Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'montblanc'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum

  • Witamy na Pióra Wieczne Forum
    • Regulamin Forum
    • Misja Forum
    • Przedstaw się
  • Z życia PWF
    • Aktualności
    • Atrament forumowy 2018
  • Wybór pióra wiecznego
    • Wybór i zakup pióra wiecznego
  • Forum o piórach wiecznych
    • Pióra wieczne i akcesoria
    • Historia piór wiecznych
    • Atramenty
    • Papiery i notatniki
    • Galeria
  • Pracownia naprawy i konserwacji
    • Naprawa piór wiecznych
  • Forum o długopisach i ołówkach
    • Długopisy
    • Ołówki i inne przybory piśmiennicze
  • Recenzje
    • Recenzje piór wiecznych
    • Recenzje atramentów
    • Recenzje akcesoriów piśmienniczych
  • Książki o piórach wiecznych i kaligrafii
    • Książki o piórach wiecznych i kaligrafii - recenzje
  • PWF dla sztuki
    • Kaligrafia
    • Pracownia artystyczna
  • Agora
    • Targowisko PWF
    • Co w trawie piszczy?
    • Kawiarenka
  • Rynek piór wiecznych
    • Obserwator aukcji
    • Łowcy okazji
    • Oferty firm
  • Prezentacje
    • Prezentacje, katalogi i inne materiały informacyjne
  • Opinie o sklepach

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


WWW


Facebook


Instagram


Twitter


Snapchat


Skąd jesteś?


Zainteresowania

Znaleziono 136 wyników

  1. Montblanc lubuje się w drenowaniu kieszeni swoich klientów wypuszczając regularnie na rynek edycje limitowane sygnowanych przez siebie produktów. Nas interesują pióra i atramenty, więc o atramencie dzisiaj napiszę. Velvet Red to jeden z czterech zapowiadanych na ten rok (pozostałe to: Shakespeare Velvet Red, Jazz Blue i Peace Orange) atramentów limitowanych. Atrament jest sprzedawany w gustownym kartoniku i w sympatycznym kałamarzyku o pojemności 35 ml. Velvet Red to ciemna czerwień o niezłych właściwościach. Atrament ten raczej nie strzępi (na gorszych papierach może się to zdarzyć), nie przebija. Pisze się nim przyjemnie a sam kolor uważam za interesujący. Z drugiej strony Corn Poppy Red podoba mi się bardziej. Kałamarz po wypróbowaniu próbki od Nikii kupiłem i zatrzymam, bo to przyzowity atrament. Jedyną wadą jest cena. Atrament na ręczniku kuchennym Software ID Color range Tomoe River, Kaweco Sport Classic, B Leuchtturm 1917, Kaweco Sport Classic, B Leuchtturm 1917 grid paper, Senator Windsor, M
  2. Montblanc lubuje się w drenowaniu kieszeni swoich klientów wypuszczając regularnie na rynek edycje limitowane sygnowanych przez siebie produktów. Nas interesują pióra i atramenty, więc o atramencie dzisiaj napiszę. Ultrablack to jeden z czterech zapowiadanych na ten rok (pozostałe to: Shakespeare Velvet Red, Jazz Blue i Joy Orange) atramentów limitowanych. Atrament jest sprzedawany w gustownym kartoniku i w sympatycznym kałamarzyku o pojemności 30 ml. Słysząc nazwę Ultrablack możnaby spodziewać się czerni czerniejszej niż smoła, Montblanc jednak nazwę tę interpretuje inaczej: Jak widać Ultrablack to raczej ciemno-szaro-niebiesko-czarny atrament. Rzecz w tym, że nie jest tak naprawdę czarny. Z drugiej strony niewiele czerni czerniami w istocie jest. W każdym razie atrament ma w miare dobre właściwości (dobrzy przepływ, nie strzepi, nie przebija; brakuje mu wodoodporności, nie zapewnia lubrykacji znanej użytkownikom atramentów Sailora). Do tematu mozna podejść na dwa sposoby. Kolekcjonerzy i miłośnicy marki - czemu nie? To dobry atrament, jest wiele lepszych czerni, ale i tą dobrze się pisze Osoby praktyczne zainteresowane kupnem czarnego atramentu do pisania - omijajcie z daleka. O niebo lepsze i tańsze atramenty to chociażby Perle Noire J. Herbin, Black Aurory, Leipziger-Schwarz Rohrer & Klingner. Atrament na ręczniku kuchennym Chromatografia Software ID Zakres koloru Rhodia, Kaweco Sport Classic, M-ka Leuchtturm1917, Kaweco Classic Sport, M-ka Linen, Kaweco Sport Classic, M-ka Wodoodporność
