Skocz do zawartości
Klerk

Robimy inkaust - średniowieczny atrament.

Polecane posty

               Średniowieczny atrament   -    INKAUST  GALASOWO  ŻELAZOWY
               Odkrywamy stare umiejętności na nowo.
Powiem szczerze, że próba wiernego odtworzenia starego przepisu zakończyła się niepowodzeniem. Zresztą te przepisy są bardzo różne a inkaust jeden :)  Jak zwykle "sedno tkwi w szczegółach". W dawnych czasach wyrabiano atramenty chałupniczo, na własne potrzeby w klasztorach i na dworach szlacheckich, i to w zadziwiających ilościach, np. "... weź i nastaw beczkę...". Stąd taka różnorodność przepisów które były rozpowszechniane, często regionalne. Dziś producentów jest niewielu a receptury pilnie strzeżoną tajemnicą.

        Sekretem jest dobrze roztworzona guma arabska. Ja kupiłem 100g w sklepie z przyborami artystycznymi w postaci surowych kryształków.  Wikipedia podaje, że rozpuszcza się już 1:2 części wody. Ale to wątpliwe (klej-galareta). Roztwór który emulguje inne substancje to 1:10 a nawet 20cz wody, a i tak trwa to bardzo długo nawet na gorąco. Trzeba intensywnie mieszać.

      Galasy dębowe zebrałem jesienią nad J.Swarzędzkim, i stare zasuszone, i świeże "jabłuszka", pół na pół ;), 16 gram nastawiłem z 160ml wody (1:10) na 3 dni. Odcedziłem i pozostałą pulpę galasową gotowałem z nową porcją wody 100ml i octem 5ml aż się połowa wyparowała. Oryginalne przepisy różnie radzą: nastawić z wodą, niektóre że z wodą i octem, na 2 tygodnie aż do silnego zapleśnienia, enzymy ponoć wydobywają kwas galusowy, inne żeby galasy gotować w 3 ratach, zawsze biorąc świeżą wodę -taka ekstrakcja.
   Żelazo pozyskałem, według dwóch przepisów, jako octan żelaza, chociaż większość zaleca koperwas (witriol), i tu też różnie: jako siarczan żelaza(II) FeSO4 zielony, albo zalecany jest też chlorek żelaza FeCl2 zielony i FeCl3 rudy, oba bardzo dobrze rozpuszczalne w wodzie i chyba o to właśnie chodziło. Dawniej wszystko to nazywali koperwasem.
Do żelaza i galasów również, przepisy zalecają ocet drzewny, o jakim stężeniu?, nie wiadomo, albo wg. najstarszych receptur -skisłe piwo :). Ja użyłem kuchenny ocet spirytusowy 10%. We wysokim słoiczku zalałem wióry stalowe o 3cm powyżej aby nie miały kontaktu z powietrzem. Reakcja nie jest gwałtowna ale intensywna, wydziela się wodór H2. Na początku powstaje octan żelaza Fe(COH3)2 bardzo dobrze rozpuszczalny w wodzie, tak więc roztwór jest klarowny, bezbarwny i przeźroczysty. Ale reakcje nie ustają, stale jest bąbelkowanie i na 3 dzień zaczyna pojawiać się wodorotlenek żelaza FeOH3 nierozpuszczalny w wodzie, pospolita ruda rdza (tej nie używamy!).


         Roztworzenie inkaustu - ważna kolejność!
Orientacyjne proporcje: roztwór 1:10 gumy arabskiej 3%, wyciąg 1:10 galusowy 92%, roztwór nasycony (bo ze słoiczka z żelazem) octanu Fe 5%, rzeczywisty skład zależy od koncentracji składników i wyniknie z miareczkowania mieszaniny. Gumy potrzeba naprawdę niewiele. Do gumy dodajemy kropelkę niebieskiego atramentu szkolnego tak aby po jednorodności koloru upewnić się, że nie pływają "meduzy" nierozpuszczonej gumy. Dodajemy wyciąg z galasów dokładnie mieszając, jednorodność koloru upewnia nas, że jest rozmieszane. Lepszy atrament dostajemy gdy galus ma większe stężenie. W tym celu już rozrobiony galus+guma odparować np. przez gotowanie do 2/3 a nawet 1/2 objętości. Wtedy i guma ma czas się rozpuścić, a atrament dostanie intensywną barwę. Ostrożnie miareczkując dodajemy octanu Fe intensywnie mieszając, tak aby powstająca czarna zawiesina żelaza (związek Fe i Taniny) dyspergowała w mieszaninie dzięki gumie arabskiej. Nie można dopuścić aby powstały płatki żelaza. Gdy kolejne krople octanu Fe nie powodują czernienia, reakcja jest zakończona. Uwaga: lepiej dodać mniej żelaza (zostanie ładna czerń) niż za dużo (dostaniemy rudą zupę). Wygodnie to sprawdzić przez rozmazanie kropli inkaustu na kartce i spuszczenie kropli Fe z jednego boku i kropli galusa na przeciwny. Jeżeli nastąpią zmiany koloru to będzie widać czego brakuje, a czego za dużo:). UWAGA: kolor ustali się dopiero po kilkunastu minutach, nie spieszyć się! Atrament chociaż mętnawy  powinien być jednorodny i w cienkiej warstwie przeźroczysty, koloru fioletowo-granatowo czarnego, bardziej lub mniej zagęszczony w zależności od ilości gumy. Na papierze nie będzie zbyt intensywny ale wysychając ściemnieje do czarnego, a z czasem jak to inkaust, nabierze rdzawych akcentów. Kolor można poprawić dodając pigmenty, ale oczywiście najwięcej uroku posiada w swej czystej, podstawowej postaci, tak jak dobre piwo :zdrowie:  tylko słód, chmiel i woda: XV-XVIw. Bawarskie Prawo Czystości (niem. Reinheitsgebot). Sam inkaust jest całkowicie wodoodporny, pozostaje nawet gdy dodane kolory woda wypłucze. Niewłaściwą ilość gumy arabskiej poznajemy po tym, że inkaust jest kisielowaty (za dużo gumy) lub rozwarstwia się, przesiąka przez papier i pajączkuje na boki (za mało gumy). Niestety długo przechowywany rozwarstwia się, trzeba mieszać. Problematyczne jest poprawianie lejności atramentu gliceryną -należy sprawdzić. W każdym razie gliceryny nie wolno dodawać na początku bo guma się rozwarstwi (zważy).
                        Na podstawie dawnych przepisów (XI-XIXw.) i własnych doświadczeń, Klerk  B)  

