Jump to content

Czy jest sens kupować chińskie pióra zamiast jednego markowego?


Recommended Posts

Jak waszym zdaniem wygląda sprawa zamiennika dla pióra Wing Sung 699.

Wing Sung pisze mi się bardzo bobrze;  stalówka EF (lubię cienką kreskę), wielkość, grubość, skuwka zakręcana, ciężar wszystko bardzo pozytywnie. Wygląd tego pióra nie trafia do mnie, poradźcie co może być ładnym odpowiednikiem tego pióra? 

Link to comment
Share on other sites

10 minut temu, Peem napisał:

Jak waszym zdaniem wygląda sprawa zamiennika dla pióra Wing Sung 699.

Wing Sung pisze mi się bardzo bobrze;  stalówka EF (lubię cienką kreskę), wielkość, grubość, skuwka zakręcana, ciężar wszystko bardzo pozytywnie. Wygląd tego pióra nie trafia do mnie, poradźcie co może być ładnym odpowiednikiem tego pióra? 

PenBBS 456 :)

Link to comment
Share on other sites

No to może pióro, którym Wing Sung "się inspirował" robiąc 699? Pilot Custom 823

Spojrzałbym też na Pilot Custom 74, w Polsce do kupienia są chyba tylko wersje demonstrator ale na eBay są też klasyczne. Tyle, że odpowiednikiem EF Wing Sung jest F w Pilocie.

Edited by TopikSH
Link to comment
Share on other sites

Dnia 7.05.2021 o 23:48, PaJaC napisał:

@zmechu zajrzyj no tu i wypowiedz się jak tam twoje chińćzyki po latach 😉

Troszkę po czasie, ale już mówię co i jak :-)

Baoer 051 - moje ulubione. Świetna stalówka, świetnie się pisze. Po 5 latach używania intensywnego i bez cackania się: górna część skuwki (metalowa) zmatowiła się oraz delikatnie zaczyna się przecierać lakier na sekcji. Ale nie wygląda to brzydko, powiedziałbym nawet że lepiej niż na początku, bo nadaje to charakteru, trochę vintage, staje się osobiste itp. Ale jak to u chińczyków - trzeba trafić, bo kupiłem sobie później nowego Baoera 051 i już nie ma takiej superanckiej stalówki.

Jinhao 250, bordowo-złote. Używane sporadycznie, praktycznie nie widać śladów używania.

Jinnao X450 czerwone - weteran na polu walki, używany, rzucany i walający się po torbach i biurkach. Stalówka - miodzio. Sekcja przetarta i z czarnej zrobiła się czarno-złota (mosiądz), ale wygląda to ekstra. Korpus bez śladów użycia, ale skuwka: czerwony lakier punktowo odpryskuje i złoty pasek na krawędzi się przeciera. Ale jak wspomniałem - to pióro nie brało jeńców

Jinhao 823, marmurkowa zieleń. Używane sporadycznie, więc ma tendencję do zasychania, ale jak się "obudzi" to pisze bez zarzutu. Bez śladów zużycia.

Reszta chińczyków ma się dobrze, ale z racji że nie są używane to leżą w szufladzie. Co jakiś czas przeczyszczę, napełnię, rozpiszę - i piszą bez zarzutów.

Reasumując: na co dzień używam tych chińczyków, ale pół-na-pół, bo jednak lepiej pisze mi się nie-chińczykami a piórami z kickstartera (Ensso Piuma) lub innymi spoza PRC (ebonitowa Gama, Lamy Studio, TWSBI Eco).

Reasumując #2 - chińczyki oceniam bardzo dobrze. Ładne, praktyczne, tanie. Wada - trudno trafić na dwa identyczne egzemplarze. Więc chyba niezłym pomysłem jest kupić tak z pół kilo chińczyków i wybrać 2-3 które staną się debeściakami. Piór mam ze 30, ale w bieżącym użyciu wybranych 4-5.

