Skocz do zawartości

sztosz

Użytkownicy
  • Ilość treści

    21
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez sztosz

  1. http://penhabit.com/2014/09/02/pen-review-sailor-1911-large/ Sailor 1911L? Jest jeszcze King of Pens Sailora, większe od L'ek.
  2. Duke 116 ma spływak i stalówkę identyczną jak Jinhao X450 czy X750, sekcje mimo że wyglądem się różnią, to nic nie stoi na przeszkodzie żeby korpus z Duke'a na sekcję Jinhao zakręcić (w drugą stronę też pasuje), piszą... jak dla mnie identycznie, w ślepym teście pewnie bym nie odróżnił czym piszę . Co nie znaczy, że piszą źle, bo piszą naprawdę przyzwoicie. Różnica za to jest w cenie, Duke kosztuje dużo drożej... bo trzeba płacić chińskiej firmie za to że kupiła prawa do niemieckiej marki.
  3. Jedno startuje od razu bez problemu zawsze, a drugie jak dłużej nie używam, dłużej czyli ponad tydzień, może dłużej (za dużo piór nabitych mam, żebym pamiętał kiedy jakie ostatni raz używałem). Ale nawet jak przyschnie coś, to wystarczy pacnąć stalówką w wodę i potem od razu pisze, więc może to też kwestia atramentu.
  4. A ja się zupełnie nie zgadzam z tym że wszystkie pióra z aliexpress to tandeta do co najwyżej schowania do szufaldy. Lanbitou 3059, podróbka TWSBI ECO z stalówkami identycznymi z tych tanich Lamy. Mam dwa, oba piszą rewelacyjnie, niczemu nie ustępują piórą z odrobinę wyższej półki, typu właśnie TWSBI, do tego te Lanbitou mają przezroczystą sekcję i spływaki, najlepszy moment jeżeli chodzi o stronę wizualną piór to jest patrzenie na efekt kapilarny w tym przezroczystym spływaku, po prostu zachwycające . Jinhao 911 F, pisze cieniej niż Sailor F, nie drapie (choć pewien feedback czuć), nie zasycha i żadnych problemów podawaniem atramentu. Jinhao X750 które niczym nie zachwyca, ale pisze po prostu bardzo poprawnie i nie ma żadnych z nim problemów, a do tego jest po prostu bardzo ładne. Dikawen 891 z tak cudnie kiczowatym korpusem, że nie uświadczysz takich w tych droższych zachodnich czy japońskich piórach, który też pisze po prostu normalnie. Z 12 chińczyków mam 5 które po prostu w każdej chwili mogę wziąć do ręki i nie przejmując się papierem ani zalanym do nich atramentów zacząć pisać i być zadowolonym. 1 które do niczego się nie nadaje, bo nie chce mi się szukać stalówki na wymianę (oryginalną zniszczyłem próbując dostosować). 6 które mają drobne problemy typu przysychanie atramentu (wystarczy wsadzić stalówkę na ułamek sekundy do kubka z wodą), albo baby bottom. Nawet jak te 7 na straty spiszemy to jesteśmy do tyłu 7 x ~ $3.5 ~= 25USD co daje nam circa 100zł. Za 100 zł nie kupisz nawet jednego porządnego zachodniego pióra, porządnego czyli takiego które przewyższa jakością te chińczyki. A z tych "lepszych" piór mam shaffera za te 300 zł które tu padło z baby bottom, Duke'a (kupiłem bo nie wiedziałem wtedy że to to samo co Jinhao tylko dużo dużo droższe), też z tym samym problemem (miałem, poradziłem sobie). TWSBI które pisać wcale nie chciało, ale dało się w domu do porządku doprowadzić (z niepisania został dziwny, ale cholernie mi pasujący feedback), czy Sailor z nierówno przeciętą stalówką, tak że trzeba go zalać czymś dosyć mokrym, żeby przyjemnie się pisało. Gdybym te pióra spisał na straty... ło panie, nie chce mi się liczyć I tu nie chodzi żeby się kłócić, czy żeby komuś udowadniać na siłę że się myli. Ale z mojego doświadczenia, statystycznie rzecz biorąc, jest dużo większe prawdopodobieństwo że wydając 300 zł na aliexpress trafimy na bardzo dobrze piszące pióro, niż wydając te 300 zł gdzieś np. w Polsce na nie chińskie pióra i tą opinię chciałbym zaprezentować jako kontrast dla pewnych wcześniejszych wypowiedzi. PS. Serio, te przezroczyste spływaki w Lanbitou cieszą oko szalenie.
