Skocz do zawartości

Jodyna

Użytkownicy
  • Ilość treści

    5
  • Rejestracja

  • Ostatnio

O Jodyna

  • Ranga
    XXF

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Jodyna

    Koh-i-Noor

    To ja się podepnę. Kojarzy ktoś, gdzie go znaleźć, bo na allegro słabo, a po kojarzonych przeze mnie sklepach nie widać, a z tego co czytałam, to podobno całkiem sensowny atrament.
  2. Niestety ten atrament to dla mnie jeden wielki zawód. Wlałam ten atrament do mojego ulubionego pióra, którym piszę praktycznie codziennie (parker, stalówka F), które charakteryzuje się mokrą, maślaną stalówką. I trzeba przyznać, że moje obawy były dużo na wyrost — atrament płynnie gładko, żadnego zatykania, żadnych przestojów, rusza od razu, jakby w ogóle tych drobinek nie było. Natomiast efekt wizualny, to jest... dyskusyjny i to dość mocno. Wybrano złoty pył, który do czarno-szarego koloru wygląda tak sobie — niby miła poświata, ale zupełnie inna tonacja. Największy problem jest w tym, że dystrybucja drobinek jest mocno losowa. Kiedy zaczynam pisać słowo, litery są czarno-złociste, a później trzeba siedzieć niemalże z lupą, żeby dostrzec jakąkolwiek drobinkę. Najkorzystniej dla tego atramentu, kiedy pióro „stoi” stalówką do dołu. W innym przypadku wystarczy parę sekund, aby pył opadł na dno tłoczka-naboju i przed użyciem należy piórem wstrząsnąć, inaczej nie będzie ani drobinki. Do cienkich stalówek ten atrament zupełnie się nie nadaje, nawet F - M to takie kiepskie dla niego wielkości. Wypróbowała go na piórku do kaligrafii (ściętej stalówce 1.1) i muszę powiedzieć, że dopiero tam wyszło prawdziwe lśnienie. Tylko że to piórko ciągnie atrament jak trabant paliwo i trzeba nim pisać odrobinę wolniej niż zwykłym, ze względu na rodzaj stalówki. Zatem atrament zdecydowanie na specjalne okazje, bo tak do codziennego użycia, to się nie sprawdza — będzie wyglądało jak zwykły szary atrament, z ładnym cieniowaniem, ale nic porywającego. A i ciekawostka na koniec, przy moim teście na stalówce 1.1 pierwszy efekt lśnienia był niesamowity, ale zauważyłam, że raptem parę dni później tych drobinek było tak, jakby mniej. W pierwszej chwili uznałam, że może się starły, ale nie widać żadnych smug na przylegającej kartce. Mam wrażenie, że papier „pożarł” złoty pył, choć był to papier Oxford, czyli jednak nie najgorszy. Może na innych mniej chłonnych papierach atrament zachowałby się lepiej.
  3. Ilość możliwości mnie trochę przytłacza. Marzy mi się głęboka butelkowa zieleń i druga limonkowa (zielony ale z dodatkiem żółci), podoba mi się również pomysł czekoladowego koloru i może takiej takiej stonowanej rdzy, ale patrząc na ilość koniecznych parametrów do sprawdzenia i trudność z dostępnością (poza standardowymi ciężko mi coś znaleźć w Polskich sklepach) jeszcze wszystko rozważe.
  4. Specyfika mojego trybu pracy - chodzenie z plecakiem, który jak złapie mnie deszcze może przemoknąć - wymaga korzystać z atramentów choć trochę wodoodpornych (czego efektem było konieczność pożegnania KWZ Ink, bo poza galuskami, to wszystko spływa kompletnie nie zostawiając nawet sugestii co było napisane. Wciąż liczę że choć trochę to zmienią). Planowałam więc przestawić się na osławione Noodlersy bo skoro waterproof to równie dobrze mogą być i bulletproof, ale natrafiłam na dość niejednoznaczne opinie na jego temat. W różnych tematach na forum pojawiały się komentarze, że to "kontrowersyjny" atrament, a w stacjonarnym sklepie w moim mieście na pytanie czy posiadają takie atramenty na stanie uzyskałam odpowiedz, że: "nie są przekonani do tego atramentu i nie będą go mieli". I wciąż za mało informacji, aby stwierdzić, gdzie problem. Może wy jesteście w stanie mi pomóc?
  5. Nieco utknęłam i bez pomocy specjalistów się tutaj nie obejdzie. Od lat szukam pióra o ulubionych właściwościach. Do tej pory pisywałam Parkerem Jotter stalówka F w plastikowej obudowie (dzięki czemu był bardzo lekki), który przy mokrych atramentach sprawdzał mi się genialnie. Ale to ciągle nie było to. Ostatnio zupełnie przez przypadek natrafiłam na stalówki do kaligrafii Leonardt nr 4 i pisze się nią genialnie - gruba linia, którą bardzo lubię, duża ilość atramentu (lubię pisać mokro, ale żeby atrament nie wylewał się na kartkę) i ostatnio piszę tylko nią. Problem jest jeden - otóż takiego maczankowego pióra nie jestem w stanie wziąć nigdzie w podróż i szukam wiecznego pióra, która spełniałoby te same założenia - było lekkie i miało podobną stalówkę (piszącą grubszą linią, miękko) z dobrym przepływem. No dobra i cenowo byłoby do 200zł. Czy jest mi ktoś w stanie doradzić, czy powinnam się bardziej kierować w stronę stalówek M czy B, a może w ogóle pójść w stronę italic. Nie wiem czy pióra strice do kaligrafii by się sprawdziło, bo jednak jest to pióro użytkowe, którym pisałabym raczej na co dzień, dużo i szybko. Każda informacja okaże mi się tutaj pomocna, bo nie wiem, jak ugryźć temat.
×
×
  • Utwórz nowe...