      Inkaust pisze niezawodnie stalówką albo jeszcze lepiej gęsim piórem :mosking:, efekt jak nie z tej epoki, można się zadziwić, tak jakbyśmy cofnęli się o 500, a może 1000 lat? Pismo nie tylko ma zmienną kreskę, to dzięki stalówce, ale urzeka też zmiennością intensywności barwy, prześwitami które później zrudzieją, co jest urokiem inkaustu. Odważyłem się, zaryzykowałem i napełniłem wieczne pióro (oczywiście takie za 15,-zł). Śmiga rewelacyjnie, dobrze jeśli ma elastyczną stalówkę, jeśli nie to warto przerobić przez pocienienie. Jednak efekt nie dorównuje maczance ponieważ podaje atrament równomiernie i brak charakterystycznego cieniowania. Nie wolno jedynie dopuścić do wyschnięcia, bo jak stanie to na amen. Żelazo utleni się do tlenków i wodorotlenków (pospolita rdza) i wodą nie ożywimy naszego piórka. Ale i na to jest rada: trzeba przepłukać w 15%-25% kwasie ortofosforowym (V) H3PO4 czyli dostępnym w sprzedaży odrdzewiaczu, lub Coca-Colą która ma również dość dużo tego kwasu, dlatego  po C-Coli czujemy dziwnie szorstkie zęby -to ten kwas zżera szkliwo na zębach. Swoją drogą dziwię się bardzo, że ludzie kupują tę truciznę za tak wygórowaną cenę już od tylu lat, ale cóż... selavi. Jako ciekawostkę mogę dodać, że wyciąg galusowy tak intensywnie reaguje z żelazem, że można nim pisać bez żadnych dodatków, pod warunkiem użycia klasycznej stalowej stalówki (jak sama nazwa wskazuje) Po prostu żelazo się rozpuszcza, pismo pojawia się dopiero po kilku minutach, znikąd -czary! A stalówka znika -to czarna, ta zła, magia :w00t:  To prawdopodobnie we wczesnym średniowieczu tak odkryto barwiące właściwości galasów, krojąc je, z ciekawości, żelaznym nożem. Dlaczego nie? Skoro sięgano po takie medykamenty jak np. jaszczurcze oczy :D W mojej recepturze podałem jak uzyskać inkaust jak najlepszej jakości, czarny i jednorodny, cel do którego dążyli średniowieczni alchemicy. Idealny inkaust niewiele różni się od współczesnych szkolnych atramentów (barwa, lejność), no z wyjątkiem wodoodporności i wyjątkowej trwałości, bijąc konkurencję na głowę, gwarancja na 2 tyś lat! Ale żeby mieć więcej frajdy warto coś zepsuć w recepturze aby dostać mniej udany atrament, taki powiedzmy postarzony o 5oo lat, wtedy "rudzielec" będzie cieszył oko już na trzeci dzień :rolleyes: Zresztą o pomyłkę łatwo, więc za pierwszym razem na pewno zrobicie właśnie taki funny (kurczę, ten angielski wciska się wszędzie). Pomyślnych eksperymentów i miłej zabawy!
 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
13 hours ago, Klerk said:

... za pierwszym razem na pewno zrobicie właśnie taki funny (kurczę, ten angielski wciska się wszędzie).