  3. Zachęcona recenzjami w sieci nabyłam limitowaną edycję atramentu Montblanc William Shakespeare Velvet Red. Nie będzie to prawdziwa recenzja, raptem opis wrażeń z używania, okraszony zdjęciami Nie jestem miłośniczką czerwonych inkaustów. To moja pierwsza czerwień w kolekcji. Pierwsze wrażenia... To dobrze zachowujący się inkaust. W momencie pisania kolor ma odcień lekko ceglasty. Po wyschnięciu atrament ciemnieje. Zauważalny lekko rdzawy odcień, ale nie jest dominujący i chyba zależy od światła. To dobrze nasycony kolor, zgaszony - tak jak lubię. Na początku nasunęło mi się skojarzenie z kolorem krwi, ale uprzedzam, to moje subiektywne skojarzenie Cieniowanie obecne, ale nie oszałamiające. Wszystko zależy od stalówki. Kolor dobrze nasycony, nawet w stalówce EF. Nie testowałam tego atramentu jeszcze w żadnych flexie, może w takiej stalówce Velvet Red pokazałaby większy pazur.... Zdjęcia poniżej, pierwsze i trzecie wykonane aparatem, drugie telefonem. Czas schnięcia atramentu to około 7-8 sekund na Rhodii dotpad, a więc nadaje się do codziennego użycia. Na skanie poniżej proszę się nie sugerować smugą przy 8 sekundach, źle odmierzyłam czas. Oczywiście w mokrej/szerszej stalówce czas schnięcia będzie dłuższy. Ja pisałam Deltą vintage z Fką. Podsumowując, Velvet Red to ciekawa propozycja. Odcień jest niebanalny, może zainteresować nie tylko miłośników czerwieni. Właściwości bardzo dobre, przepływ niezły, jak na Montblanca przystało, czas schnięcia stosunkowo krótki. Jedyne wady to ograniczona czasowo dostępność oraz cena, buteleczka 35ml to koszt 70zł w butiku MB. Atrament polecam
  4. Link: http://www.wqy7d306o.homepage.t-online.de/penweb/tools/siliconesealmanual.html pytanie - czym najlepiej zrobić takie uszczelnienie i gdzie to w Polsce kupić? Wizytę w serwisie MB traktuję jako ostateczność ^^.
  5. Uszanowanie, Panie. Panowie. Przyznam się szczerze, do tej recenzji podchodziłem już kilka razy. I za każdym podejściem kasowałem cały tekst. To jest chyba już szósta próba. Cały kłopot z tą recenzją jest taki, że mam mieszane uczucia i jestem jak ta chorągiewka na wietrze. Ale wyprzedzam fakty. Skoro nie wiem, co napisać, to zacznę od początku. I mały podkład muzyczny Pióro przejąłem tydzień temu, wraz z całą szufladową kolekcją nieużywanych egzemplarzy. Forumowicze, w referendum, wyrazili chęć zobaczenia na pierwszej recenzji właśnie ten model. Więc cóż mi pozostało? Zatankować, popisać, zrobić zdjęcia i wrzucić. Pełen dobrych chęci zacząłem już w minioną sobotę. Producent: Montblanc International GmbH Model: Generation wersja: bordowe ze złotym wykończeniem Pióro zapakowane jest w gustowne, duże i czarne pudełko, oznaczone dyskretnym logo firmy na wieku. Po otwarciu widzimy dwukolorowy materiał wyścielenia, wieko białe z czarną nazwą marki i czarnym podkładem pod piórem. Co ciekawe, samo pióro złapane jest w rodzaj klipsa ukrytego pod rzeczonym materiałem. W ten sposób, po otwarciu pudełka, od razu można podziwiać pióro, bez żadnych przeszkadzajek w stylu tasiemki. I od razu pierwsze wrażenie. Pióro prezentuje się gustownie. Proste w wyglądzie, w ciekawym kolorze burgundu, ze złotymi elementami wykończeniowymi. Materiał i sposób wykończenia, na pierwszy rzut oka, przypomina polerowany i barwiony wosk. Jak dla mnie - przyjemny. Złote elementy przypominają sygnet, który dostałem od Dziadków na Komunię, radzieckie czerwone złoto. Pierwsze wrażenie - zdecydowanie pozytywne. Tak więc, jak już nasyciliśmy się wizualnie, czas na bliższe, organoleptyczne doznania. Macamy. I pierwsze zaskoczenie - pióro jest bardzo lekkie i jeszcze bardziej plastikowe. Mój stary Parker Sonnet sprawia lepsze wrażenie, w porównaniu do tego Montblanc'a. W tym momencie nastrój spada dramatycznie. Obracam, macam, pocieram. No plastik jak nic. I to z takich tanich. Wykonanie solidne, fakt. Ale sam materiał w dłoni, wraz z małą wagą... wrażenie taniości nie odpuszcza. I zaczyna kiełkować takie niefajne uczucie - podróba. I mała dygresja, zanim przejdziemy dalej. Jak mam coś opisać, to robię maniejszy lub większy research. Tak więc zapuściłem się w odmęty internetów w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji nt. tego modelu. I powiem tak - zaskakująco mało konkretnych informacji. Dużo aukcji, zwłaszcza długopisów z serii. Kilka piór, nawet podobnych. Znalazłem też recenzję tego konkretnego modelu. Przedzial czasowy - lata 80/90, następca serii Classic. Ale ten materiał nie dawał mi spokoju. Dalsze poszukiwania dały pewne rezultaty. Otóż "plastik", z którego wykonano Generation to tzw. resin. Czyli po naszemu - żywica. We wspomnianej recenzji był odnośnik do dość sporego artykułu wyjaśniającego obszernie różnice pomiędzy palstikami, żywicami i nazewnictwem. Żeby nie zanudzać, w telegraficznym skrócie: producenci swego czasu odkryli materiały termoplastyczne. Zaczęli opracowywać swoje własne receptury materiałowe wedle klienta docelowego i wymagań obróbki. Montblanc swój przepis nazwał resin, częściowo bo materiał żywiczny, częściowo bo brzmi bardziej szlachetnie od plastik. Ocenę, co bardziej prawdopodobne zostawiam wam. Tak więc, skoro tajemnica lekkości i "taniości" została