Jump to content

Ice

Użytkownicy
  • Posts

    200
  • Joined

  • Last visited

Recent Profile Visitors

901 profile views

Ice's Achievements

F

F (3/6)

  1. Myślę, że rozwiązaniem tego "dylematu" jest kupienie markowego pióra vintage w dobrym stanie np. tu na forum . Jeśli pióro przetrwało te 60-70 lat, to zapewne przetrwa kolejnych kilkanaście, a i przypuszczam, że na jakość wykonania nie będzie powodu narzekać 😁
  2. Dzięki. Pióro jak najbardziej polecam, moim skromnym zdaniem jest doskonałe, zwłaszcza jeśli chodzi o stalówkę i to jak się nią pisze. Co do drewienka, to powstało na skutek zachwytu tym piórem, więc kupuj pióro, a kto wie co będzie dalej .
  3. Mosiądz raczej by nie pasował, bo metalowe ozdoby są z niedzewki, więc byłyby różne kolory metalu co nie wyglądałoby ładnie. Poza tym chciałem, aby wszystko zrobione było przeze mnie, dlatego "ciągadło" od szufladki jest drewniane
  4. Dobra to dla zachęty jeszcze raz wrzucę mojego. Podstawka pod pióro i atrament, nazywana również écritoire. Pokazywałem ją co prawda w innym temacie, ale tylko poglądowo. W tym przypadku podstawka to kawał dębowego litego drewna z miejscem na pióro, butelkę atramentu oraz szufladkę na karteczki. Butelka miała być o jakimś ciekawym kształcie, wręcz zdobna ale, że nic ciekawego nie udało mi się zdobyć to wygrała pelikanowska z serii edelstein (i dobrze, bo to bardzo ładna butelka ) Przy okazji podstawka została trochę ozdobiona, a że powstała na potrzeby pióra Pelikan 140 i z jego inspiracji, to zdobienia są tematycznie dobrane 😁 Jest dość ciężka w związku z tym nie ma problemu z przesuwaniem się jej po biurku w trakcie użytkowania. Całość oczywiście olejowana, dzięki czemu w dotyku nadal czuć drewno. Jedyne metalowe elementy to zdobienia wykonane z nierdzewki. Szufladka zrobiona jest w całości z drewna, klejona bez dodatku metalowych typu gwoździe czy śruby. Dno szuflady to również drewno dębowe, wycięte i zeszlifowane do grubości ok 2mm - żadnej sklejki. Swobodnie mieści karteczki samoprzylepne w rozmiarze 127x76mm. Całość oparta na czterech prostokątnych nóżkach.
  5. Bez zdjęć się nie liczy😋😁
  6. Dzięki, ale aż tak daleko się nie posuwam . Staram się poprzestać na tym, co jest możliwe do zrobienia w zaciszu domowym.
  7. Całe szczęście, że u mnie takie "choroby" rozwijają się dwubiegunowo, czyli jak w tym przypadku najpierw było pióro, później przychodzi czas na coś co mogę dodać "od siebie" czyli np. taka podstawka, i to na jakiś czas na tyle mnie pochłania, że obiawy tej pierwszej słabną, przynajmniej czasowo. I w ten sposób ograniczam zapędy nabywcze Już się zastanawiam nad skórzanym etui... 😁
  8. Właściwie, to obawiam się, że pióroza może się jeszcze bardziej rozwinąć, ale w wersji vintage, co dla portfela będzie chyba dotkliwsze (nie wspominając o 400NN, to coraz częściej spoglądam w stronę pasiastego Vacumatic). Ale fakt, że ta 140 chyba zawsze będzie tą "naj".
  9. Ja również dziękuję za miłe słowa. Trochę miałem wątpliwości, czy z moim brakiem doświadczenia z piórami tej marki uda mi się napisać obiektywnie o tym piórze. Co do écritoire'a powstał tylko po to, żeby ładnie wyeksponować pióro na półce w mieszkaniu. Trochę szkoda trzymać je w zamknięciu, a w otwartym pudełku na pióra będzie dziwnie wyglądać, poza tym w tych trudnych czasach to była "chwila" relaksu, której chyba wszystkim teraz potrzeba
