Jump to content

TWSBI Diamond 540 vs. LAMY Safari


Inczuczuna
 Share

Recommended Posts

Wybór tych dwóch piór do recenzji podyktowany był moją wewnętrzną częścią społeczną, która sprawia, że człowiek ma potrzebę przyczynić się do większego dobra, czy tam celu. TWSBI posiadam od niedawna, Lamy Safari, natomiast, służyło mi dosyć długo jako biurowy „wycieruch”. Zarówno na tym jak i na drugim forum jest dosyć dużo pytań w stylu "moje pierwsze pióro, ma być zajebiście zajebiste i kosztować stówę" lub "co po Lamy Safari?". Taaadaaaa wielbiciele stawiania znaków zapytania na końcu zdania (thx TEDE !! haha) oto wasza grupa dostanie trochę informacji, które sprawią (mam nadzieję), że niektórych postów będzie mniej. Nie żeby mi to jakoś specjalnie przeszkadzało, ale admini pewnie już zdążyli uzależnić się od Valium...

Po przydługim wstępie czas na konkrety, Panie i Panowie oto pojedynek....nie wiem...miesiąca?

img6432b.jpg

PLASTIKOWE DŁUTO vs iPOD !!

Runda 1: Co jest w pudełku?

Zarówno o jednym jak i o drugim modelu napisano już biblie, więc niestety nie będzie tu zbyt wiele odkrywczych rzeczy. W dodatku nie miałem akurat „dobrego” aparatu, stąd wątpliwa jakość zdjęć.

LAMY Safari:

safaribox.jpg

Zdjęcie pożyczone z internetu, pudełko po czarnym Safari wszamał pies a nowe, kupione na Allego przyjechało w pudełku (o ironio...) od TWSBI

Muszę się przyznać, że mam lekki uraz do Safari. Obecnie posiadam już drugie pióro z tej serii, gdyż pierwsze zepsuło się. Nie będę się wdawał w szczegóły bo podniosę sobie ciśnienie a jestem gruby łatwo mogę paść na zawał. Powiem tylko, że takiego obrotu sprawy mógłbym spodziewać się po jakimś chińskim ścierwie udającym konkretny instrument piśmienniczy a nie po produkcie dobrej niemieckiej marki.

Safari dostajesz w klawym, mocnym kartoniku w stylu art deco ikea, ogólnie faza. W środku jest chyba jeden nabój i jakiś tam papierek (instrukcja czy coś), to tyle. Pióro jest dosyć duże (dokładnie wymiary zna wujek google), ale bardzo lekkie. Ergonomia to mocna strona Lamy Safari, sekcja zrobiona jest tak, że bez względu na to gdzie lubisz trzymać paluchy powinno Ci być wygodnie. Nigdy nie zakładam skuwki, ale jak lubisz to śmiało, siedzi bardzo pewnie. Klips również spełnia swoją rolę ku całkowitej satysfakcji użytkownika. Ogólne wrażenie jakościowe jest bardzo pozytywne, są jednak drobne różnice w kwestii kolorystki. Moje pierwsze Safari to czarny mat, teraz mam biały błysk i muszę przyznać, że przy tym nowym, ten stary trąci nieco tandetą, ale w granicach tolerancji, także kolor jest kwestią (jak zawsze) drugorzędną. Wydaje mi się, że warto zapolować na jakieś bardziej egzotyczne wersje, które od czasu do czasu pojawiają się na aukcjach, pomarańczowy czy jasnozielony a jak nie to wersję vista czyli demonstratora (dobrze mówię? Vista to się nazywa?). Jedyną częścią do której mogę się przyczepić jest skuwka a właściwie zatrzask. No cóż nie jest zbyt „pewny” po prostu skuwka schodzi, jak dla mnie, zbyt łatwo. Jeżeli planujesz nosić Safari w piórniku to absolutnie ok, do kieszeni natomiast, bym go nie wkładał.