rozwiązana, wracamy do meritum. Czas zdjąć skuwkę i zobaczyć najważniejsze. I tutaj spotkało mnie kolejne zaskoczenie. Stalóweczka, bo inaczej tego się nie da nazwać, jest maleńka i szczuplutka. Zdecydowanie nie mój typ. Preferuję takie klasyczne, rombowate, z wyraźnie wyprofilowanymi łukami. A tu co - mały trójkącik, w dodatku częściowo schowany w sekcję. Od spodu też nie wygląda powalająco. Zamiast żeberkowatego spływaka mamy płaską powierzchnię. Poczułem się zawiedziony. Ale nic, lupka w łapkę i oglądamy. I widzimy - stalówka złota, grawerowane logo. Poniżej napisy: 14k oraz 585. Proszę, proszę - czternastokaratowa złota stalówka. Jedziemy dalej. Pierścień na skuwce posiada napis: MONTBLANC GENERATION. Klips też złoty - widać, że od kompletu. Zaglądam na wewnętrzną stronę klipsa - malutki grawer: MADE IN GERMANY. Chyba jednak oryginał. Sprawdzam w internecie. Opinie twierdzą, że dobre, drogie i markowe pióra mogą być bardzo lekkie - check. Grawery gwiazdki mają być symetryczne, jednakowe - check. Na elementach pióra ma być grawer PIX - u mnie nie ma, ale za to jest wspomniany (i wskazywany jako potwierdzenie oryginalności) grawer pod klipsem - check. Dobra, kwestię oryginalności na razie zostawimy. Pora odkręcić sekcję i popatrzeć na wnętrze. Już odkręcając wiedziałem co zobaczę. I jak zwykle - zaskoczenie. Wnętrze jest puste - brak jakiegokolwiek systemu na atrament. Korpus w całości wykonany z żywicy (czuje się to podczas odkręcania), żadnych dodatków. Za to sekcja - czarny plastik z metalowym gwintem osłaniającym mocowanie naboju/konwertera. Na szczęście mam dwa nieużywane jeszcze konwertery, wepnę i potestujemy to cudo. Specjalnie na tę okazję nabyłem atrament. Wszystko przygotowane; pióro rozkręcone, konwerter leży, atrament odkręcony. Na sucho wpinam konwerter żeby sprawdzić jak pasuje. Nie pasuje. Pióro jest ze cienkie, konwerter wypada. Ot tak. Biorę drugi, gorszy. To samo. Wkładam i zaraz wypada, bez oporu. Zresztą jedna z przyczyn tak późnej recenzji - nie miałem czym nabić, a pisać maczając jakoś nie chciałem. Ostatecznie, w geście rozpaczy wyciągnąłem nabój z czarnym atramentem (kupowane po 50 szt. za 3 zł - sami już widzicie jaka jakość). I kolejny zonk - standard nabój nie wchodzi, za ciasno. Pierwsze próby pokazały, że pióro zostawia raczej kwadratowy ślad na okrągłym naboju. Lekki docisk i w końcu weszło. Pierwszy papier, jaki był pod ręką i piszemy. A jednak nie. Atrament nie płynie. Tak, to jest właśnie ten moment, gdzie robimy /facepalm. Teoretycznie pióro nigdy nie używane, ale przepłukać by się zdało. Szybka przerwa techniczna i już pisze. Stalówka jest w rozmiarze M. I to widać. Atrament podawany jest szczodrze, pióro jest mokre. Niestety, podła jakość naboju nie pozwala na dokładne określenie czy to pióro, czy atrament. Jednakże faktem jest, że z pisaniem nie ma problemów. Stalówka gładko sunie po papierze. I nie ma tu różnicy, co to za papier. Stary pożółkły zeszyt, Rhodia No.16, drukarkowy xero czy satynowany Oxford - na każdym pisze się dobrze. Oczywiście strzępienie występuje (stary zeszyt), literki się lekko rozmazują, ale to raczej wina naboju, nie pióra. Na razie zostawię jak jest. W terminie późniejszym, jak ogarnę temat konwertera do tego pióra, zrobię mały update z samego pisania czymś lepszym gatunkowo. Ech, i znów ma grafomańska skaza mnie dopadła. Jeśli jeszcze nie posnęliście i dotrwaliście aż tutaj - dobre wieści. Podsumowanie. Pióro jakie jest, każdy widzi. Dla mnie - kwintesencja mieszanych uczuć. Z jednej strony przyjemne wizualnie (kolor i jego konsystencja w materiale), przyjemne w użytkowaniu (gładkość i lekkość pisania), ze złotą stalówką. Z drugiej strony ta nieznośna lekkość i tania plastikowość w dotyku oraz mikroskopijna stalóweńka. Ale czego oczekiwać od laika, prawdaż? Ignorant jeden i tyle w temacie jedno wiem - mnie nie zachwyciło. Piór fajne, ale to za mało żebym rozważał jego używanie. Werdykt: egzemplarz kolekcjonerski. ~Shiro Galeria
  6. Rysunki te były publikowane w czasopiśmie The Pen World pod koniec lat osiemdziesiątych i na początku lat 90-tych. Niestety nie mam dostępu do wszystkich numerów Nazwy producentów lub modeli są w nagłówkach tych grafik. Autorem jest Pan Fred Plewa z Chicago. Co sądzicie o takiej formie opowiadania o historii? Widamo, że informacje raczej nie są kompletne, ale sposób prezentacji przemawia do wyobraźni i pozwala chyba łatwiej ogarnąć. Miłego oglądania, Mac PS.: Jeśli to możliwe to proszę o dodanie do listy tagów firm Moore's i Conklin.