Oj nie, obawiam sie, ze to zadne wciskanie sie angielskiego, a ubogie slownictwo... Osobiscie w powyzszym zdaniu uzylbym "fikusny", "frywolny" czy nawet zwyklego "wesolutki", ale NIGDY "funny". Moze sproboj wiecej czytac, to znaczaco poszerza zasob slow?

A z drugiej strony - bo piszesz o Jeziorze Swarzedzkim - to wydaje mi sie, ze mieszkancy Wielkopolski sa ponadprzecietnie podatni na wplywy innych jezykow.
Kiedys zdarzylo mi sie czytac ksiazke, ktorej fabula rozgrywala sie w Poznaniu i okolicach, a bohaterowie czesto mowili "rdzennym poznanskim" - no i ilosc germanizmow ogromnie mnie zadziwila! O ile jeszcze moge zrozumiec "bane" (die Bahn) na okreslenie pociagu (gdy powstawala kolej, byly tam juz Prusy), to juz aby na psa mowic "kejter" (der Koeter), nie mieszkac w dzielnicy, lecz w "fyrtlu" (das Viertel), a zamiast drozdzowki z lukrem kupowac "szneke z glancem" (Schnecke mit Glanz), to jednak germanizacja troche sie Prusakom udala...

W-wa i Krakow rowniez ponad 100 lat byly pod zaborami - ale nie slyszalem, aby chodzily tam po ulicach "sabaki" i "kejtry". Mam wrazenie, ze jak wsrod Zydow mieszkajacych w niemieckich krajach powstal jidysz, to gdyby poznaniacy zostali jeszcze na sto lat w Prusach, to zaczeliby juz mowic jakims ciezkim "posnynsch", ktory niespecjalnie rozumieliby ani Niemcy, ani Polacy ;-)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Abore napisał:

A z drugiej strony - bo piszesz o Jeziorze Swarzedzkim - to wydaje mi sie, ze mieszkancy Wielkopolski sa ponadprzecietnie podatni na wplywy innych jezykow.

Masz rację: wydaje Ci się.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
35 minutes ago, derywat said:

Masz rację: wydaje Ci się.

Obawiam sie, ze to jednak nie tylko zludzenie, lecz slady germanizacji sa dosc wyrazne.
Mozesz podac jakies przyklady warszawskich (to bylo trzecie najwieksze miasto Cesarstwa! wiec wplywy rosyjskiego powinny byc ogromne) czy lubelskich rusycyzmow, ktore nie wystepuja w innych czesciach Polski?
Bo ja poznanskie germanizmy pokazalem - i wychodzi mi, ze w porownaniu z innymi zaborami jest ich PONADPRZECIETNIE duzo.

W sumie, piszac wczesniej wzialem z pamieci to, co wydalo mi sie wtedy najsmieszniejsze, ale teraz zainteresowalem sie bardziej, popatrzylem m.in. tutaj - no i niesamowite, jakie to zniemczone jest! Ot pare przykladow slow, ktore ponoc sa uzywane w Wielkopolsce:

baka - Backe / policzek
badejski - Badehose / kapielowki
eka - Ecke / kat
futer - Futter / pozywienie
gnyk - Genick / kark
hazaj - Hase / zajac
kista - Kiste / skrzynia
land - Land / wies
mana - Mannschaft / druzyna sportowa
pana - Panne / przebita detka
redyska - Radieschen / rzodkiewka
sznytka - Schnitte / kromka (chleba)
sztrykować - stricken / robić na drutach
tytka - Tuete / torebka papierowa

Zeby juz obcych slow potrzebowac na okreslenie czesci ciala (policzek, kark), czy powszechnie wystepujacych zwierzat (pies, zajac) to jednak troche grubo...

Edytowano przez Abore

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

bo poznaniacy to inteligentni ludzie:) Dobierali sobie to, co im się podobało :) W życiu na psa nie powiedziałbym pies, bo to był kejter :) Tak samo nie kupowałem spodni, tylko hołzy :)

w Krakowie za to "wychodzi się na pole  :) Ktoś, kto z domu wychodzi na pole...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Abore Na wikipedii jest artykuł o gwarze warszawskiej, w tym o zapożyczeniach. Gwary i dialekty istnieją w całej Polsce i obecnie są stosowane raczej szczątkowo. Nie ma dużej różnicy między regionami w liczbie używanych na codzień słów pochodzących z gwary. 

Jeśli mowa o języku współczesnym, nie znam bardziej niepotrzebnie zaśmieconego języka niż używany przez warszawskich korpo-pracowników. Aż oczy bolą gdy muszę przeczytać maila. Rozmowa jest już formą tortury :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
15 minutes ago, Wąsaty said:

bo poznaniacy to inteligentni ludzie:) Dobierali sobie to, co im się podobało :)

Jakos malo spojna argumentacja to jest 😉
Kolega z Wielkopolski (chyba) ktory w pierwszym wpisie uzyl "funny", jednak nie sugerowal ze uzywa anglicyzmu ze wzgledow estetycznych, mu sie podoba, lecz odnioslem wrazenie, ze narzeka, bo mu "sie angielski wszedzie wciska".

