolejnym osobom, i ktoś z nich kupi? Jestem związany w pewien sposób z branżą muzyczną, gdzie zjawisko piractwa (oraz coverowania piosenek) jest powszechne. I jedno i drugie napędza rynek. 

Link to comment
Share on other sites

Ale to jest chyba hobby, a nie produkcja masowa. Różnica istnieje i to niezbyt subtelna.

Sam popełniłem dwie takie okładki z inne skóry, bo taka mi bardziej odpowiadała i w całkiem innym formacie. Pokrewny pozostał tylko system mocowania wkładu. Lecz też nie jest precyzyjnie skopiowany. Obie okładki działają świetnie co nie przeszkodziło mi zamówić w Escribo produktu Midori ze sporym asortymentem wkładów.

Jestem "cacy" czy "be"?

Mogę przyjąć klapsa ale nie obiecuję że nie zrobię kolejnej okładki w jeszcze bardziej odmiennym formacie. :P

Edited by _ded_
Link to comment
Share on other sites

Jakie skopiowanie? Co za bzdura. Przeciez powstała okładka na TYPOWY zeszyt! Na KAZDY zeszyt... Oprócz tego w formacie Midori, bo on jak raz pasował nie będzie. Poza tym gumka zamocowana jest w sposób sensowny - do grzbietu okładki, a nie w sposób właściwy Midori, a utrudniający pisanie.

 

Skoro pomysł Midori jest tak 'niesensowny' to może nie ma potrzeby używania nazwy Midori i porównywania go do oryginału? 

Link to comment
Share on other sites

Guest Dziku

Oczywiście, że nie ma potrzeby. Najmniejszej. Dokładnie z dwóch powodów:

1. Bezsensownego supła na środku notatnika, ewidentnie utrudniającego pisanie.

2. Równie wątpliwej ozdoby w postaci plomby na gumce

będąc na Pen Show nie kupiłem Midori i zrezygnowałem z zamiaru zakupu. A obejrzałem dokładnie, bo jeszcze jadąc na Pen Show kupić zamierzałem.

Poza wszyskim to podobne okładki - tyle że z tworzywa sztucznego robi np Herlitz.

Link to comment
Share on other sites

Chińska produkcja jest na masową skalę. Możemy zamówić 1000 sztuk. A tu? Robert zrobił sam, poświęcił swój czas i umiejętności. Nie otwiera fabryki, szwalni poMidori czy czegoś takiego. Jest to pewnego rodzaju piractwo. Ale ono jednocześnie napędza rynek :) Może Robert pokaże to komuś, kto zamówi Midori, bo sam nie będzie chciał/umiał robić? A potem pokaże kolejnym osobom, i ktoś z nich kupi? Jestem związany w pewien sposób z branżą muzyczną, gdzie zjawisko piractwa (oraz coverowania piosenek) jest powszechne. I jedno i drugie napędza rynek. 

 

Czy my na pewno czytamy ten sam wątek? Odniosłam się do jednego wpisu i to nie samego autora wątku ;)

Dodatkowo gdybym miała być drobiazgowa to jednak autor myśli o tworzeniu ich na większą skalę, niż tylko dla siebie w ramach hobby

 

To pierwsze śliwki robaczywki. Myślałem, że będzie gorzej, trudniej.

Wykonam jeszcze kilka małych okładek, bo mam już 3 zamówienia. Format A6 widać sprawdza się i jest poręczny.

 

 

Nikomu nie zabronimy zamawiać i kupować podróbek, wbrew pozorom jest w nas więcej poczucia realności niż się może wydawać. 

Natomiast będziemy nadal uświadamiać 'odtwórców' co robią i że ma to swoją nazwę, również w kodeksie cywilnym.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share


×
×
  • Create New...