  10. Pęknięcie, czy raczej tłoczek puszcza?
  11. Dość długo zastanawiałem się, czy pisać recenzję pióra, które nie jest już produkowane i dostępne na rynku jako nowe. Pomyślałem jednak, że wiele osób czasem ma ochotę na zakup starego pióra, ale waha się z podjęciem decyzji nie wiedząc czego ma się po nim spodziewać tym bardziej, że na zwroty lub "przymierzenie się" przed zakupem nie ma co liczyć. A w związku z tym, że sam miałem takie dylematy, postanowiłem ją napisać mając nadzieję, że komuś pomoże w podjęciu tej niełatwej decyzji. Od zawsze byłem "fanem" piór Pelikan pomimo, że nie dane mi było być właścicielem jakiegoś wyjątkowego egzemplarza tej marki. Wiem, że są inne, droższe, pewnie nawet bardziej prestiżowe marki, ale dla mnie to właśnie Pelikan jest tym "naj". Jednak zawsze było coś ważniejsze od zakupu pióra, a że nie jestem kolekcjonerem piór, to ten zakup schodził przeważnie na drugi plan. Nadszedł w końcu czas, żeby zmienić ten stan. Kryteria były dość proste: Pelikan, tłoczkowy system napełniania atramentu, kolor czarny z zielonym okienkiem. Pierwszym wyborem było M200. Pióro wygląda świetnie, przyzwoicie wykonane, pisze również bardzo przyjemnie no i dostępne "od ręki". I już byłem zdecydowany, ale przypomniałem sobie opowieści o magii starych stalówek, a w związku z tym, że bardzo lubię pisać stalówkami które różnicują grubość linii, to pomyślałem, iż może warto spróbować połączyć to w jeden zakup - Pelikan wyposażony w starego flexa. Z racji tego, że najbardziej podobają mi się pióra w kształcie cygara wybór był dość oczywisty - 400NN lub 140. Po przejrzeniu ogłoszeń również tych archiwalnych wyszło na to, że 400NN dość rzedko występuje w tym zestawieniu kolorów, a bardziej dostępny jest 140. Po dość długich poszukiwaniach w końcu udało się namierzyć wymarzonego ptaszora i dzięki forumowemu koledze @MarcinEck czarna 140-tka była moja. No oczywiście nie od razu, ponieważ musiała jeszcze do mnie dotrzeć, a oczekiwanie było przepełnione niepewnością - jak będzie pisała, czy będzie bardzo zniszczona, co z tą stalówką? W końcu nastał ten dzień, kiedy dotarło. Pierwsze wrażenie - wow!!! Drugie, trzecie i kolejne - wow, wow wow!!! Pióro jest po prostu piękne i pomimo swojego wieku (60-70 lat) w nienagannym stanie, wręcz trudno uwierzyć, że ma tyle lat. Kolor głębokiej czerni, który sprawia, że pióro wygląda bardzo dostojnie. W sieci można odnaleźć informację, że pióro zrobione jest z plastiku, ale co to jest za plastik! Twardy, niemal kamienny, nie łapiący rys, który sprawia, że to raczej niewielkie, bo zaledwie 12,5cm pióro wygląda, jakby było zrobione z marmuru i jedynie jego niewielka waga (14 gram) zdradza, że to jednak nie jest marmur. Pomimo niewielkich gabarytów spokojnie można nim pisać również bez skuwki, nawet przy moich dość dużych dłoniach nie sprawiało mi to żadnych problemów. Ale jeśli ktoś uznałby, że jest jednak za krótkie, to może założyć skuwkę na korpus i ma w pełni wymiarowe pióro . Pozostając przy wyglądzie nie sposób nie wspomnieć o okienku podglądu atramentu. Pomimo zaawansowanego wieku pióra, okienko jest krystalicznie czyste o pięknym zielnym kolorze, który świetnie komponuje się z czernią korpus. Przyjemnie jest patrzeć jak przelewa się przez nie atrament, zwłaszcza jak jest to pelikanowski