Skocz do zawartości

Vintage czy współczesne - ożywmy trochę forum


Polecane posty

Mam podobnie. Kupiłem swojego wymarzonego Skyline i to był strzał w dziesiątkę. Apetyt zaostrzył mi się, kupiłem kilka kolejnych starych piórek ale te okazały się nie dla mnie. Poszły w świat, niech służą tym, którzy je docenią. Jedno miało fleksa ale... za radą pewnej Szanownej Użytkowniczki postanowiłem nie męczyć go nadto. Nie do tego zostało stworzone. Do fleksowania mam stalówki Zebra G, cisnę je ile wlezie i nikomu się krzywda nie dzieje. A z zakupów to już tylko współczesne piórka lądowały. Choć mam jeszcze ochotę na Sheaffera, o którym wspomniała Nikaa. Będzie kiedyś mój :)

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Sentyment do starych piór mam silny, podobają mi się niezmiernie stare stalówki, a jeśli takie wiekowe pióro nie zostało stratowane przez bieg historii zwykle pisze się nim wyjątkowo przyjemnie. Przedmiot z czasów, kiedy produkt był dla konsumenta a nie odwrotnie (nie lubię tej terminologii).

Niestety, rozsądek podpowiada, żeby używać nowych- zniszczenie zabytku może zaboleć, we współczesnym po prostu wymieni się części (albo kupi się nowe)

Edytowano przez drEvil
Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mam podobnie do @Nikaa. Kiedy patrzę na stare pióro zastanawiam się kto nim pisał, jak długo mu służyło, jakich wydarzeń było świadkiem? Przed zakupem takiego pióro powstrzymuje mnie jednak to, że żadne z tych, które do tej pory widziałem (było ich z pewnością za mało) nie było na naboje. Dlaczego na naboje? Lubię, gdy stalówka jest czysta, bez pozostałości po atramencie, a napełnianie pióra przez stalówkę zawsze coś na niej pozostawia. Wiem, że stalówkę można wytrzeć, ale raczej nie da się jej w ten sposób dokładnie  oczyścić (np. z atramentu w grawerze). Czy są stare pióra na naboje lub z innym systemem napełniania, który pozostawia czystą stalówkę?

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

W wypadku Kaweco to tylko opcja wykorzystywana przez miłośników piór. Rozwiązaniem rekomendowanym przez producenta jest stosowanie w tych modelach nabojów. Natomiast producenci z Indii faktyycznie mają w ofercie pióra stworzone i zbudowane  z myślą o używaniu ich jako eye-dropperów.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kwestia postawiona w pierwszym poście to taki odwieczny dylemat jak spór między Platońskim - Idealizmem, a Arystotelesowskim - Realizmem, ale i ja mam jakieś tam doświadczenia w temacie. Troszkę staruszków kupiłem, zawsze jest to loteria bo stan pióra jest bliżej nieznany, a i zdjęcia mogą być nierzetelne, już mi się takie przypadki zdarzały. Jak piórko przyjdzie, to jest dreszczyk emocji. Wintydże kupuje się dla stalówek, trafił mi się kiedyś cudowny flex w którejś Osmii, świetne triumph'y w Sheafferach itd. Gorzej jak przychodzi rozczarowanie i to za spore pieniądze. Wintydże trzeba umieć kupować, a jeszcze częściej to je restaurować. Jak ktoś umie i lubi, to zabawa jest przednia. Sam tego doświadczyłem i szczerze polecam. Aczkolwiek pendoctorem nie jestem i podobnie jak napisał @Konis, robię takie podstawowe czynności reaktywacyjne, np wymiana uszczelek itp.

 

Natomiast jeśli chce się mieć pewną gwarancję natychmiastowej używalności, kupuje się pióra nowe. Wtedy jest gwarantowana powtarzalność wykonania, choć ostatnimi czasy i z tym bywa różnie. Pamiętam dyskusje forumowe lata temu nad stalówkami Pelikana.  Globalizacja daje się we znaki i chęć oszczędzania na każdym kroku w procesie produkcyjnym jest nieraz porażająca.

 

Generalnie starsze pióra kupuję dla samej radości obcowania z nimi i ich historią natomiast pióra współczesne jako takie narzędzia pisarskie robocze w większości. :)

Edytowano przez endoor
Link to postu
Udostępnij na innych stronach

A Kaweco Sport Classic/Skyline? O indyjskich Clickach nie wspominając.