15 minutes ago, Wąsaty said:

Tak samo nie kupowałem spodni, tylko hołzy :) 

O widzisz, a w spisie poznanskich slow, ktory podlinkowalem, nie ma tego! "Koeter" juz maja, ale koniecznie powinienes im napisac, aby dopisali kolejne zdeformowane niemieckie slowo:
holzy - Hose / spodnie

😉

9 minutes ago, derywat said:

Jeśli mowa o języku współczesnym, nie znam bardziej niepotrzebnie zaśmieconego języka niż używany przez warszawskich korpo-pracowników. Aż oczy bolą gdy muszę przeczytać maila. Rozmowa jest już formą tortury :(

No to akurat efekt - z reguly - waskich horyzontow.
Zdarzylo mi sie z takimi rozmawiac, i poza zarabianiem pieniedzy najczesniej niewiele ich interesuje, malo czytaja - albo wcale! - (m.in. spotkalem kiedys dosc zamoznego prawnika, ktory bez skrepowania stwierdzil, ze przez dwa lata nie przeczytal zadnej ksiazki, ktora nie dotyczylaby zawodu).
Sila rzeczy efektem tego jest wiec ograniczone slownictwo i nasiakanie korpo-belkotem ("sfokusuj sie na targecie" etc.).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mnie zaciekawił ten opis, przyznam że wczoraj czytałem z otwartą japą. Widzę że dla części główną ciekawostką pozostały tylko uwagi autora skierowane do pisowni -_-

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
31 minut temu, syrius napisał:

Mnie zaciekawił ten opis, przyznam że wczoraj czytałem z otwartą japą. Widzę że dla części główną ciekawostką pozostały tylko uwagi autora skierowane do pisowni -_-

Cóż, opis bardzo ciekawy nawet :) Bardziej jednak fascynujące jest to, że "to działa" :)

Języka używa każdy z nas, a atrament robić niekoniecznie. Prościej kupić :) (nawet bezpieczniej, bo nie zardzewieje :)

A przy okazji kol.Abore przypomniał mi język dzieciństwa :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Drodzy koledzy ;), nie spodziewałem się, że od prozaicznego atramentu przejdziemy do rozmowy na tak ważkie tematy (serio). Wszyscy macie nie trochę, ale DUŻO racji. Koledze Abore gratuluję tak dobrej znajomości gwary poznańskiej (może innych regionów również?). Ja owszem zagadam "po naszymu" ale tak dobrej podbudowy wiedzą encyklopedyczną nie mam:( aż wstyd. Jako ciekawostkę, a propos "po naszymu" mogę przypomnieć, że na terytorium obecnych Niemiec żyją społeczności słowiańskie, które nie dały się wyprzeć przez silną ekspansję Sasów, Prusaków... i innych społeczności germańskich w czasach rozkwitu inkaustu, czyli ~~X wiek. Nawiasem mówiąc, w tamtych czasach określenie "Germanie" oznaczało zupełnie coś innego niż dzisiaj. Nie dali się wyprzeć z naszych od prawieków, obszarów słowiańskich. Te społeczności do dzisiaj mówią językiem słowińskim który nazywa się "ponaschemu", czyli "po naszymu" pisany z niemiecka:eureka:  Na ten temat polecam film na YouTube pt."Klasyfikacja języków słowiańskich, część 1" autora MarianNosalTV, i nie zrażajcie się tym, że gość przynudza. To jest prawdziwa wiedza encyklopedyczna, jeżeli ja coś przekręciłem, to tam dowiecie się dokładnie, warto posłuchać:thumbup:

Gdy już wyczepią się istotne i nośne tematy, to obiecuję wpisać coś, co sprowadzi nas na atramentową kreskę, a myślę, że niejednego z Was zaciekawi :headsmack:

Pozdrawiam, Klerk B)

Edytowano przez Klerk

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

faktycznie. w Berlinie jest dzielnica nazwana od grodu słowiańskiego księcia Jaksy -Kopnic

 

Edytowano przez Wąsaty

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 hour ago, Klerk said:

Koledze Abore gratuluję tak dobrej znajomości gwary poznańskiej (może innych regionów również?).

Niestety, zadnej profesjonalnie lingwistycznie znajomosci dialektow nie mam, jedynie mowie po niemiecku - i gdy zobaczylem te poznanskie okreslenia, natychmiast widze, ze to czysto niemieckie slowa, mniej lub bardzie "powykrzywiane".

1 hour ago, Wąsaty said:

w Berlinie jest dzielnica nazwana od grodu słowiańskiego księcia Jaksy -Kopnic

O! Pana Samochodzika sie czytalo? ; -) Bo tam w ktorejs ksiazce byl wspomniany Jaksa z Kopanicy.

No i Berlin to jeszcze malo na zachod... Dzisiejsza Lubeka - czyli tuz pod Hamburgiem! - to staroslowianskie "Lubice", a meklemburski Schwerin to byl niegdys swojski "Zwierzyn".