Podsumowując, to pióro lepiej będzie się czuło w piórniku, w którym leżą też luzem papierosy „pożyczone” od ojca, albo woreczek z suszem podprowadzony starszemu bratu. Jest po prostu fajne, młodzieżowe – wiesz, że na imprezie się porzyga, ale zanim to się stanie będzie bardzo pocieszne i towarzyskie.

TWSBI Diamond 540:

img6435v.jpg

Nie bez przyczyny nazwałem je ipodem. Już samo pudełko wygląda tak, że szukałem na nim charakterystycznego logo z owocem. Fakt, że świat oszalał na jego punkcie wydaje się argumentować tę analogię jeszcze bardziej. W środku pióro jest bardzo pomysłowo (a jednocześnie idiotycznie...) umiejscowione. Otóż jest jakby „przypięte” dwoma nie wiem zasuwkami. Wygląda to fajnie, ale jak ktoś lubi sobie pióro trzymać w oryginalnym pudełku to z wkładaniem i wyjmowaniem trochę się napoci. Nie mówiąc już o tym, że te „zasuwki” łatwo zgubić. Oprócz pióra w pudełku znajduje się oczywiście instrukcja, klucz do rozkręcania mechanizmu tłokowego (raj dla tych co to lubią sprawdzać jak wszystko działa i potem nie umieją poskładać) oraz olejek silikonowy do uszczelniania tłoczka. Wszystko jest super!! Z małym ale...

Ile znacie firm, które do swoich produktów dołączają olej ku**a silikonowy do uszczelniania tłoczka? Jakoś Pelikan, MB czy nie wiem Parker nie dodaje takich rzeczy. Z jednej strony to niby faza bo można sobie przy piórze podłubać, ale z drugiej to taki jakby bezczelny dowód jakiejś niedoróbki. To tak jakby Sony sprzedawało telewizor z kawałkiem taśmy montażowej i Azjatą w zestawie, no litości. Dobra, samo pióro – kiedy pierwszy raz wziąłem je do rąk byłem przerażony. Zdjęcia z internetu nie oddawały, jak się okazało dokładnie wyglądu Diamonda. Wydał mi się strasznie plastikowy, taki do bólu, niemal zabawkowy. Wykończenie korpusu, natomiast, kojarzyło mi się z tandetnymi kieliszkami do porto. Pierwsze wrażenie – dramat. Potem zacząłem mu się przyglądać, macać, odkręcać i zakręcać skuwkę, rozkręcać i ogólnie wykorzystywać seksualnie. Odkryłem, że daje wrażenie odwrotne do kupionego niedawno Visconti Rembrandt` a. Visconti na pierwszy rzut oka jest wspaniały, ale jak mu się przyjrzeć to znajdzie się mnóstwo niedoróbek, w przypadku TWSBI jest odwrotnie. To co wydawało mi się, że zaraz się połamie okazało się całkiem mocne, mechanizm napełniania oraz klips dobrze spasowane i skuteczne. Skuwkę zakłada się łatwo i siedzi dosyć pewnie. Rozmiarowo pióra są niemal identycznie co przeczy niektórym donosom jakoby Diamond był ogromny. Jedno muszę jednak powiedzieć i jest to trochę sól w oku fanów TWSBI – jeżeli zastanawiasz się czy kupić TWSBI czy Pelikana to pod względem jakości wykonania Pelikan bezwzględnie góruje.

Ogólnie do tego co wyciągamy z pudełka można się na początku trochę przyczepić, zmiana zdania nastąpi jednak niespodziewanie szybko, tym samym uznaję, że cały pakiet z Tajwanu jaki otrzymujemy jest w pełni satysfakcjonujący a przede wszystkim ciekawy i oryginalny.

img6437z.jpg

Runda 2: Co jest pod skuwką?

LAMY Safari:

img6484pk.jpg

Jeżeli ktokolwiek, kiedykolwiek wypowiedział słowa „kocham ją” i miał na myśli stalówkę w Safari to jest dewiantem, albo po prostu ma małe doświadczenie w temacie stalówek. Dziewczyna, z którą straciłeś dziewictwo też w jakimś momencie wydawała Ci się najlepsza na świecie...