Reasumując #3 - nie zauważyłem silnej relacji cena-jakość. Bardziej sobie cenię chińczyka za $0,02 niż np. Namisu Nova za £31, bo Nova mi przecieka a Jinhao nie. W Baoerze za $1 jedyny problem to dokręcenie śrubki w skuwce, a w TWSBI już drugi raz wymieniałem sekcję bo pęka sama z siebie. I plastik się przeciera. Gama za $25 już nie śmierdzi i wyciera się tak samo jak Wing Sung.

Reasumując #4 - chyba (niestety) nie ma oczywistej odpowiedzi. Pióra droższe i markowe są droższe i markowe, więc jak mam takie jedno to na pewno będę go otaczał czcią, szacunkiem, dbał - oraz oczywiście widział tylko jego zalety, bo głupio przyznać że wywaliłem 400zł jest coś co mi w nim przeszkadza. Chińczyki zasadniczo traktuje się po macoszemu: jak się popsuje to nie żal bo się kupi nowe, jak się zgubi to trudno, wyciągam następne, a jak jeszcze pisze to w ogóle sukces, bo trudno spodziewać się fajerwerków za dolara.

Reasumując #5 - osobiście celowałbym w metodę pośrednią. Jak ktoś nie ma w ogóle doświadczenia z piórozą, to kupić tanie chińczyki, porozpisywać się, a jak się spodoba to nabyć coś z żelaznej klasyki (Waterman, Pelikan) i się cieszyć piórem eleganckim plus wołami roboczymi. Jak ktoś ma doświadczenie, to od razu np. Waterman i ma się jedno dobre pióro do wszystkiego. Idąc dalej: bardzo fajnym rozwiązaniem jest właśnie kickstarter i inne pióra rzemieślnicze. Ryzyko wpadki małe, bo budowa takiego pióra to żadna filozofia, do tego zazwyczaj są wkładane gotowe stalówki (typu Bock), cena akceptowalna, no i najważniejsze: unikalność i oryginalność. O ile Pelikana czy Lamy każdy w miarę obeznany zna, to taka Piuma zawsze budzi zainteresowanie.

Reasumując #6 - ja dobieram kolor pióra pod kolor atramentu :-) Czerwony atrament w czerwonym, bordowy w bordowym, zielony w zielonym a czarny jak noc Hero Black do czarnego jak noc Namisu. I w ten sposób łączę użyteczność, praktyczność i przyjemność pisania różnymi piórami.

 

Link to comment
Share on other sites

Ja tylko polskim obyczajem mimo że mało się znam to się wypowiem ;) z pozycji użytkownika.

Za kupnem Hińczyków przemawia fakt że można trafić na całkiem przyjemne pióra. Zwłaszcza jeśli chodzi o kieszonkowe z założenia będące piórami na codzień. Jedno z moich ulubionych kieszonkowców kosztowało 3,50 zł i jest Noname, jest tak małe że wielkością odpowiada połowie męskiej dłoni. Takiej stalówki i wygody pisania po założeniu skuwki nie ma naprawdę wiele piór kieszonkowych markowych, stalówka prawie omalże nie ideał. To oczywiście odczucie subiektywne.  Jak już pisano wyżej płakać nad zgubionym nie ma potrzeby. Także kilkanaście innych chińskich łącznie z Hero klonem Parkera 51 na czele przerobiłem, bywało różnie ale narzekać jakoś nie powinienem. Do zalet tańszych materiałów można dodać że są znacznie lżejsze, kto miał dwa metalowe Parkery w kieszonce na piersi ten wie że momentami bywa to irytujące. Co do niezawodności to możliwe że są zawodne bardziej niż markowe, ale widywałem już Pelikana z kiepską stalówką, Watermana i Parkera lejące, ten ostatni z luzującym się tłoczkiem, Lamy brudzące palce na końcu sekcji, łącznie z moim starym Sheafferem który się nie wiedzieć czemu rozlał w skuwce ten jeden jedyny raz a było to przed egzaminem :)Ostatnio ukradłem nawet siostrzeńcowi Zenitha Simple (krypto-Chińczyka) przerobionego przez dziecko na zakraplaczowe bo... pisał bardzo fajnie i długo a stalówka mi podpasowała.