  7. Montblanc chyba nie wymaga na tym forum wprowadzenia. Firma oprócz piór oferuje również atramenty. W standardowej linii dostępnych jest na stałe dziesięć kolorów. Niby jedenastym jest Corn Poppy Red, ale wiele sklepów nie ma go w ofercie i nie dostanie.: Burgundy Red Irish Green Lavender Purple Mystery Black Midnight Blue Oyster Grey Royal Blue Toffee Brown Midnight Blue to całkiem przyzwoity blue/black wyróżniający się na tle konkurencji pewną wodoodpornością. Atrament na ręczniku kuchennym Software ID Tomoe River, kaweco Classic Sport, B Tomoe River, Omas Emotica, M Leuchtturm 1917, Kaweco Classic Sport, B Oxford, kaweco Classic Sport, B Wodoodporność Mini-zestawienie Midnight Blue is supposed to be a permanent ink with ferro-gallic content. Ferro-gallic ink typically flows onto the paper in a lighter shade than becomes darker when it dries. I like the color and the general performance of the ink. The colour ranges from a blue-black to an almost black. Drops of ink on kitchen towel Software ID Tomoe River, kaweco Classic Sport, B Tomoe River, Omas Emotica, M Leuchtturm 1917, Kaweco Classic Sport, B Oxford, kaweco Classic Sport, B Water resistance Comparison
  8. Montblanc chyba nie wymaga na tym forum wprowadzenia. Firma oprócz piór oferuje również atramenty. W standardowej linii dostępnych jest na stałe dziesięć kolorów. Niby jedenastym jest Corn Poppy Red, ale wiele sklepów nie ma go w ofercie i nie dostanie.: Burgundy Red Irish Green Lavender Purple Mystery Black Midnight Blue Oyster Grey Royal Blue Toffee Brown Lavender to przyjemny, ciepły fiolet, który z kolorem lawendy nie ma zbyt wiele wspólnego. Co nie zmienia faktu, że kolor podoba mi się. Dodam, że atrament sprawuje sie swietnioe w piórze, dla niektórych problemem może być zerowa wodoodporność. Software ID Tomoe River, kaweco Classic Sport, B Leuchtturm 1917, Kaweco Classic Sport, B Oxford, kaweco Classic Sport, B Water resistance
  9. Nie jestem fanem spółki Montblanc i jej produktów. Nigdy nie interesowały mnie na tyle, żebym wyłożył na nie znaczącą kwotę lub sakwę pełną złotych monet. Nie oglądałem się za nimi a biała gwiazdka nigdy nie rozpalała mojej wyobraźni obietnicą spełnienia albo nieziemskich doznań w trakcie pisania przyozdobionym nią piórem. Oczywiście nie pozostawałem głuchy na ohy i ahy miłośników marki i na formowych spotkaniach chętnie sięgałem po pióra Montblanc. Bawiłem się nimi a później bez większego zainteresowania odkładałem do piórnika prawowitego właściciela. O wiele ciekawsze są dla mnie pióra St Dupont czy Caran d’Ache. Montblanc 146 i 149 to klasyki. Pióra, które kojarzy niemal każdy entuzjasta piór wiecznych. Pióra, które często kupują odnoszący sukcesy zawodowe przedsiębiorcy i pracownicy korporacji. Pamiętam, że jakiś rok temu spotkałem się na gruncie zawodowym z menedżerką wyższego szczebla z dużej spółki. Zasiedliśmy do stołu, ja klasycznie miałem teczkę, w teczce notatnik Lyreco a w ręku chyba Van Gogha. Kiedy Pani wyjęła z marynarki skórzane etui i odsłoniła dwie śnieżynki, pomyślałem sobie Wreszcie! Pogłoski o ludziach wciąż piszących piórami chyba faktycznie nie są wyssane z palca. Ciekawe co to za pióra? Jedno wyglądało na nowe, drugie na vintage, ale po zakończeniu skuwki i kształcie śnieżynki trudno powiedzieć. Liczyłem na to, że lada moment przekonam się na własne oczy, co kryje się w etui. tymczasem Pani ułożyła etui śnieżkami do mnie, po czym wyjęła z kieszeni ołówek (zwykły, klasyczny, żadne tam Palomino)i do końca spotkania właśnie nim sporządzała notatki. A śnieżynki patrzyły na mnie i chyba miały wywrzeć wrażenie. Nie wywarły. Mam wrażenie, że wiele osób właśnie w ten sposób podchodzi do zakupu pióra wiecznego – ma być symbolem