Topaz Edelstein . Pióro ma pozłacany pierścień na skraju skuwki, na którym umieszczony jest grawer "Pelikan 140" i "Germany", oraz pozłacany klips w kształcie dziobu pelikana, charakterystyczny dla piór tej marki. Wszystkie złocenia są w doskonałym stanie, co jest wręcz niewiarygodne zważywszy na wiek pióra. Najwyraźniej pióra Pelikana z tamtych lat miały dość grubą powłokę złoceń, ponieważ przeglądając wiele ogłoszeń w ostatnim czasie w zasadzie nie widziałem pióra vintage tej marki, które miałoby wytarte złocenia - jednak może to być zwykły przypadek, a ja poprostu miałem szczęście, z czego bardzo się cieszę Na szczycie skuwki znajduje się poprzednie logo Pelikana, czyli tytułowy ptaszor z dwójką piskląt. Logo jest czarne, bez farby, ale w internecie można znaleźć egzemplarze 140-tki z logo w kolorze zielonym. Trudno mi ocenić, czy w moim zawsze było czarne, czy to jednak zasługa upływającego czasu. Skuwka jest nakręcania na korpus, a gwint jest bezszelestny i trzyma pewnie. Wykonanie 3/4 obrotu, oddziela skuwkę od pióra, dzięki czemu nie trzeba kręcić w nieskończoność i wystarczy jeden ruch aby mieć pióro gotowe do pisania. Korpus jest dość "uniwersalnej" średnicy i powinien pasować większości użytkowników. Sekcja jest profilowana z lekkim rozszerzeniem od strony stalówki, dzięki czemu palce bardzo pewnie opierają się na niej i nie ma możliwości, żeby zsuwały się w dół do stalówki. Spływak ma żłobienia wzdłóżnie, charakterystycznie dla piór Pelikana z tego okresu. Ten model Pelikana napełniany jest atramentem za pomocą systemu tłoczka, który działa doskonale, ale przypuszczam, że to również zasługa Marcina . Pokrętło tłoczka jest zaokrąglone na końcu, a jego średnica jest wyraźnie mniejszej od korpusu i bardzo ładnie współgra z kształtem pióra. Połączenie s korpusem jest perfekcyjnie - jest idealnie w osi, nie ma żadnych szczelin czy nierówności. Korpus mieści sporo atramentu, a wspomiane wcześniej okienko podglądu poziomu atramentu pozwala na bieżąco śledzić jego ilość i za wczasu zareagować na jego niedobór, co jest niewątpliwą przewagą nad piórami zasilanymi wkładem lub konwerterem (no może poza Lamy Safari ). W końcu dotarliśmy do stalówki, która jest wisienką na torcie. Złota 14C 585 w rozmiarze i budowie oznaczonej jako KF - takie właśnie napisy umieszczone są na stalówce w towarzystwie logo Pelikana. I chociaż nie jest to flex o którym pierwotnie myślałem, to jednak pozwala na bardzo wyraźne różnicowanie linii. Startuje trochę poniżej F, a kończy gdzieś w okolicy BB lub nawet 3B. I choć nie jestem żadnym znawcą piór, to moim zdaniem jest dokładnie tak, jak mówią miłośnicy starych piór - te stalówki są naprawde wyjątkowe. Nie spotkałem takiej stalówki we współczesnym piórze (chociaż muszę przyznać, że nie miałem doczynienia ze złotymi stalówkami w piórach o wartości kilku tysięcy). Ona zachowuje się niemal jak żywy organizm, reagując na każdą, nawet subtelną zmianę nacisku, czy zmianę położenia pióra. Oczywiście nie ma mowy o żadnym przerywaniu, opóźnionym starcie, czy suchści. Pióro kreśli piękne dość mokre linie precyzyjnie podając tyle atramentu ile jest potrzebne w danym momencie, niezależnie czy piszemy wolno, czy szybko oraz czy linia jest pisana przez muśnięcie papieru, czy w zwiększonym docisku kreśli akurat chorągiewkę w ósemce. Stalówka