Obecnie posiadam dwie stalówki do Safari – F oraz M. Obie są jak najbardziej poprawne, ale nic poza tym. Obie „średniomokre”. Nie ma oczywiście mowy o żadnym flexowaniu, poza tym pomimo że wydają się dość cienkie i małe to są twarde, stąd moje porównanie tego pióra do plastikowego dłuta. Pierwszy jego kontakt z papierem zaowocował tym, że zacząłem zastanawiać się czy kontynuować pisanie, czy wziąć młotek i machnąć w zeszycie jakąś płaskorzeźbę. Po oswojeniu się z tym małym bagnetem, jakoś się rozpogodziło i wrażenia z z pisania były na tyle pozytywne, że zostało ze mną na dłużej. Łatwa wymiana jest tu na pewno plusem. M-ka jest bardzo typową linią o średniej grubości, F-ka natomiast wydała mi się trochę grubsza niż na przykład F-ka Pelikana. Są to jedynie spostrzeżenia „na oko”, żadnych badań nie robiłem. Sam wygląd to oczywiście rzecz gustu, którą pozostawię bez komentarza.

TWSBI Diamond 540:

img6471u.jpg

TWSBI to pióro z Azji, dlatego M-ka będzie jak europejska F-ka. Takie coś można przeczytać w wielu recenzjach tego pióra. To nieprawda, stalówki w TWSBI są niemieckie (w zależności od wybranej grubości i/lub wersji pióra produkuje je firma Schmidt, lub Bock. Różnice są zbyt mało istotne, że by was zanudzać szczegółami tego tematu). Szerokość mojej M jest bardzo podobna do M w Lamy, Visconti, czy Pelikanie. Stalówka jest nieco większa niż w Lamy, ale w rzeczywistości wydaje się być mniejsza niż na większości zdjęć z sieci. Samo pisanie jest bardzo przyjemne, nie spodziewałem się żadnych fajerwerków, ale bardzo miłym zaskoczeniem była poprawna praca stalówki od razu po wyjęciu z pudełka, żadnego przerywania czy tym podobnych historii. To bardzo duży plus zważywszy na to, że ostatnimi czasy przyzwyczaiłem się już do etapu „rozpisywania”. Charakterystyka stalówki to średnio-gładka, trochę bardziej sucha niż mokra. To ostatnie zdanie brzmi jakbym przed chwilą miał wylew, ale ciężko to opisać bez odwoływania się do konkretnych przykładów.

Ogólnie całkiem pozytywnie, ale żadnego szału nie ma. Sam wygląd to oczywiście rzecz gustu, którą pozostawię bez komentarza.

img6491u.jpg

img6495b.jpg

Porno zbliżenia

Runda 3: Co jest w środku?

LAMY Safari:

Naboje lub konwerter. Konwerterów nie lubię, naboje za to bardzo. Są estetyczne i skuteczne a pojemność tych dużych w Safari jest dla mnie optymalna.

TWSBI Diamond 540:

Klasyczny mechanizm tłoczkowy. O ile nie jest to moje ulubione rozwiązanie to muszę przyznać, że ilość atramentu jaką łyka kolega z Tajwanu jest na tyle duża, że bez względu na to jaki masz charakter pisma, po zatankowaniu możesz na jakiś czas zapomnieć o flaszce z atramentem.

img6489m.jpg

Runda 4: Co jest na paragonie?

Lamy jest chyba o połowę tańsze i o wiele bardziej dostępne, tyle na temat.

img6507c.jpg

Runda 5: Co jest co?

Zestawienie tych dwóch modeli jest zasadne i idiotyczne zarazem.

TWSBI wydaje się „dojrzalszą opcją”. Safari jest totalnie podstawowym piórem z półki „entry level” każdego początkującego entuzjasty piór. Nie oznacza to, że nie sprawdzi się w dłoni starego wyjadacza.