statusu. Nie zawsze użytkowym. Osobiście pióra MB omijałem szerokim łukiem. Aż tu niespodziewanie parę miesięcy temu naszło mnie na zakup pióra tej marki. Impuls przyszedł z kosmosu. Neurony zaiskrzyły. Ręka sięgnęła po myszkę, Ebay dostarczył pokus, jedno kliknięcie uszczupliło moje oszczędności, ale za to zielony Montblanc wyruszył w drogę do Polski. Jak w Mazurku Dąbrowskiego – z ziemi włoskiej do Polski Wybór padł na umiarkowanie popularny i już nieprodukowany model Generation, który zaintrygował mnie ciekawym, jak na MB, designem. Pióra używam około dwóch miesięcy, nie za często, bo jednak wolę inne z mojej kolekcji, ale zdanie sobie wyrobiłem. Nie znalazłem zbyt wielu informacji na temat modelu Generation. Nie wiem, w którym roku zadebiutował ani z myślą o jakim konsumencie powstał albo dlaczego został wycofany z produkcji. Nieliczne wzmianki w Internecie sugerują, że było to jedno z tańszych piór w ofercie Montblanc. Być może na forum znajdzie się ktoś, kto wie więcej na ten temat. Jestem żywo zainteresowany. Przejdźmy do rzeczy Montblanc Generation to smukłe i lekkie pióro wieczne wykonane z miłego w dotyku tworzywa sztucznego zwanego przez producentów drogocenną żywicą. W rzeczywistości jest to po prostu plastik, sprawia wrażenie wytrzymałego i odpornego na rysy, ale głowy nie dam. Dbam o to pióro. Ba, wciąż nie zdjąłem z niego naklejki z oznaczeniem rozmiaru stalówki. Mój egzemplarz jest zielony, w Internecie udało mi się znaleźć również egzemplarze czarne, turkusowe, pomarańczowe, żółte i bordowe. Zieleń ta ma dość przyjemny odcień a pozłacane elementy nienajgorzej się z nią komponują. Nie należę do fanów złoceń, ale te mnie nie rażą. Piórem pisze się wygodnie a dzięki niewielkiej masie nawet przy dłuższych notatkach ręka się nie zmęczy. Technikalia ten sprężynuje a ten nie Pióro wykonano z tworzywa sztucznego, gwint łączący skuwkę z korpusem natomiast z metalu. Nasuwaną skuwkę trzyma w miejscu nie tylko znajdująca się wewnątrz niej plastikowa tuleja, ale również trzy sprężynujące wypustki. Teoretycznie powinny działać w ten sposób, że kiedy nasuwamy skuwkę na korpus, chowają się, po czym w miarę jej przesuwania zaczynają napierać od wewnątrz na skuwkę i zabezpieczyć ją przed zsuwaniem się. Niestety w moim egzemplarzu jedna z wypustek nie działa – nie sprężynuje, pozostaje schowana w korpusie. W rezultacie skuwka nie zsuwa się z korpusu, ale rusza się lekko na boki. Jeśli jest wśród nas Pen Doctor, który miałby pomysł jak to naprawić, zamieniam się w słuch. Stalówka To właśnie z jej powodu ustrzeliłem model generation. mam słabość do stalówek typu inset. Wyglądają zadziornie i dają frajdę z pisania. Wykonana z czternastokaratowego złota eMka Montblanc pisze fantastycznie. Mokro, gładko, niemal bezszelestnie. Dokładnie tak, jak lubię. Również rozmiar kreski wydaje się większy niż typowych europejskich emek. Całkiem blisko mu do linii kreślonej przez blaszkę B Kaweco Sporta. Rewelka. System napełniania Nuda. Naboje lub konwerter. Wszystko działa jak należy, ale nie ma się czym ekscytować. Wielkość Zamknięte: 139 mm Otwarte: 128 mm Podsumowanie Montblanc Generation to całkiem przyjemne pióro wieczne. Można je ustrzelić w Internetach za bardzo zróżnicowane kwoty – mnie kosztowało z przesyłką do Polski 135 euro, czyli drogo. Gdyby wszystko działało w nim perfekcyjnie, wyparłbym to i udawał, że je znalazłem. Niestety przesuwająca się lekko na boki skuwka trochę mnie drażni i sprawia, że zakup ten uważam za nie do końca udany. Z uwagi na charakter i regulamin aukcji sprzedający zwrotów nie przyjmował. Bywa. W niczym nie zmienia to faktu, że piórem tym pisze się doskonale. Myślę też, że da się ustrzelić je taniej. A jak się da, to warto.