A tak przy okazji, to Wy w Poznaniu nosicie skarpety, czy jednak cos innego?
Bo wiem, ze na Slasku nosza "zoki" - tak sprytnie tam zdeformowali niemieckie "Socken". Jak to pierwszy raz uslyszalem, mocno sie rozweselilem ;-)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
24 minuty temu, Abore napisał:

A tak przy okazji, to Wy w Poznaniu nosicie skarpety, czy jednak cos innego?

Skarpety. W gwarze trochę inna jest wymowa, coś bardziej jak skarpyty albo szkarpyty, ale ciężko to w piśmie oddać. Nawet nie wiem, czy by mi się udało całkiem poprawnie wymówić ;)

Przyjezdnych często dziwi, że możemy drzwi (zamek) zakluczyć i odkluczyć, a czasem nawet przekluczyć.;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wracając do tematu inkaustów znalazłem ciekawe informację czym i na czym pisali rzymianie za czasów Imperium Rzymskiego. "Dziś litery Rzymian kojarzą się głównie z monumentalną kapitałą kwadratową, rytą w kamiennych łukach i kolumnach. Na co dzień jednak mieszkańcy imperium – pisząc listy, wiersze czy prowadząc korespondencję handlową, używali mniej trwałych narzędzi. Teksty wpisywano na woskowych tabliczkach, papirusie i pergaminie. O ile tabulae wymagały jedynie patyczka, którym można było wyskrobać litery, o tyle pergamin i papirus domagały się atramentu. Pierwsza wzmianka o nim pochodzi z komedii Plauta Mostellaria (Strachy), gdzie ironicznie wyraża podziw dla prób wybielania kości słoniowej atramentem właśnie. Więcej o atramencie pisze Pliniusz, dzięki któremu wiemy, że do wytworzenia tego materiału pisarskiego używano sadzy z palonej żywicy lub smoły, mieszanej z gumą arabską. Aby sadzę pozyskać, budowano specjalne piece, zatrzymujące dym. Twierdzi również, że niektóre rodzaje atramentu powstawały z gotowanych i odciskanych mętów wina. Aby zaś uchronić rękopisy przed atakami głodnych myszy, uczony radził dodawać do atramentu napar z piołunu." Jest to spolszczony fragment z  A.P.Montague, "Writing materials and books among the ancient Romans, American anthropologist" vol. III. Książka wydana w 1890r. którą można sobie pobrać we fragmentach z tej strony       https://anthrosource.onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/10.1525/aa.1890.3.4.02a00040

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, syrius napisał:

Więcej o atramencie pisze Pliniusz, dzięki któremu wiemy, że do wytworzenia tego materiału pisarskiego używano sadzy z palonej żywicy lub smoły, mieszanej z gumą arabską. Aby sadzę pozyskać, budowano specjalne piece, zatrzymujące dym. Twierdzi również, że niektóre rodzaje atramentu powstawały z gotowanych i odciskanych mętów wina.

Informacja o "mętach z wina" nie jest błędna ani przesadzona. Winorośl, winogrona, zawierają garbniki, kwasy organiczne i prawdopodobnie taninę również,  a ta jest podstawą inkaustu. Inkaust dałoby się zrobić z mocnej herbaty ;), tylko nie wiem jaka byłaby jego jakość, bo na pewno udział kwasu galusowego jest znaczący. Stare odpadki wina kwaśnieją, a to nic innego jak ocet wspominany w wielu przepisach. Nasi przodkowie nie uprawiali winorośli (jak w tym klimacie?) ale byli koneserami piwa i okowity :zdrowie:, okowita nie mogła się zmarnować:D, ale piwo czasami kwaśniało i takie jest używane w niektórych recepturach.  Wszelkiego rodzaju koperwasy występują naturalnie w przyrodzie (np.ruda darniowa). Nawet nie musieli sobie zdawać sprawy, że to żelazo, tak więc używali żelaza już w epoce brązu :mosking: 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Podziwiam chęć zrobienia atramentu, sam/być może/się na to porwę w przyszłości-wiedza będzie przydatna :)

I jeszcze w tematach ligwistycznych ;)

1 godzinę temu, syrius napisał:

tabulae

Mianownik pojedyńczy to,,tabula" i jeśli nie chcemy pisać o tabliczkach glinianych(zdaje się, że to właśnie oznacza, ale może i więcej niż tylko to) to odmieniajmy po naszemu :P Zapewne są to tabuły [kontekst wskazuje na l.mn.mianownik]

ach te języki...-raz wejdą w głowę i... koniec z człowiekiem ;)