  5. O, tu to nawet ja wymiękam O.o Dame of the Knighst? To ostatnie złączenie liter "hst" do zupełnie niczego mi nie pasuje :(
  6. Nie mam japońskiego EF, ale mam stalowe EF Faber Castell'a i złote F Sailora, brąz to Monteverde Fireopal, a niebieski to Monteverde Horizon Blue. Być może choć trochę Ci pomoże.
  7. Już wyprzedane :/ A myślałem że zrobię większe zakupy, a tak to...
  8. Akurat tytuły filmów Sergio Leone, choćby nie wiem jak nabazgrane to zawsze da się odczytać... nawet muzyka się od razu "włącza w głowie"
  9. Gdzieś czytałem, że Monterverde Horizon Blue jest bardzo podobny. Nie mam baystate blue żeby pokazać próbkę jednego i drugiego obok siebie, ale sam z Horizon Blue jestem bardzo zadowolony.
  10. Ja z kolei bardzo lubiłbym ten atrament gdyby nie był taki... suchy. Kolor mi się szalenie podoba, bardzo mi się też podoba cieniowanie tego atramentu, ale sam fakt pisania nawet bardzo gładkim B od Lamy jest po prostu nieprzyjemny
  11. Nie wiem jak z tym przebijaniem, bo mi przebija tylko na najgorszych kartkach jakie mam, na których większość atramentów przebija, ale to na pewno nie jest temat do kłótni. Na pewno autor recenzji ma dużo większe doświadczenie ode mnie i piszę to bez cienia ironii czy sarkazmu. Ja Solferino bardzo lubię za to, że w każdym piórze w którym go miałem, zachowywał się rewelacyjnie, żadnego wysychania, żadnego wrażenia suchości przy pisaniu, startował zawsze od razu i do tego że te bardziej "drapiące", gwożdziowate stalówki piszą jakby gładziej, a do tego po prostu szalenie mi się podoba
  12. Ogólnie rzecz biorąc to tak, Japończyki mają dobrą kontrolę jakości. Ale przypatrz się pod mocną lupą tym ziarnom... mało prawdopodobne że będą identyczne, co nie znaczy że będą źle pisać, albo że gołym okiem zauważymy różnicę, albo że odczujemy ją ręką. Mój Sailor Pro Gear II ma.. nierówno przecięte ziarno, prawa połowa jest mniejsza od lewej (nie dużo ale pod lupą widać) przez co muszę lekko piór przekręcać w lewą stronę żeby mieć ten "sweet spot". Gdyby to było M a nie F to bym pewnie nie zauważył. Przy mokrych atramentach nie ma problemu, ale przy tych bardziej suchych, czasami ten charakterystyczny feedback Sailora zaczyna przechodzić w delikatne drapania... chyba że odrobinę przekręcę piór w lewo Dlatego też jestem zdania, że najlepiej każde pióro samemu przetestować przed kupnem, bo jeżeli jest powtarzalność, to tylko do pewnego stopnia. I jeżeli nawet 9 piór na 10 będzie pisać identycznie... to zawsze możemy trafić na to jedno które będzie miało problem. Idąc dalej w temacie powtarzalności, jeżeli wszystkie przedmioty, danego rodzaju będą robić to samo w taki identyczny sposób, a różnić się będą detalami które nie mają wpływu na robienie tego, to do czego dany przedmiot został stworzony, to możemy mówić o powtarzalności. Ale jeżeli w piórach stalówki nawet trochę się różnią w danym modelu i w obrębie "grubości", to to już nie jest powtarzalność. To jakby 2 + 2 wychodziło nam raz 4.0000001 a raz 3.99999999, niby po zaokrągleniu wyjdzie nam 4 i w niczym nie będzie przeszkadzać... ale czy jest to powtarzalność? Gdzie zaczyna się błąd pomiarowy i powtarzalność, a gdzie kończy? Myślę że w przypadku piór tam, gdzie dwa te same pióra potrafimy odróżnić w momencie kiedy zaczynami nimi pisać. A ja mam często po dwa egzemplarze danego pióra (bo przecież nie będę lał czarnego atramentu do niebieskiego pióra :scream:) i czuję że w ślepym teście byłbym w stanie w kilku przypadkach je odróżnić. Nie będę nikomu mówił żeby nie kupował piór bo nie wiadomo na co trafi, bo to nie prawda, ale na pewno nie nazwę piór w obrębie modelu i grubości kreski powtarzalnymi.