  10. Witam mam pytanie co do MB z lat 40 i 50. Które MB z tamtych lat były najlepsze i warto je kupić? Poszukuję MB z tamtych lat na prezent dla bliskiej mi osoby. W tamtych latach były chyba trzy klasy tych piór...czy się mylę? która z tych klas była najlepsza? Czy kupię dziś takie pióro w dobrym stanie za maksimum 1000zł?
  11. Witajcie, Jestem tutaj nowy i jeśli chodzi o temat długopisów to jest mi on zupełnie obcy. Znalazłem to forum i zauważyłem, że udziela się tu sporo osób naprawdę dobrze znających temat. Piszę, ponieważ mam pewien problem - chodzi o długopis, który dostałem dość dawno i w sumie niezbyt się nim interesowałem. Jestem ciekawy czy to jest autentyk. Grzebałem trochę w internecie, ale akurat takiego wydania znaleźć nie mogłem. Kształtem to dokładnie to samo co Montblanc Boheme, jednak posiada charakterystycznego chińskiego smoka. To mnie zastanawia. Jeśli chodzi o jakieś znaki szczególne, to u góry na pozłacanym elemencie ma jakiś numer (ciężko odczytać) i napis "germany". Dużo więcej w sumie powiedzieć nie mogę, wrzucam jeszcze zdjęcie i liczę, że znajdzie się ktoś, kto miał z czymś takim do czynienia Z góry bardzo dziękuję za pomoc
  12. Witam, oto i moja pierwsza recenzja. Dzisiaj przszylo do mnie pioro MontBlanc Nr. 24 z (prawdopodobnie) 1966 roku. Pioro to jest z sredniej klasy MontBlanc'ow tamtych czasow, 2 oznacza serie (1=Meisterstück; 2=srednia klasa; 3=najnisza klasa, jednak wciaz duzo lepsza od pozniejszych pior typu Noblesse), 4 rozmiar piora, jest ono srednich rozmiarow. Niestety, tloczek ma zlamana srube, co nie zostalo napisane w aukcji. Jednak ze da sie odkrecic sekcje rownie prosto jak w piorach typu cartridge/converter, bede go wiec uzywal jako eyedroppera. Stalowka jest wykonana z 14-karatowego zlota i ma rozmiar OM. Chyba, poniewaz MB nie oznaczal rozmiarow w tych stalowkach. Pioro pisze bardzo mieko i przyjemnie, czasami leciutko przerywa. Splywak jest wykonany z ebonitu, korpus, sekcja itd. z plastiku, nie ma jednak zadnych pekniec lub tym podobnych. Stalowka odrobine fleksuje, ale dlatego ze jest ona typu oblique nie potrzeba duzo fleksu aby uzyskac ladne line variation. Za cene ktora zaplacilem (40€/160zl z przysylka) jest to bardzo dobre, wrecz znakomite pioro, mimo zepsutego mechanizmu napelniania. Pioro po przeplukaniu woda ze spirytusem od razu zaczelo ladnie pisac. Atrament to J. Herbin Bleu Pervenche, turkus.
  13. Witam, potrzebuję małej pomocy. Mianowicie otrzymałem w spadku pióro Montblanc 146. Wygląda na oryginalne ale ma złamaną śrubę tłoka, jest trochę zmęczone i chyba przez ostatnie lata nie używane - wymaga czyszczenia. Czy ktoś może polecić firmę/osobę która zreanimuje mi pióro? Ewentualnie czy ktoś orientuje się jaki jest koszt takiej usługi w serwisie montblanc i gdzie on się znajduje?
  14. Montblanc Golden Yellow jest dostępny od grudnia 2015 r w charakterystycznych kałamarzach o objętości 30 ml. Atrament ten nie wejdzie do stałego listingu, więc jesli ktoś chciałby go mieć warto kupić teraz a nie odkładać to na póxniej. Później już go nie będzie Uwielbiam żółty kolor, ale nie mam przekonania do żółtych atramentów. pewnie, są ładne i wesołe, ale z czytelnością różnie bywa. Golden yellow Montblanc przesuwa się w stronę pomarańczy i jest czytelny. Można nim pisać a potem nawet rozczytać to, co się nim napisało. Na stalówce Omasa Emotici Na papierze Mondi 90 g Na ręczniku kuchennym Software ID Tomoe River, Kaweco Sport Classic, B Leuchtturm 1917, Kaweco Sport Classic, B Tomoe River, Omas Emotica, M
  15. Nie jestem fanem Montblanc, jenak debiutująca w tym miesiącu seria Heritage Rouge & Noir ma w sobie coś, co sprawia, że się ślinię. Gdybym miał wolne 630 euro, skusiłbym sie na takie pióro. Niestety nie mam, pozostaje mi więc wkleić zdjęcia i podpytać, co wy myslicie o tej nowosci? Zdjęcia wklejam ze stron dystrybutorów: Iguanasell, La Couronne du Comte.