Tak. Występował przede wszystkim w starych piórach. Obecnie się go już raczej nie stosuje.

 

Od kiedy Classic sport to zakraplacz? To pióro na naboje, któremu ewentualnie możesz wlać do korpusu atrament. Do prawdziwego zakraplacza nie włożysz naboju.

 

Poza tym jaki procent współcześnie produkowanych piór to zakraplacze? Pewnie niewielki, dlatego napisałem, że raczej się go już nie stosuje, bo wiekszość piór współczesnych to konwerter/nabój, ewentualnie tłoczek.

Edytowano przez Aventador13
Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Od kiedy Classic sport to zakraplacz?

Cypios sie. ;)

 

(...)Natomiast jeśli chce się mieć pewną gwarancję natychmiastowej używalności, kupuje się pióra nowe. Wtedy jest gwarantowana powtarzalność wykonania, choć ostatnimi czasy i z tym bywa różnie.(...)

Właśnie, bywa różnie. Kupisz takiego IM i nijak nie chce pisać... a wyższa półka wcale nie jest lepsza pod tym względem. Kiedyś przynajmniej istniała w firmach (tych poważnych, nie krzakach) kontrola jakości z prawdziwego zdarzenia.

Inna sprawa to rodzaj używanych tworzyw- raczej opierają się atramentom oraz spływaki- kleksują i puszczają atrament znacznie trudniej niż ich starodawne odpowiedniki.

Edytowano przez drEvil
Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Niestety, tak dzisiaj jest :( Kupisz pióro za 1k i okazuje sie, ze trzeba zaraz wysłać do reklamacji. No, chyba, ze kupuje się chińczyka :) Reklamację ciężko uwzględnić ale w zasadzie to jest zbędna. Na kilkadziesiąt piór z państwa środka tylko dwa nie nadawały się do pisania. Albo inaczej: one pisały, ale wysychały w ciągu jednego dnia. Ale większość po lekkim dopasowaniu stalówki pisze dobrze.

Ale takie pióra nie maja duszy :( Stare, to pióra z historią, po przejściach. Miło tak czasami zapuścic wyobraźnię w zaszłe lata, kiedy nas jeszcze nie było, kiedy żyli ludzie, którzy pisali tym piórem... Zwłaszcza, kiedy wiemy, kto tym piórem pisał, kim był jak żył (np. z imprintu dowiadujac się)To całkiem fajne trzymać takie pióro w rece... Zwłaszcza, kiedy dobrze pisze :)

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Można niestety mieć wrażenie że za ceną współczesnych piór stoi głównie projektant od wyglądu.

Obawiam się że dokonuje się podobnego szacunku jak w "Fight Club", czyli nie przejmuje zbytnio jakością wykończenia dopóki koszty reklamacji są niższe niż koszty porządnej kontroli jakości :-/

Przy masowej produkcji wszelakich towarów w Chinach często jedynym elementem odróżniającym lepszy od gorszego (ale nie droższy od tańszego!) jest właśnie kontrola jakości.

Edytowano przez notesopis
Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Trudno powiedzieć... 

 

Z jednej strony niepowtarzalny urok piór vintage, stalówki, których próżno szukać we współczesnych piórach, no i wygląd, szczególnie tych z lat 20. czy 30, który bardziej mi odpowiada niż współczesne wzory. Starym piórem piszę ładniej, cierpliwiej, z szacunkiem i jakoś bardziej się przykładam :)

Z drugiej - potrafią być niewdzięczne w codziennym użytku, płatać figle, no i do szybkich notatek niezbyt się nadają. Z wykładów zawsze wychodziłam upaprana, choć dumna. Zdarzyło mi się mieć starego, poczciwego Aikina, który spełniał wszystkie wymagania i sprawdzał się w każdych warunkach, ale mi przepadł. Teraz do codziennych wyzwań używam zwykłego Hemisphere, niekiedy Eversharpa z lat 70. ze stalówką EF, a pozostałe są odświętne, np. do pisania listów. Najpiękniejsze i najstarsze egzemplarze sprzedałam w dniach kryzysu, bo choć serce mi się ściskało, to rzeczywiście najsłabiej mi służyły, a jakoś nie potrafię mieć pióra, które leży i wygląda do kolekcji, musi pisać! 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

A tak generalnie to gdzie Waszym zdaniem należy postawić granicę pomiędzy piórami vintage, a piórami współczesnymi? W 1939r.? 1945? a może 1950? (połowa wieku...), a może lata 60.? (bo to 50 lat temu...)