  13. Można Ludzie mają atramenty które mają po kilkadziesiąt lat i nadal można śmiało nimi pisać. Jakby coś się działo z atramentem, szansa niewielka bardzo, to powinieneś od razu zauważyć jak otworzysz butelkę.
  14. @Aldona @paradigm napisał że "Nie ma powtarzalności wśród" i ma rację, bo wszyscy przez których ręce przewinęło się sporo piór to przyznają, są marki które mają lepszą kontrolę jakości, są takie które mają gorszą, ale nie zmienia to faktu że stalówki nie są idealnie powtarzalne, zwłaszcza w tych piórach w których człowiek coś kombinuje Ty z kolei twierdzisz, że pióra Ungaro są powtarzalne, bo to marka za którą "się płaci" i od której się "wymaga", tylko nie jesteś w stanie zrozumieć tego, że żadne pieniądze nie są w stanie sprawić tego że 100% piór od danego producenta będzie identycznych, bo to żadnemu producentowi się nie opłaca. Tak patrząc zupełnie z boku, mam nieodparte wrażenie, że to Ty, Aldono się jednak grubo mylisz ale nie potrafisz tego zrozumieć, bo "ja płacę, ja wymagam" PS. Już zupełnie pomijam wszystkie te wypowiedzi, co to nie ty, bo rejs, bo promenada, bo słońce, bo małe pióra... gdyby to było inne forum, to bym tylko dolał oliwy, wziął popcorn i czekał
  15. Z tym że Pelikan Briliant Red nie chce pisać po kilku dniach, a nie miesiącach. Dzieje się tak w TWSBI eco, w tanich Jinhao, w Parkerze Frontier. Doskonale widać jak na styku stalówki i spływaka, na "krawędziach" spływaka, pod stalówką, tworzą się malutkie czerwone gródki/kryształki atramentu. Z kolei z KWZ INK zielony#5 mam ten problem że robi się po prostu bardzo gęsty i też ma problemy z pisaniem. Na początku myślałem że to nieszczelne pióra, ale żaden inny z wielu atramentów w tych piórach nie miał problemu.
  16. Mam Briliant Red, ten i KWZ Ink zielony #5 to jedyne atramenty z tych które mam, do których nie mogę dopasować pióra. Na początku myślałem, że to może coś z piórami, ale okazuje się że każdy z tych atramentów ma problem ze startem i nie przerywaniem po kilku dniach nie używania piór (naprawdę wielu różnych). Jak rozpiszę pióro to wtedy poprawnie się te atramenty leją. Osobiście odradzałbym je każdemu (te konkretne kolory, bo nie wiem jak inne Pelikana czy KWZ) Prelude też mam i też mogę śmiało polecić, co prawda nad stalówką musiałem popracować, ale tylko chwilkę. Pisze naprawdę dobrze, świetnie leży w dłoni i jest po prostu ładne... póki zamknięte, bo plastikowa sekcja z wgłębieniami na palce (żeby poprawnie trzymać pióro) może trochę drażnić oko. Ja ze swojego jestem bardzo zadowolony.