  16. KONIEC! KONIEC MOJEJ KOLEKCJI PIÓR !!! Gdzież mnie, chudopachołkowi, z Imć Adamonem się równać...! Atoli ostatnio udało mi się zdobyć dwie zgrabne gablotki. Co więcej - wyrwałem je ze szponów niebezpiecznego nałogu. Oto bowiem te niewinne przedmioty miały w założeniu służyć do przechowywania cygar! A z palenia cygar jak wiadomo jest ruja i poróbstwo i morowe powietrze... Tak więc gablotki w sklepie dla fajczarzy zanabyłem i ciesze się bardzo !!! Ale pojawia się problem - koniec kolekcji! No przecież nie ma już miejsca! Montblanki się rozpanoszyły, a i w duke'owej kasetce już wcale nie mam miejsca na wszystkie pelikany! Larum! A tu fotki cygar-galbotki : http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/5140400ba95e801c.html http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/1ccaaf6b40f0fb63.html a tu już pudełko Duke, i w środku ptaszarnia... http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/d0f37e58589a1088.html http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/eb32173c3b208aa1.html w razie potrzeby zrobię listę poszczególnych egzemplarzy...
  17. Montblanc regularnie proponuje Klientom edycje limitowane piór i atramentów. Pióra MB mnie nie interesują, atramenty trochę tak. Z edycjami limitowanymi problem jest taki, że jak są dobre i się skończą, to się kończą na dobre. Zero. Nie ma. Nie wrócą. Winter Glow to jeden z takich przypadków - fantastyczny kolor o dobrych właściwosciach. Ale co z tego, skoro juz go nie można kupić a jak się na jakiejś aukcji pojawi, to patrząc na cenę muszę zawsze przetrzeć okulary, żeby upewnić się, że to tak na serio, a nie, ze tylko mi się wydaje. Dzięki Yennefer za próbkę Atrament na reczniku kuchennym Software ID Tomoe River, Kaweco Sport Classic, B Leuchtturm 1917, Kaweco Sport Classic, B
  18. Montblanc to znana firma. Wiele osób marzy o śnieżynce. Mnie śnieżynki średnio kręcą. Lubię natomiast atramenty z logo MB. Brasil Braun to ciekawostka. Atrament ten ma ponad trzydzieści lat. Recenzję tę można potraktować jako odpowiedź na pytanie, czy atramenty ulegają przeterminowaniu. Oczywiście są atramenty, które psują się po upływie roku, dwóch lub pięciu lat. Są też atramenty, którymi można pisać po upływie blisko czterech dekad od czasu ich produkcji. Montblanc Brasil Brown ma znośny kolor i dobry przepływ, zwłaszcza w piórach z mokrą stalówką. W suchotniczej stalówce M Pilota 78G nie wygląda już tak dobrze, ale w niej żaden atrament nie wygląda dobrze. Krople atramentu na ręczniku kuchennym Color ID Kaweco Classic Sport - eyedropper, Oxford, stalówka B Kaweco Classic Sport - eyedropper, Leuchtturm1917, B Pilot 78G, stalówka M, Rhodia dotpad Na koniec załączam zdjęcie autorstwa Michaela R. z FPN przedstawiające stary kałamarz MB. To własnie Michael podesłał mi próbkę tego atramentu.
  19. Na początku będzie historia. Wylicytowałem uszkodzone pióro. Koniec historii. ... Racja, to nie może być koniec. Koniec powinien się znajdować gdzieś niżej. Kupiłem uszkodzonego Montblanca 146. Deklaratywnie: wersja z „końca lat 40”. W rzeczywistości: lata 70/80. Objawy: - urwane pokrętło tłoka, - lekko pogięte skrzydełko stalówki. W zamian było tanio. Zapłaciłem jak za dwa albo trzy Sheaffery Imperiale, ale czy potrzebny mi kolejny Imperial? . Zachęcony przez jednego z Forumowiczów, zaniosłem pióro do salonu Montblanca, na „osobistą wizytę” u serwisanta (środowe dyżury na Nowym Świecie ). Chciałem, żeby serwis naprawił złamany tłok i profesjonalnie wyjął stalówkę. Jedynie wyjął, bo postanowiłem sam ją sobie wyprostować, a już pod żadnym pozorem nie chciałem jej wymieniać na nową. Po mrożących krew w żyłach perturbacjach (w tle przewinął się motyw pękniętej obsadki) pióro powędrowało w całości do serwisu. Po tygodniu (we wtorek) wróciło kompletne, choć zdemontowane - zgodnie z moim życzeniem. „Pożyczyłem” sobie stalówkę na jeden dzień i przepuściłem przez „Garaż”. Nazajutrz stawiłem się na kolejne spotkanie z serwisantem, który poskładał mi Majstersztyka w jedną, funkcjonalno-estetyczno-fetyszystyczną całość. Wydaje mi się, że pióro wróciło czystsze, niż pojechało. Cała naprawa kosztowała około 1/3 ceny zakupu samego pióra, czyli równowartość kolejnego Imperiala. Warto było. Ciekawostka: pióro zostało przyjęte do naprawy pod nazwą „LeGrand”. Tym razem to już naprawdę koniec tego przydługiego wstępu i początek przykrótkiej recenzji. Przyjrzyjmy się temu z bliska. Może jednak z trochę mniej bliska... Etui dostałem kiedyś w komplecie z jakimś średnio połamanym „tańszym” MB (nawet już nie pamiętam, z którym, ale jednym z tych chudych). Mniej więcej pasuje. Sprzęt ma wymiary podobne do Viscontiego Van Gogha Maxi (a raczej to Van Gogh Maxi ma wymiary podobne do 146... whatever). Jak na tę wielkość jest dość lekki. Wprawdzie korpus to jeszcze nie precious, ale już resin. Czyli, jak mawiają poganie, plastik, dociążony na końcu przez częściowo mosiężny mechanizm tłoka. Całość to klasyka piórowej elegancji, powielana w tysiącach podróbek i naśladownictw. Przez to Mojej Lubej kojarzy się z długopisami reklamowymi. Coś w tym jest... Stalówka przeszła przez moje garażowe egzorcyzmy, więc trudno mi zgadywać, jaka była pierwotnie. Nie znam też oryginalnego rozmiaru, ale wygląda na jakieś F/M. Odrobinę sprężysta, złota (18K), jednokolorowa. A jak pisze? Właśnie tak. Diamine Amber - strasznie blady. Po ostatnich, drobnych poprawkach stalówka pisze gładko, równo i bez zająknięcia. Dla mnie - bomba. Mąblą. 101% przyjemności!
