Skocz do zawartości

Polecane posty

Piórem pisałem od pierwszych lat podstawówki.  Tak samo jak wiele innych dzieci, których rodzice starali się sprzyjać wyrabianiu ładniejszego charakteru pisma? u pociech. Pióro też miało jakoby lżej pisać, tak pamiętam.
Przewijały się przez moje dłonie dostępne wówczas: pióra chińskie Wing Sung? Hero?, polskie Zenity, INCO i siajowe no namy,  NRD-owskie Heiko Arystokratą w tym gronie było północnokoreańskie, wyposażone w złotą stalówkę Chollima.
Do kompletu -  atrament Astra albo "bardziej szlachetny" od niego Hero (jak się udało) lub naboje marki naboje.
Pamiętam jak cienką kreską pisał Zenith  i jak bardzo różniło się od niego mokro piszące  INCO, które przebijało na drugą stronę  zeszytu , robiło kleksy, wylewało doi skuwki.
Nieodłącznym towarzyszem -upaćkane w atramencie palce. Pióra od czasu do czasu rozlewały "same z siebie", nie tylko podczas bitwy na teczki w szatni. W czasie prób uruchamiania robiły kleksy, atrament często przebijał przez papier, albo trzeba było pióro  różnymi technikami ożywiać, bo "zasychały". Stalówki zaczynały zbyt grubo pisać, ulegały uszkodzeniom (jak to u  piór bywa),  plastik w korpusie lub sekcji też pękał, pióra dodatkowo brudziły.  Sukcesem było wyszukać pióro które w miarę niezawodnie i cienko pisało i nie rozpadało się w dłoniach..  Budżet był bardzo ograniczony więc nic lepszego nigdy nie nabyłem, a co się dało naprawiałem sam.   Jakie czasy, takie pióra. Jaki budżet takie doświadczenia.
Co się namęczyłem z powodu tych siajowych wynalazków z demoludów, to moje.   😉  
Dobrowolnie używałem pióra również w liceum i na studiach - bo piórem się faktycznie wygodniej pisze, choć zabawy z ich ogarnianiem było co niemiara. 
Po zakończeniu regularnej edukacji, w naturalny sposób moje zapotrzebowanie na ręczne pisanie zmalało niemal do zera  i pióra poszły "do szuflady".... Weszliśmy w  XXI wiek....  Czas płynął dalej....

Tak się złożyło, że od pewnego czasu znów co nieco więcej mam okazję ręcznie pisać.  Dla mojego "Mikołaja" (który sam pisze piórem) był  to dobry przyczynek do tego, by jako prezent pod choinkę dać mi Parkera Urbana Classic.
Pierwsza reakcja - "wow jaka ładna i solidna rzecz",,   i zaraz po tym "tylko na co mi taki  drogi, niepraktyczny przedmiot o zmysłowych kształtach?". 
Pojojczyłem nieuprzejmie, że szkoda kasy na coś tak mało praktycznego.
Otrzymałem w rewanżu instrukcję by używać wyłącznie markowych atramentów (czyli nie takich za 3 zł). "Mikołaj" od trzech dekad z okładem śmiga Watermanem na Watermanie (kto bogatemu zabroni).
Przez dwa albo trzy tygodnie pióro leżało na półce. Nie miałem ochoty znów babrać się w atramencie.
W końcu, żeby nie sprawić przykrości "Mikołajowi"  postanowiłem pióro przetestować. Nabiłem nabój, zapakowałem do torby długopisy i pióro stalówką do góry (co by w czasie podróży nie zalać plecaka atramentem)  i poszedłem na uczelnię... 
Kiedy przykładałem je do papieru byłem sceptyczny.  I....
Pióro wystartowało od pierwszego dotknięcia.
A moje palce po wielu godzinach pisania były wciąż czyste.
Nie byłem w stanie rozmazać tego co napisałem, kreska była dość cienka, a atrament  szybko wsiąkał i wysychał.
Mogłem  pisać odwrotną stroną stalówki - dysponując naprawdę super cienką jak włos linią.
Po paru dniach przerwy pióro wciąż startowało bezzwłocznie.
Mogłem też parę zdań zanotować  na kartce położonej na pionowej ścianie. A tego się nie da zrobić długopisem!!! 
Pióro ani razu nie wylało do skuwki, nie zaschło, Zero kleksów, nawet po potrząsaniu,. Nigdy nie musiałem kombinować by je rozpisywać

I w ten sposób Parker Urban "Lolobrigida" wkręcił mnie w lekką pióro-manię. 
Po pewnym czasie postanowiłem nabyć podobny egzemplarz, jako podarunek dla  najbliższych i dla "Mikołaja" (w ramach rewanżu i ponieważ jego Waterman już dość marnie wygląda po  30-tu? latach używania, to tez dobry pretekst).
Z rozpędu nabyłem parę kolejnych Urbanów, pozyskałem jednego w nowej wersji 2016, parę 45-tek, Ungaro, Hemi, IPG,  Duke, odkurzyłem stare szkolne pióra z szuflady, zrobiłem remanenty resztek atramentu..   I jestem tu i 
Pozdrawiam  z Łodzi
:)

P.S. DYGRESJA - jak chodzi o kulturę pracy cudownych piór z PRL-u Ostatnio postanowiłem przetestować jak działają moje stare Heiko  Świeżo nabite nawet dość gładko , sensownie pisały. Jednak po nałożeniu skuwek i odłożeniu stalówką w dół... Następnego dnia jeden egzemplarz nie chciał pisać, a drugi wylał do skuwki.
I jak się tu dziwić, że lubiąc pisać piórem, a w ramach edukacji męcząc się z  badziewiem, teraz jestem urzeczony zachowaniem Parkera?

Edytowano przez Lodzermensch
Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

×
×
  • Utwórz nowe...