  17. Z converterem w angielskim to też nie tak, że to oznacza wszystkie akcesoria które podają atramentu do spływaka. To znaczy... teraz się tak to przyjęło, ale pierwotnie oznaczało co innego. Merriam - Webster definiuje "coverter" jako "one that converts". A z kolei "to convert" ozancza m.in "to turn", ale to znaczenie wyszło już z użycia, określanie ruchu obrotowego poprzez "convert" to jest archaizm. Ale to że sam czasownik jest archaizmem (w tym znaczeniu), nie oznacza że rzeczownik od niego utworzony też z użycia wychodzi. Dlatego mamy "converters" do piór wiecznych, które są pojemnikami na atrament mającymi śrubę którą się obraca. Po polsku nazywanie tych urządzeń konwerterami jest chyba trochę bez sensu bo po polsku konwertować nigdy nie oznaczało obracać (chyba) ale żyjemy w takich czasach, w których takich bezsensownych "kalek językowych" (od kalki, nie kaleki ) są nie do uniknięcia. Praktycznie wszędzie tam gdzie na w anglojęzycznych źródłach czytałem o "converters", chodziło o osobną część do przechowywania i podawania atramentu do spływaka w piórze, ale który nie jest nabojem. Więc nie widzę sensu rozróżnia przez samo nazewnictwo, lepiej to chyba doprecyzować np. w osobnym zdaniu, o jaki rodzaj konwertera chodzi
  18. Dlatego napisałem przeważnie i odniosłem się specyficznie do tematu zegarków i piór Gdybym Ciebie tak negatywnie ocenił, to bym nie wysilał się i nie napisał zupełnie nic. Chodziło mi o to raczej, żeby uświadomić innym ludziom którzy może tu zajrzą, że z tymi piórami to naprawdę nigdy nie wiadomo i żeby broń boże nie odrzucali tych tanich chińczyków tylko dlatego, że są tanie, bo piór wiecznych nie da się w żaden sposób ocenić po metce z ceną. Mam kolegę który stwierdził że Mountblanc 149 (~900$) wygląda jak jakiś plastik z supermarketu ¯\_(ツ)_/¯
  19. A dlaczego od razu G? Jeden z moich Dikawenów za 3$ od początku pisał lepiej niż jedno z moich TWSBI za ~45$. Jinhao 159 (taki homage dla Mountblanca 149) za też ~3& pisało od samego poczatku rewelacyjnie, bardzo gładko, grubą (jak dla mnie), nasyconą kreską. A Sheaffer Prelude za ~80$ miał "baby bottom", przerywał i nie dało się czasem krótkiego zdania napisać bez poprawiania niektórych liter. Bez zabawy z gąbką ścierną (nie wiem jak po polsku na micromesh się mówi) nie obyło się*. Pióro wieczne, to jest szalenie prosty mechanizm. Ich produkcja jest też szalenie tania (pomijając te ręcznie robione czy zdobione). Praktyka pokazuje że w przypadku ogromnej ilości marek w żaden sposób nie można polegać na stosunku ceny do jakości, a wynika to niestety ze słabej kontroli jakości w tych firmach. Z piórami jest tak samo jak zegarkami. Jeżeli chodzi o ich podstawową funkcję, to przeważnie nie ma zauważalnej różnicy pomiędzy tymi najtańszymi a najdroższymi. Pióra piszą, a zegarki pokazują czas. Czy zegarek z supermarketu który mi wiernie i bez problemowo służył przez całą służbę wojskową jest "G" tylko dlatego że kosztował grosze? Nie wydaje mi się. tak samo jest z piórami za 3$, póki dobrze spełniają swoją podstawową funkcję to nie można o nich pisać, że są "G". To znaczy... można, ale przeważnie świadczy to, w moim odczuciu, bardzo nie dobrze o człowieku który to pisze ;) I nie bierz proszę tej krytyki zbytnio do siebie proszę. Najlepiej zrobisz przekonując się sama i kupując to "G" za 3$, w najgorszym przypadku będziesz miała kolejne pióro, którego nie będzie szkoda, żeby zapchać Diamine shimmer, w najlepszym... pióro będzie pisać przyjemniej od Sailora. ____________ *Pewnie mógłbym oddać do sklepu na gwarancji, ale po tym jak mnie wrocławska Stalówka potraktowała z innym piórem z baby botom to wiem że nie ma to sensu. Oddałem im Duke'a który przerywał, tylko że w tłoczku nie było atramentu bo go zużyłem. Po dwóch tygodniach dostałem pióro, rzekomo wymienione zupełnie na nowe. Trochę mnie zdziwiło to że tłoczek był pełen Waterman'a Tender Purple. Ale przestało mnie to dziwić bo w domu już się okazało że pióro nadal przerywa, a stalówka jest tak samo lekko przekręcona na spływaku jak ta w piórze które oddałem na gwarancji. A nikt chyba nie lubi jak się z niego idiotę robi. Szkoda, bo we Wrocławiu nie ma chyba innego sklepu gdzie można na miejscu kupić te droższe pióra.
×
×
  • Utwórz nowe...