Przeciw kupnie Chińczyków jest sytuacja że kiedy już kupimy to pióro nam najbardziej pasujące, takiego skośnego Wielkiego Grala który nam odpowiada okazuje się że wydaliśmy na niego tak naprawdę więcej niż na markowego którego możemy kupić czytając uważnie to forum. Kupiliśmy ileś tam ryżowych wynalazków zalegających nam w szufladzie przez które przebrnęliśmy zanim dotarliśmy do tego odpowiedniego. W dodatku z jakością bywa loteria a reklamacje raczej nie wchodzą w grę. Reasumując za cenę nowego Pelikana mamy budżetowca w ręku i masę szrotów w szufladzie których nie opłaca się nawet sprzedawać. W dodatku jeśli uwzględnimy że czasem można trafić na używane markowe pióra choćby na tym forum będące w sprzedaży, które jeszcze wiele lat pociągną a są niewiele droższe niż niektóre Chińczyki to sensu większego nie ma w kupowaniu na pewnych serwisach po taniości. Zwłaszcza że bywa to loterią i łatwiej można trafić w nich na wady fabryczne niż na wady w używanych markowych.

Reasumując. Chińczyki mogą być bardzo fajne i wygodne w pisaniu, ale nie oszukujmy się zdecydowana większość ich wyląduje w szufladzie prędzej czy później, a niektóre nawet po pierwszej próbie zaraz po odebraniu przesyłki. Jeśli już piszemy wiecznym piórem to stawiamy nie tylko na wygodę pisania ale też na tą magię zawartą w ładnym i solidnym narzędziu piśmienniczym która sprawia że jego używanie jest przyjemne, i nie ma co się oszukiwać też na lans i odrobinę snobizmu a to da nam markowe eleganckie i wygodne pióro.

Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)
4 godziny temu, Pinky napisał:

Reasumując za cenę nowego Pelikana mamy budżetowca w ręku i masę szrotów w szufladzie których nie opłaca się nawet sprzedawać.

Oczywiście masz 100% rację, kupowanie chińczyków to los na loterii ale posiadając model 456 i tak wstawiam się za tym, że nie znalazłem po internecie lepszego pióra do 250zł (wliczam w to stal. JoWo). On wygląda, jest wykonany bez zarzutu i cienia wątpliwości w jakość, tworzywo jest grubsze i zdecydowanie pewniejsze niż np. u Pelikana czy TWSBI ECO. Ma wymiary normalnego pióra na co często chorują te "markowe" (czyt. te z logo) no bo umówmy się Pelikan 120, Conway Steawrt 84 itp. NIE MOŻE być wygodnym piórem dla mężczyzny gdzie pióro ma 10,5cm i z jakiś centrymetr średnicy. oczywiście za 250zł już można szukać czegoś co prócz pisania ma do zaoferowania jakiś design, ale napewno nie taką pojemność atramentu jak PenBBS. Dla mnie jak markowce to tylko te wyższe (od ok. 1tyś.) i możliwie najlepiej z metalu (pewna długowieczność) :P

 

Dla mnie osobiście nie ma sensu kupować pióra z chińczyka (i nie tylko) poniżej 70zł jeśli ma być to pewne pióro na codzień a nie kolejny pisak do testu na PWF, a później do szuflady. Jeśli ryżowce to tylko te najdroższe z recenzji z portali, forum, i testów na YT :)

Edited by PaJaC
dysortografia :|
Link to comment
Share on other sites

Kto powiedział że chińskie pióra kupuje się po to żeby trafić na to jedno, jedyne idealne pióro? Kto powiedział, że po to kupuje się jakiekolwiek pióra, niezależnie od ceny i pochodzenia? 

Pióra i atramenty kupuje się po to żeby pisać nowym piórem / atramentem, albo cieszyć się ich genialnym wyglądem :D 

Już nie mówiąc o tym, że wielokolorowe zapiski / plany / notatki  są bardziej czytelne i przydatne niż te jednokolorowe. No i mamy kolejny powód posiadania wielu dobrych piór i atramentów.