Edytowano przez -Mateusz-

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Tabula po łacinie to deska, tak też nazywano płytkę glinianą ale w kontekście oczywiście pisania, przedmiotu po którym pisano. Tabulae po łacinie to nie dosłownie liczba mnoga słowa tabula, mając na myśli ten sam przedmiot tak nazywany. To były małe, gliniane tabliczki, kwadratowe lub okrągłe robione w większej ilości, taki powiedzmy nasz notes a w dosłownym znaczeniu tego słowa tabulae to tabletki. Łacina rządzi się swoimi prawami ;) tym bardziej w tamtych czasach gdzie niby te samo słowo a miało zupełnie inne znaczenie w postrzeganiu przedmiotów które używano. Możemy to na rożny sposób interpretować, tłumaczenie nie było moje, był to gotowy opis. Mi osobiście nie podoba się polska odmiana obcych słów, wiem że nasz język ewoluuje ale dla zachowania takiej ogólnej "neutralności" staram się nie odmieniać wyrazów obcych tym bardziej łaciny :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

               Jak zrobić średniowieczny atrament    INKAUST  GALASOWO  ŻELAZOWY

Rozwijając temat główny, dołączam foto ukazujące, jak to zwykł Pan Zagłoba mawiać, "przewagi" inkaustu nad innymi popularnymi atramentami, które ja nazywam szkolnymi, bo tam onegdaj były powszechnie używane jako dobre i tanie :thumbup: W tym konkretnym przykładzie w starciu z HERO Black Brillant (3,50 zł/50ml). Ten konkurent okazał się wyjątkowo słaby:( ale nie przynosi mu to wielkiej ujmy, bo inkaustowi nie dotrzymał placu żaden, podkreślam żaden z próbowanych atramentów szkolnych:mosking: Najlepiej sprawował się Pelikan 40001 Blue-Black, który nie dał się znokautować, przegrał na punkty:D  Kryterium podstawowym jest odporność i zdolność do pisania na "byle czym". Na pewno pergamin to nie byle co, ale łatwo sobie wyobrazić jak chropowata jest faktura wyprawionej skóry i jak nasiąkliwa jest jej powierzchnia natarta kredą. I rzeczywiście przekonałem się, że inkaust potrafi sprostać takiemu wyzwaniu. Dopiero godnym konkurentem okazał się zawodnik wyższej kategorii który w zasadzie nie jest atramentem. To tusz do drukarek HP, nie tych takich tam mikrusów, tylko do serii HP960-1200, ale ze względu na jego wyśmienite właściwości (nie zasycha) używam go jako atrament do naj.. naj.. najlepszych zastosowań. Głębią koloru, połyskiem kreski pokonuje inkaust bezapelacyjnie:thumbup:  Lepsze są jedynie tusze kreślarskie, ale to zupełnie inna liga a właściwie inna konkurencja :clap1: i do piór się nie nadają. Opisy na tym teście wykonałem ceglasto-czerwonym atramentem. Jest to moja autorska mieszanka:rolleyes: której recepty na razie nie zdradzę. Zwróćcie uwagę, że jest on również bardzo odporny, a przy tym ma ciekawy, mogący się spodobać kolor, wyróżnia się ale nie natrętny. W zastosowaniu praktycznym może służyć do komentowania notatek, pisania szczególnie ważnych tematów itp.

        Zawody odbyły się na kartce zwykłego papieru ksero POLspeed 80 gram. Zawodnicy pisali równo, po czym połowa boiska została dokumentnie zlana wodą, potargana i wysuszona. Późniejsza rozgrywka odbyła się właśnie na tym rozmiękczonym torze żużlowym  (mieszam dyscypliny, bo nie wiem którą lepiej dopasować:D)  Pozdrawiam i zachęcam do własnych prób! 

2102079319_testInkaustHERO95.thumb.jpg.e9ef039a32c297c6a838e1c46d398dbb.jpg

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Przyjrzałem się Twoim próbkom pisania inkaustem. Jest bardzo dobrze. Jeśli atrament jest stabilny, to osiągnąłeś  prawie mistrzostwo.

Ciekawi mnie Hero. Mój Hero dobrze pisze w piórze wiecznym, natomiast maczanka robi nim kleksy. Zrobiłem próbę z gumą arabską - jest trochę lepiej, ale tylko trochę. Czy Twój Hero nie robi kleksów  maczanką? Od czego to zależy?

Wszystkie inne atramenty, a mam ich sporo, nie robią kleksów, natomiast Hero spływa ze wszystkich stalówek i robi kleksy.

Już dawno myślałem o pisaniu atramentem do drukarek np HP. Gdzieś na forum przeczytałem, że do pisania piórem służy atrament do piór, natomiast atrament do drukarek nie powinien być używany w piórach. Poddałem się bo jest cholernie drogi. Piszesz o atramencie HP do dużych drukarek. jak to wygląda finansowo? Jakie masz wrażenia? Czy ten atrament jest tyle lepszy, ile droższy?

Kiedy zbiera się galasy?

Najbardziej podoba mi się Twoje "miareczkowanie". Szkoda, że kiedyś nie odpisałeś na moje pytanie na forum. Pewnie wtedy pociągnąłbym temat dalej. Wtedy byłem na fali. Przyznam, że nie do końca rozumem, jak  zrobić to miareczkowanie, żeby nie przedobrzyć.