 

Vintage ma granicę w okolicach daty Twego urodzenia, czyli jest to data ruchoma.

Dla jednych vintage będą pióra z lat 60, a dla drugiego to przyrządy codziennego użytku z lat jego młodości (jeśli np. urodził się w 1945 r.), dla nastolatków vintage są obecnie czasy przed 1989 r.

U mnie vintage zaczyna się poniżej lat 70-tych ;)

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z Akszugorem, że data tego, co vintage jest ruchoma i będzie obejmowała inne okresy w zależności od doświadczenia i daty urodzenia jednostki.

 

Mianem vintage określane są chyba najczęściej pióra z okresu przedwojennego, co ma sens, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że był to prawdopodobnie najlepszy i najciekawszy okres w historii piór. Potem następował powolny upadek przemysłu na skutek rywalizacji z długopisami. Jest to jednak perspektywa ograniczona i widziana przez pryzmat produkcji skupionej wokół pierwszych i tradycyjnych producentów w Stanach, Wielkiej Brytanii lub Francji.

 

To prawda, że wiele firm produkujących znakomite pióra zniknęło z horyzontu w latach 40. i 50, ale w mojej opinii, pióra produkowane po wojnie w Niemczech, Francji, Włoszech, Hiszpanii i Japonii, dla przykładu, nie ustępowały jakością, a wręcz przeciwnie, w wielu wypadkach mogą być widziane jako przełomowe i jakościowo dorównujące lub przewyższające produkcję przedwojenną. W tym sensie niektóre pióra z lat 60, 70, a nawet 90 lub później, mogą być nazywane vintage.

 

Myślę, że problem jest z użyciem słowa vintage, które często odnoszone jest do czegoś wiekowego/starego, podczas gdy chodzi o produkty wysokiej jakości produkowane w przeszłości, nawet tej stosunkowo bliskiej. W takim sensie, zgadzam się z visvamitrą, że pióra wycofane z produkcji, nawet stosunkowo niedawno, mogą być określane jako vintage, jeśli tylko były to produkty wyróżniające się jakością.

Edytowano przez birchtine
Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Profesor Deans, w którymś z postów dzieli użytkowników piór na entuzjastów i kolekcjonerów. Wbrew pozorom należę do pierwszej grupy. Nigdy nie kolekcjonowałem niczego, a przynajmniej nie dłużej niż kilka miesięcy. Podobnie jest w przypadku piór.

 

Dla mnie wszystko skupia się na relacji wartości do ceny, a moją górną granicą jest 500 zł. Tylko na dwa pióra wydałem więcej. W przypadku droższych piór, dla mnie osobiście, wartość (satysfakcja z zakupu i używania pióra oraz postrzegany zysk w stosunku do ceny) zmniejsza się niemalże proporcjonalnie do wzrastającej ceny.

 

Z doświadczenia wiem, że jest wiele piór nowych poniżej 500 zl, z których będę zadowolony. Być może nie zawsze będą mi odpowiadały estetycznie, ale do codziennego użytku wystarczą, np Platinum 3776 Century, kilka modeli Pilota, Lamy lub tańszy Pelikan.

 

Zwrot w stronę starszych i używanych piór zwiększa znacznie wybór. Większość piór, które kupowałem przez ostatnie 1.5 roku mieści się w granicach 100-200 zł. Nawet jeśli wydam drugie tyle na naprawę, to wciąż mam pióro spokojnie rywalizujące cenowo z Platinum, a estetycznie bardziej w moim guście.

 

Ponieważ wygoda używania i estetyczne detale pióra są dla mnie ogromnie ważne, mając Platinum za 350 zl i naprawionego Watermana Concorde w tej samej cenie, Concorde będzie dla mnie miał nieporównywalnie większą wartość. Ostatecznie, przynajmniej na dzisiaj, kiedy ceny piór starszych są wciąż relatywnie niskie, wybór jest dla mnie oczywisty.

 

Trzeba tylko wiedzieć, czego się szuka. Niestety tutaj jest problem, ponieważ pióra lepiej znane i opisane w internecie cieszą się większym zainteresowaniem i mają automatycznie wyższe ceny. Pióra mniej znane, z którymi z braku informacji związane jest większe ryzyko, można kupić za śmieszne pieniądze. Ach te wybory :)

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
  • 3 years later...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

×
×
  • Utwórz nowe...