Link to comment
Share on other sites

Chciałem napisać że przez 30 lat wystarczyło mi jedno pióro do pisania, ale... naliczyłem 12 napełnionych piór na biurku (plus kilka maczanek), i kilka razy tyle w drewnianym pudełku. Sęk w tym że dla kogoś kto tylko chce pisać i nie jest zapiórkowanym maniakiem najlepszym wyborem jest kupić dwa pióra markowe, jedno biurkowe a drugie na wynos. Kupowanie całego stada chińczyków mija się z celem. Dodatkowo do markowych piór w przypadku awarii można łatwo kupić zgubione lub zniszczone części i naprawić. A nawet kupić za parę lat takie samo pióro którym przez lata pisaliśmy. Czy za kilknaście lat taki chińczyk będzie dostępny łatwo na ebayu? Nie muszę przypominać że pióro które idealnie pasuje komuś do ręki jest naprawdę na wagę złota. Kupując markowe możemy wejść do sklepu, pomacać a w niektórych nawet zamoczyć stalówkę i popisać, w chińczykach to jest loteria i tylko fotka na serwisie aukcyjnym, lub filmik na Youtubie. Za troszkę więcej niż 250 zł możemy zamówić pióro ręcznie robione jakie chcemy z stalówką jaką chcemy (no dobra trochę trzeba dopłacić za dobrą stalówkę). Masz wtedy pióro takie jakie chcesz, z sekcją pasującą do twojego chwytu, jedyne i niepowtarzalne. Początek tematu był rozpatrywany z pozycji użytkownika a nie kolekcjonera i tego się trzymam. Dla użytkownika wystarczą dwa pióra na lata, takie które potem może dokupić jak zgubi. Z niektórymi modelami chińczyków jest tak że pojawiają się sezonowo, i co nie kupimy i zaczynamy znów szukać ideału? Z drugiej strony chciało by się napisać że awaryjność markowych jest mniejsza, ale jak jest naprawdę to sami wiecie. I za i przeciw tak naprawdę są mocne argumenty. Ale ja wolę jednak markowe z wyżej wymienionych powodów.

Link to comment
Share on other sites

37 minut temu, Pinky napisał:

Chciałem napisać że przez 30 lat wystarczyło mi jedno pióro do pisania, ale... naliczyłem 12 napełnionych piór na biurku (plus kilka maczanek), i kilka razy tyle w drewnianym pudełku. Sęk w tym że dla kogoś kto tylko chce pisać i nie jest zapiórkowanym maniakiem najlepszym wyborem jest kupić dwa pióra markowe, jedno biurkowe a drugie na wynos. Kupowanie całego stada chińczyków mija się z celem. Dodatkowo do markowych piór w przypadku awarii można łatwo kupić zgubione lub zniszczone części i naprawić. A nawet kupić za parę lat takie samo pióro którym przez lata pisaliśmy. Czy za kilknaście lat taki chińczyk będzie dostępny łatwo na ebayu? Nie muszę przypominać że pióro które idealnie pasuje komuś do ręki jest naprawdę na wagę złota. Kupując markowe możemy wejść do sklepu, pomacać a w niektórych nawet zamoczyć stalówkę i popisać, w chińczykach to jest loteria i tylko fotka na serwisie aukcyjnym, lub filmik na Youtubie. Za troszkę więcej niż 250 zł możemy zamówić pióro ręcznie robione jakie chcemy z stalówką jaką chcemy (no dobra trochę trzeba dopłacić za dobrą stalówkę). Masz wtedy pióro takie jakie chcesz, z sekcją pasującą do twojego chwytu, jedyne i niepowtarzalne. Początek tematu był rozpatrywany z pozycji użytkownika a nie kolekcjonera i tego się trzymam. Dla użytkownika wystarczą dwa pióra na lata, takie które potem może dokupić jak zgubi. Z niektórymi modelami chińczyków jest tak że pojawiają się sezonowo, i co nie kupimy i zaczynamy znów szukać ideału? Z drugiej strony chciało by się napisać że awaryjność markowych jest mniejsza, ale jak jest naprawdę to sami wiecie. I za i przeciw tak naprawdę są mocne argumenty. Ale ja wolę jednak markowe z wyżej wymienionych powodów.