Moje próby (udane moim zdaniem) były z atramentem żelazowo-taninowym zrobionym z herbaty. Do galasów nie doszedłem.

Twój inkaust jest prawdziwym inkaustem żelazowo-galasowym. Też będę chciał taki zrobić i poproszę Cię o pomoc.

Czytałem, że zarówno nadmiar kwasu galusowego, jak i nadmiar siarczanu żelaza prowadzą do niszczenia papieru. Dlatego to miareczkowanie jest ważne.

Znalazłem kwas galusowy - podaję linka: https://www.legrant.com.pl/kwas-galusowy-cz-id-3151.html

Możesz kupić 100 g lub więcej. Może to być  lepsze niż galasy.

Jest też kwas taninowy i tanina. Co o tym sądzisz?

Pozdrawiam,

Tomek

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Z doświadczenia wiem, że tuszem pigmentowym drukarek HP1100..1200 można pisać piórem, efekt rewelacyjny, ale trzeba być rozsądnym, nie dopuszczać do zaschnięcia. W buteleczkach można kupić tylko zamienniki (niestety) ale też dobre, a cena niższa niż markowe atramenty.

Walnąć kleksa maczanką berdzo łatwo, mi się zdarza często,:D, trzeba dobrać stalówkę, atrament i papier. Przekonałem się, że jest to trudniejsze niż pisanie wiecznym piórem.

Współczesna chemia potrafi cuda, wytwarza substancje które dawniej były dostępne tylko jako naturalne. Ja jednak będę się skłaniał do tego aby moje kuchenne laboratorium było bliższe kantorowi alchemika niż fabryce chemicznej, ale niektóre substancje kupiłem np. FeSO4x7H2O bo naprawdę nie wiem gdzie w mojej okolicy można wykopać zielony koperwas:cry:. W najbliższym czasie planuję atrament z tarni i łozy, według nastarszej zachowanej, XI wiecznej recepty zakonnika Teofila, a czas zbioru tarni właśnie nadchodzi. Czas zbiorów galasów to jesień, albo lepiej późna jesień kiedy to wraz z liściami spadną z wysokiego dębu... i mamy zabawę na zimowe wieczory.:P.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Walnąć kleksa maczanką wcale nie jest łatwo, natomiast Atrament Hero z dwóch różnych kałamarzy robił kleksy jednego za drugim i nie nadawał się do pisania stalówką maczaną. W piórze wiecznym pisał poprawnie. Czy ktoś umie wytłumaczyć dlaczego Hero spływał mi ze wszystkich stalówek i robił kleksy, a inne atramenty nie spływały z żadnej stalówki i nie robiły kleksów. Wytłumaczenie tego może przydać się przy robieniu własnego atramentu. A frajda jest duża.

Atrament własnej roboty bez dodatków typu guma arabska nie kleksował.

Nie słyszałem o atramencie z tarni i łozy. Łoza pewnie ma jakieś garbniki, podobnie jak kora dębu. Co ma tarń? 

Zanim zdobędziesz tarń i łozę, polecam atrament z herbaty - zawiera garbniki, taninę. Ja robiłem z herbaty czarnej. Można spróbować z zielonej. Po wygotowaniu i odparowaniu połowy objętości dodajesz siarczan żelaza. Problemem jest ile tego siarczanu dodać. Podobno zarówno za mało i za dużo szkodzi papierowi. 

Ja wyciągnąłem swój stary inkaust żelazowo-taninowy (herbaciany). Na ściankach kałamarza osadził się osad. Stalówką maczaną pisze się bardzo dobrze. Kreska jest cienka i początkowo bardzo słabo widoczna, ale po jakimś czasie ciemnieje i ostatecznie daje dobrą czerń. Gruba linia jest "jeszcze bardziej czarna". Oczywiście atrament jest wodoodporny całkowicie.

Nie pamiętam dokładnie, ale chyba nie dodawałem gumy arabskiej i jestem pewien, że nie zakwaszałem tego atramentu. Nie mierzyłem pH. Do maczanki jest bardzo dobry, natomiast strach wlać go do do pióra wiecznego.

Zrobienie atramentu zdatnego do pisania maczanką nie jest trudne. Problemem jest jego stabilizacja i uszlachetnienie tak, by mógł być bez obaw używany do piór wiecznych.

Czy ktoś mógłby dać wskazówki jak domowym sposobem zrobić "profesjonalny inkaust"? Jak pozbyć się osadu, zeby nie zapychał pióra, co zrobić, żeby osad się nie tworzył, jak stabilizować pH, żeby stalówka nie korodowała, żeby był stabilny w czasie? itp.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 11.02.2019 o 21:02, Thomas7 napisał:

Walnąć kleksa maczanką wcale nie jest łatwo, natomiast Atrament Hero z dwóch różnych kałamarzy robił kleksy jednego za drugim i nie nadawał się do pisania stalówką maczaną. W piórze wiecznym pisał poprawnie. Czy ktoś umie wytłumaczyć dlaczego Hero spływał mi ze wszystkich stalówek i robił kleksy, a inne atramenty nie spływały z żadnej stalówki i nie robiły kleksów.