Z drugiej strony TWSBI również można podciągnąć pod entry level, tyle że piór nieco bardziej zaawansowanych. Pomijając różnicę w cenie, oba można rozważać jako pierwszy „świadomy zakup”. Równie dobrze można uznać, że Diamond będzie trafionym kolejnym krokiem po Safari. Na odwrót też to działa z uwagi na liczne różnice w charakterystycznych cechach obu piór.

img6506s.jpg

Na początku tej recenzji użyłem słowa pojedynek, ale doszukiwanie się tu zwycięzcy nie ma zbyt większego sensu. To tak jakby postawić koło siebie VW Polo i Toyotę Corollę. Niby Toyota trochę większą, ale czy na pewno lepsza?

Jedno, natomiast, mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością. Jeżeli miałbym teraz wybrać i kupić dla siebie któreś z nich to byłoby to TWSBI. Jeżeli miałbym kupić dla kogoś, lub komuś polecić to jestem prawie pewien, że byłoby to LAMY.

Co Ty masz kupić? Odpowiedź jest bardzo prosta: oba. Lamy pewnie i tak już masz a jak nie masz to kupuj bo tanie i dobre. A TWSBI? TWSBI to ipod w świecie piór, niby śmieszne, niby juz było, ale naprawde trudno mu się oprzeć...i pisze ładnie !

Pozdrawiam,

Bartosz

img6514x.jpg

Mezalians, Jolka mezalians !!!

Link to comment
Share on other sites

Smarowidło do tłoka chyba na zapas dają... Każde pióro tłoczkowe dobrze jest przy okazji rozkręcania przesmarować. Żeby mechanizm lżej chodził i żeby atrament nie przyklejał uszczelki do ścianki. TWSBI zachęca do samodzielnej dłubaniny, dlatego dorzuca też kluczyk.

Wiland dokłada do Muki smar do korka. :)

Link to comment
Share on other sites

Właśnie z tym olejkiem i kluczykiem trochę dziwna sprawa. Podejrzewam, że zamiarem twórców było dać możliwość użytkownikowi podłubania sobie przy swoim piórze i nie wiem może zżycia się hehe, w końcu to TWSBI powstawało na fountainpen network. Olejek i kluczyk niby można zupełnie olać, ale ciężko jest pozbyć się tej myśli, że przecież po coś je do tego pudełka upchali.

Pamiętaj jednak, że cała ta sprawa jest zupełnie drugorzędna a pióro daje mnóstwo radochy zarówno z samego posiadania, jak i użytkowania. Ja swoje po prostu dorzuciłem z ciekawości do koszyka robiąc zakupy w The Writing Desk, koszt jest żaden w porównaniu z tym co dostajesz. Naturalnie można też z ebaya jak ktoś lubi.

Edited by Inczuczuna
Link to comment
Share on other sites

@DomeN, @Ariel,

dziękuję, takie komentarze sprawiają, że moja depresja spowodowana uświadomieniem sobie, że spędziłem parę godzin na pisaniu o piórach wiecznych i robieniu im zdjęć a nie na przykład na poszukowaniu leku na raka, jest mniejsza. Jeszcze raz dzięki.

W przyszły weekend postaram się znaleźć czas na zrobienie obiecanego porównania papieru wiodących producentów. W niedalekiej przyszłości natomiast mam przygotowane coś specjalnego, stay tuned hehe

Link to comment
Share on other sites

@DomeN, @Ariel,

dziękuję, takie komentarze sprawiają, że moja depresja spowodowana uświadomieniem sobie, że spędziłem parę godzin na pisaniu o piórach wiecznych i robieniu im zdjęć a nie na przykład na poszukowaniu leku na raka, jest mniejsza. [...]

Faktycznie, pióra wieczne to może nie lek na raka, ale mimo wszystko rzecz ważna. To część dziejów, kultury, część dziedzictwa narodowego.

Tylko musimy do tego dojrzeć, zobaczyć, zrozumieć jak uczyniło to już wiele innych narodów.

Nie tracisz czasu... :)

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...
  • 2 years later...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...