Jedyne z czym bym się nie zgodził, to jakość piór markowych. Czyli takich z zakresu powiedzmy 200-500zł. Oczywiście ich jakość jest większa niż chinoli, ale - niestety - szału nie ma. Jak pisałem wyżej: TWSBI pęka z niczego. Oczywiście support jest super i bez kwękania wymienia element, ale chyba $5 i tak płaciłem za transport. Wolałbym nie płacić i mieć sprawne pióro 🙂 W Lamy Studio paskudnie skorodowała dolna część sekcji. No w tej klasie pióra trochę smuteczek.

A chińczyk nawet jak się popsuje to albo kupuję nowy, albo przekładam stalówkę do nowego bo i tak to klepane na jednej linii produkcyjnej. No i zawsze mam oryginalne części 🙂

Nie żebym był jakimś wielkim fanem piór PRC, ale to tak jak z samochodami - nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jak ktoś jest początkującym kierowcą to raczej Ferrari nie kupuje - bo to drogo, wóz mało funkcjonalny i nie jest łatwo docenić klasę. I lepszym wyjściem jest jakieś Cienkocienko albo Yariska, bo nie żal jak się zarysuje a i awarie w każdej dziupli da się naprawić. Stąd też moje obawy żeby polecać początkującym pióra wyższej klasy, bo delikwent wyda 300zł i pióro mu nie będzie pasowało albo będzie żył w przeświadczeniu że pióro może brudzić, zasychać czy się wycierać - a jak ktoś mu pokaże milusie Jinhao za 10 centów, to może serce zaboleć...

Link to comment
Share on other sites

Myślę, że rozwiązaniem tego "dylematu" jest kupienie markowego pióra vintage w dobrym stanie np. tu na forum ;). Jeśli pióro przetrwało te 60-70 lat, to zapewne przetrwa kolejnych kilkanaście, a i przypuszczam, że na jakość wykonania nie będzie powodu narzekać 😁

Link to comment
Share on other sites

8 godzin temu, Ice napisał:

Myślę, że rozwiązaniem tego "dylematu" jest kupienie markowego pióra vintage w dobrym stanie np. tu na forum ;). Jeśli pióro przetrwało te 60-70 lat, to zapewne przetrwa kolejnych kilkanaście, a i przypuszczam, że na jakość wykonania nie będzie powodu narzekać 😁

I tu pojawia się kolejny problem, mianowicie szlif starych stalówek, który często jest "taki se" i my leworęczni raczej nie możemy nimi pisać gładko i przyjemnie (o flexie możemy zapomnieć, on tylko utrudnia nam pisanie!)

Link to comment
Share on other sites

10 godzin temu, Ice napisał:

Myślę, że rozwiązaniem tego "dylematu" jest kupienie markowego pióra vintage w dobrym stanie np. tu na forum ;). Jeśli pióro przetrwało te 60-70 lat, to zapewne przetrwa kolejnych kilkanaście, a i przypuszczam, że na jakość wykonania nie będzie powodu narzekać 😁

To IMHO jest kiepskie wyjście. Po pierwsze - pióro mające 40 lat będzie albo w słabym stanie technicznym (rysy, zużycie, niedomagania) albo drogie ze względu na dobry stan 🙂 Po drugie: aby kupować vintage to trzeba się trochę na piórach znać, bo jak się zada pytanie "chcę kupić pióro vintage, co wybrać" to zaraz pojawiają się pytanie "stalówka ze złota", "z fleksem czy bez", "piston czy konwerter" i na start człowiek zamiast cieszyć się pisaniem to rozważa techniczne aspekty systemy napełniania. No i trudno mi sobie wyobrazić proponowanie nowemu kierowcy zakup gaźnikowego Chevroleta '57 zamiast Opla Corsy 🙂

Link to comment
Share on other sites

4 godziny temu, PaJaC napisał:

który często jest "taki se"

Trudno się z tym zgodzić, jest wręcz przeciwnie, chyba że poprzedni właściciel(e) nie wiedzieli, jak pisać piórem.

Czterdziestoletnie piór to jeszcze nie vintage, tak myślę. Stare pióra w dobrym stanie nie muszą być drogie.