Oj, ale nie jest to specjalnie trudne czy wymagające ;) Odnośnie hero, to rozbijasz się o kilka problemów/spraw: atramenty same w sobie mają inną, rzadszą konsystencję od tuszy(umownie wrzućmy do jednego worka tusze, atramenty pigmentowe i wszystko dedykowane do maczanek) dzięki czemu ładnie płyną we wąskich kanalikach spływaka pióra wiecznego, ale jest to jednak zbytnio do maczanek. Po drugie: hero. Ten atrament jest raczej rzadszy niż nie ;) mam butelkę czarnego hero i jest on chyba najbardziej,,wodnisty" spośród tych, którymi pisałem. Dość powiedzieć, że z tego powodu zostawiłem do odparowania otwartą butelkę-ubyło 1/3-1/2 zawartości, ale właściwości nic, a nic się nie zmieniły...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Faktycznie atrament Hero jest chyba rzadszy od innych. Ja też kiedyś odparowywałem wodę i też nic nie osiągnąłem. Jeszcze jest kwestia napięcia powierzchniowego i adhezji, ale nie mam wiedzy, co zrobić żeby było lepiej. Pamiętam, że dodawałem coraz więcej i wiecej gumy arabskiej. Nic to nie dawało, kleksy robiły się nadal, aż popsułem atrament.

Wracając do inkaustu żelazowego. Mój stary atrament żelazowo-taninowy jest bardzo dobry do pisania stalówką. Daje cienką czrną kreskę, przy naciśnięciu stalówki  kreska staje się gruba i jeszcze bardziej czarna. Nie robi kleksów.

Nabrałem go do pióra wiecznego. Efekt jest słaby. Inkaust czernieje, ale tylko trochę i nie dostajemy czerni tak jak przy pisaniu stalówką.

Podobny efekt jest przy pisaniu Pelikanem Blue-Black. Gdy piszę stalówką, atrament zachowuje się jak żelazowo-galusowy - linia czernieje po krótkim czasie. Gdy piszę piórem wiecznym, Pelikan B-B nie czernieje i ma kolor niebiesko-czarny. Podobnie zachowuje się Salix !

Możliwe, że w bardzo mokrym piórze efekty będą lepsze. nie mam chyba takiego pióra wiecznego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 13.02.2019 o 10:03, -Mateusz- napisał:

mam butelkę czarnego hero i jest on chyba najbardziej,,wodnisty" spośród tych, którymi pisałem

Tutaj trzeba, jak wyżej zaznaczono, wyraźnie rozróżnić: HERO washable blue to dobry atrament, porównywalny np. do Pelikan 4001Royal blue, natomiast HERO black brillant to bardzo kiepski atrament, owszem ma głęboką matową czerń ale reszta to same wady:huh: Dlatego przeważnie używam go jako składnik do innych kompozycji;)

Dnia 11.02.2019 o 21:02, Thomas7 napisał:

polecam atrament z herbaty - zawiera garbniki, taninę. Ja robiłem z herbaty czarnej.

Gdy tak się "myszkuje w necie" można się przekonać, że inkaust można zrobić na 1001 sposobów, a atrament w ogóle, to 1000001 sposoby:D Garbniki wytwarzają wszystkie rośliny, jedne więcej, inne mniej ale każda trochę inaczej "na własne potrzeby". To są skomplikowane związki łańcuchowe, niekiedy cenne leki. Przepisy XVII-XIX wieczne bardzo sobie cenią galasy aleppo, tj. sprowadzane z Aleppo – miasto w północno-zachodniej Syrii, które obecnie tak strasznie ucierpiało w wojnie religijnej XXIw.  Zaglądamy na skraj kosmosu, zaglądamy do wnętrza atomu ale prawdziwa zwierzęca natura człowieka nie zmieniła się od tysięcy lat:ninja: 

Warto poczytać:    "W Średniowieczu powstał pierwszy atrament na bazie soli żelaza, oraz mieszany tanin (garbników) pozyskanych z roślin. Garbniki są substancją czynną, którą można znaleźć w: korze dębu, kłączu pięciornika, dębiance, kłączu wężownika, liściach orzecha włoskiego, korze oczaru, liściach jeżyn i maliny, owocach borówki czarnej, zielu rzepiku, liściach poziomki, zielu pięciornika gęsiego i korzeniu Krameria lappacea. "  http://www.strychwniebieskiejwilli.pl/dawniej/zycie-codzienne/51-atrament  To piękna, arcyciekawa stronka: „Strych w Niebieskiej Willi” jest stroną, która ma przybliżać: dawną kulturę europejską, zabytki, muzea, grupy rekonstrukcyjne, oraz odtwórców dawnego rzemiosła i sztuki. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.


×
×
  • Utwórz nowe...