przemieszcza się po papierze z lekkim szumem nie stawiając w zasadzie żadnego oporu niezależnie od kierunku. Zjawisko drapania papieru jest jej zupełnie obce. Wystarczy przyłożyć irydowy czubek do papieru, a atrament natychmiast przypieczętuje ten moment pozostawiając na papierze znak. Następnie możemy kreślić linie o dowolnym kształcie, a stalówka, niczym wytrawna tancerka ani przez chwilę nie będzie narzucać nam kierunku. Stalówkę wraz ze spływakiem można bez problemu wykręcić z sekcji, dzięki czemu w razie potrzeby możemy bardzo dokładnie umyć wszystkie elementy pióra. Podsumowując, ja jestem zachwycony tym piórem i zaskoczony jego stanem pomimo upływu tylu lat. Myślę, że wpływ na to miał nie tylko sposób jego użytkowania, ale również to w jaki podchodzono do wyrobów w tamtym okresie - jakość nie ilość. Według informacji które można znaleźć w sieci czarna wersja była produkowana w latach 1952-65. Pióro pięknie się prezentuje, choć nie wszystkim przypadnie do gustu jego cygarowaty kształt, jak również niewielkie rozmiary. Jakość wykonania i użytych materiałów jest na bardzo dobrym poziomie, co jest miłym zakoczeniem gdy ma się świadomość, że maszyny używane w przemyśle w tamtym okresie był nierzadko mniej precyzyjne od dzisiejszych amatorskich posiadanych w przydomowych warsztatach. Nie ma żadnych "nadlewek" powstałych w miejscu łączenia elementów z dwóch połówek, co nierzadko można zaobserwować w obecnie produkowanych piórach (choćby na sekcji M200 o czy wspominali forumowicze). Jedynym elementem, który można byłoby poprawić jest pierścień klipsa, za pomocą którego mocowany jest do skuwki. Jego boczna powierzchnia, widoczna pomiędzy korpusem skuwki a jej zakończeniem na szczycie, jest poddana mniej dokładnej obróbce niż pierścień z napisem "Pelikan 140". Poza tym jego średnica jest minimalnie większ niż skuwki w tym miejscu, przez co nieco wystaje, choć różnica jest minimalna. Nie rzuca się to spacjalnie w oczy, bo pierścień ten jest cienki, ale można było zrobić go precyzyjniej. Zdaję sobie sprawę, że czytając tą wypowiedź można odnieść wrażenie, że ma ona niewiele wspólnego z obiektywizmem, ale bardzo się starałem Jednak ten mały czarny Pelikan 140 wywarł na mnie tak duże wrażenie, że postanowiłem zrobić mu jakieś godne gniazdko, w którym mógłby dumnie prezentować swoje wdzięki. Więc wziąłem kawałek dębowej deski, kilka narzędzi, poświęciłem "trochę" wolnego czasu, a efekty moich zmagań widoczne są na załączonych zdjęciach. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem, a bardziej doświadczonych kolegów proszę o ewentualne korekty, jeśli jakaś informacja okazała by się nie do końca trafna.
  12. Mam wrażenie, że koledze @Pinky chodziło w dużej mierze o wytrzymałość tego "kałamarza", więc moim zdaniem wszelkie szklane pojemniki raczej odpadają. Ja polecałbym to https://agtom.eu/butelki-i-pojemniki/308426-pojemnik-zakrecany-20ml.html - grube ścianki, mocne tworzywo, szeroka otwór, więc nie będzie żadnego problemu z zatankowaniem pióra, dość pojemne i jeśli jest szczelne tak jak napisali w opisie, to będzie raczej niezniszczalne. No i cena raczej z tych akceptowalnych
  13. Moje są takie "akuratne" czyli ani za mokre, ani za suche, ale ja jeszcze nic nie ustawiełem, poprostu takie były. Więc nie wykluczone, że wszystko dopiero przede mną
×
×
  • Create New...