 

1 godzinę temu, zmechu napisał:

zaraz pojawiają się pytanie "stalówka ze złota", "z fleksem czy bez", "piston czy konwerter" i na start człowiek zamiast cieszyć się pisaniem to rozważa techniczne aspekty systemy napełniania.

Te same zresztą pytania może sobie zadawać człowiek kupując pióra współczesne, w tym chińskie. Mało tego, przy starych człowiek ma nawet mniejszy wybór - stalówki prawie zawsze złote, napełnianie prawie zawsze gumkowe (dla mnie to zawsze była rzecz drugorzędna, ważne, żeby się napełniało - jak, to nieistotne)..

No i nikt tu nie pisał, że chodzi o początkującego.

Link to comment
Share on other sites

Dnia 13.06.2021 o 08:22, PaJaC napisał:

I tu pojawia się kolejny problem, mianowicie szlif starych stalówek, który często jest "taki se" i my leworęczni raczej nie możemy nimi pisać gładko i przyjemnie (o flexie możemy zapomnieć, on tylko utrudnia nam pisanie!)

Generalnie dyskusja nie dotyczyła problemu pisania piórem przez osoby leworęczne, a dylematu - co wybrać dwie garście chinoli czy  jednego np MB ;) Co do jakości starych stalówek to mam zbyt małe doświadczenie, a to co dotychczas pozwala mi jedynie przyłączyć się do opinii wyrażonej przez @tom_ek

 

Dnia 13.06.2021 o 11:27, zmechu napisał:

To IMHO jest kiepskie wyjście. Po pierwsze - pióro mające 40 lat będzie albo w słabym stanie technicznym (rysy, zużycie, niedomagania) albo drogie ze względu na dobry stan 🙂🙂

Wszystko zależy od tego, co dla kogo oznacza drogie. Jeśli tytułowe "markowe pióro" odnosi się np. do Pelikana Jazz, to faktycznie taka stara 120/140 może być droga. Jeśli jednak za "markowe pióro" przyjmiemy przynajmniej M200 to akurat te vintage już nie wydają się takie drogie. Co do ich stanu to zarówno na forumowym bazarku, jak i za sprawą np. Chorzowskiego warsztatu można w tej cenie wejść w posiadanie pięknego starego pióra w doskonałym stanie ze złotą stalówką. Kiedyś też miałem taki dylemat i wybór vintage okazał się słuszny :) Ja osobiście z kupowania chińczyków już się wyleczyłem, bo chociaż miałem ich kilka, to żaden nie wytrzymał próby czasu (w tym przypadku najtwardszy przeżył około 6 miesięcy) 

Dnia 13.06.2021 o 11:27, zmechu napisał:

Po drugie: aby kupować vintage to trzeba się trochę na piórach znać, bo jak się zada pytanie "chcę kupić pióro vintage, co wybrać" to zaraz pojawiają się pytanie "stalówka ze złota", "z fleksem czy bez", "piston czy konwerter" i na start człowiek zamiast cieszyć się pisaniem to rozważa techniczne aspekty systemy napełniania. No i trudno mi sobie wyobrazić proponowanie nowemu kierowcy zakup gaźnikowego Chevroleta '57 zamiast Opla Corsy 🙂

Tak się zastanawiam, po co zadawać pytanie "co wybrać" skoro nie chce się wiedzieć jakie są możliwości i zastanawiać co będzie mi bardziej odpowiadało? Jeśli nie interesują mnie "dane techniczne" i nie mam ochoty i potrzeby ich rozważania, to nie zadaje pytań tylko kupuję to co mi się podoba, mieści się w budżecie i tyle, bo przecież każde ma stalówkę, zbiornik na atrament i każde kreśli kreskę na papierze. Więc nawet jeśli ktoś się nie zna i kupi to co mu się podoba to będzie mógł nim pisać jak każdym innym piórem starym czy nowym. 

Link to comment
Share on other sites

Jeśli chcecie usłyszeć opinię człowieka, który przeszedł już wszystkie etapy tej choroby, to służę uprzejmie.

Otóż ja uważam, że trzeba naprawdę dużo pisać (i długo), żeby wiedzieć, jakie pióro jest tym jedynym. U mnie zaczęło się z dwóch powodów. Szukałem informacji na temat Watermana Kultur, którego dostałem na urodziny i bardzo mi przypasował, a później mi go buchnął taki jeden... Więc postanowiłem go kupić jeszcze raz, a drugi powód, to chińskie Hero 616 Jumbo, którymi pisałem jeszcze w podstawówce i... Wiecie. Sentyment. Porównywalny z sentymentem, który dziś kazałby mi kupić chiński piórnik z Załogą G. Watermana nie znalazłem takiego jak chciałem, bo teraz robią tylko transparentne, w kolorach Barbie, więc kupiłem po prostu pierwszego z brzegu, a Hero 616, nabyłem coś koło 30 sztuk. Okazało się jednak, że te pióra też są podrabiane i jedne drugim nierówne.

Później kupowałem wszystko i zbierałem kasę na mojego "Graala". W końcu go zdobyłem. Moje marzenie, Pelikana M250. A po nim, Watermana Carene. Trochę tańszych, ale też markowych, jak Kaweco Sport, jakieś TWSBi i na koniec jakiegoś MB...

Teraz wiem, że piór nie kupuje się po to, żeby nimi pisać. Zresztą, powiedzcie sobie szczerze. Ile z Was pisze dużo? Tak naprawdę dużo, czyli ze dwie do pięciu stron dziennie, albo i więcej? No właśnie. A z piórami to jest najczęściej tak, że się je podziwia, wyciąga, napełnia różnokolorowymi atramentami, poleruje, czyści, chowa, myje, suszy, znowu wyciąga, bo zdobyło się jakiś fajny atrament...

Najpierw miałem zalane wszystkie pięćdziesiąt. Później ograniczyłem tą liczbę do 20 (bo nie miałem już czasu na nic innego, tylko na "przepisywanie" wszystkich piór, żeby nie zaschły), a jeszcze później, do 10. Wreszcie uznałem, że 5 to jest max, aż w końcu doszedłem do... Dwóch. I jest to Waterman Kultur, oraz Lamy Safari. Pierwszego używam do pisania dłuższych kawałków, Lamy noszę do pracy, bo jak mi się zniszczy, to wyciągne kolejne.

Pelikana, którego tak chciałem mieć, sprzedałem. Carene, też. Skoro to było takie cudo, nie mogłem tak po prostu powiedzieć, że jest do d... Ale wmawiając sobie, że jest świetne, podobnie jak alkoholik, który wmawia sobie, że strzelanie kielonka już do śniadania, to nic takiego, męczyłem się z nimi. Pelikan był niewygodny, a Carene albo ciekło, albo dla odmiany zasychało, a o tym, żeby go wziąć ze sobą, w kieszeni, to nawet nie było mowy.

Dopiero po kilku latach, wypraktykowałem, że piórem, w którym mi nic, ale to dosłownie nic, nie przeszkadza, jest Waterman Kultur, a drugim... Kaigelu 316. Bo chociaż drugim, którego używam, jest Safari, to jednak wyprofilowanie sekcji mogłoby być obrócone względem stalówki, o niewielki kąt.

Tak więc widzicie. Jedno pióro markowe, choć tanie, a drugie chińskie. Tak, wiem, że Kaigelu, to chińska wersja Parkera Duofold i być może, niektórzy z Was powiedzą, że oryginalny Duofold byłby lepszy, ale ja nie jestem tego taki pewny.

Do pióra, w którym wszystko jest idealne, trzeba się dobrze przymierzyć. I długo go używać. Nie da się tego stwierdzić. I naprawdę NIE MA znaczenia, czy jest to pióro markowe, chińskie, czy coś między jednym, a drugim. Najlepszym dowodem jest to, że jednym z najbardziej zbliżonych do ideału, piór, jakie miałem, był jednorazowy Pilot, kupiony za jakieś 7 zł. Ja go napełniałem wiele razy i używałem go w takich warunkach, że nawet nie chcecie wiedzieć.

Chyba, że kupujecie pióra, bo sprawia Wam to przyjemność. Albo z jakiegokolwiek innego powodu, ale nie, żeby nimi pisać. To wtedy już zupełnie co innego...

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...