  20. Właśnie sobie uświadomiłem, że ostatnio nie zamieściłem nic konstruktywnego na forum. Stwierdziłem, że najwyższy czas poddać się samokrytyce i zmienić ten stan rzeczy. A zatem... Wszystko można rozebrać, ale niektóre rzeczy tylko raz. Ja Wam przedstawię dziś trzy pióra, które można rozebrać kilka razy. Ale po kolei. Na pierwszy ogień pójdzie: Montblanc No.22 Pióro jeśli chodzi o rozbiórkę banalnie proste, do pewnego momentu. Ale do niego jeszcze dojdziemy. Skuwkę najczęściej można rozebrać przy pomocy palca, a jeśli śruba klejnotu jest zapieczona, to wystarczy gumowa podkładka i lekkie ogrzanie. Śruba jest plastikowa i wkręca się w inną plastikową część, więc jeśli jakiś geniusz tego nie polepił super-klejem, powinno pójść gładko. Po odkręceniu klejnoty zdejmujemy klips, wyjmujemy wnętrze skuwki i mamy wszystko gotowe do mycia. Kaptur po lekkim ogrzaniu odkręcamy od walca, zawartość wypychamy delikatnie aczkolwiek stanowczo. Zawartość stanowi zlatka i spływak, które znajdują się w plastikowej, półprzejrzystej obejmie, z której można je bez problemu wyjąć. Do czyszczenia, bo do czego innego? Po odkręceniu osadki zdejmujemy czym prędzej przekładki i plastikowy pierścień okienka podglądu. Jedna przekładka ma kształt niskiego walca, druga jest spłaszczona jak podkładka. Ta spłaszczona znajduje się od strony kaptura i ma za zadanie blokować skuwkę, która jest wciskaną. Największy problem to wyjęcie tłoka z przydatkami. Całość jest zamocowana na wcisk i to dość solidnie, dlatego nic nie kręcimy na Jana, a rozgrzawszy beczkę przy użyciu suszarki lub gorącej wody, stanowczo, ale delikatnie wyciągamy całość z walca. Dobrze jest zacząć wyciąganie przy maksymalnym wysunięciu tłoka, jeśli mechanizm nie jest nadwątlony niepoprawnym traktowaniem, nie powinien ulec uszkodzeniu. Podczas wyciągania jak nic przyda się gumowa mata, bo jak wspominałem mechanizm siedzi na wcisk. Bardzo mocny wcisk. Kiedy już mamy wyjętą maszynkę, można ją rozkręcić celem oczyszczenia, ale tego bym nie radził, bo potem jak się nie trafi z ustawieniem gwintów, to trzeba całą procedurę wyciągania powtarzać, a to nic miłego. Składanie jest dość proste. To co się przykręca, to się przykręca, a tłok się wciska, przy czym podczas montażu lepiej jest operować w pozycji skręconej. Spływak i zlatka w obejmę wchodzą tylko w jednej pozycji, więc też przed złożeniem należy się przyjrzeć co i jak, zamiast pchać na siłę, na grandę, na chama. Parker 51 Mk.III Tu to łatwizna. Przysłowiowa bułka z masłem, szynką, serem, jajkiem na twardo pokrojonym w plasterki, pomidorem i ogórkiem. A na to wszystko majonez. Tak, majonez. Kielecki. Mniam! Tak, łatwizna. Wiadomo, odkręcamy baryłkę. Rozgrzewamy kaptur i posiłkując się gumowymi matami odkręcamy go. Uważać należy na uszczelkę, która siedzi na łączniku, czasem lubi się przykleić do kaptura i możemy ją zgubić. A jak już zejdzie uszczelka, to tym bardziej ozdobna przekładka. Uszczelkę jakby co dorobimy w hydraulicznym sklepie, przekładkę nie. Jak już zdejmiemy kaptur, mamy dostęp do zbieraka. Jego wyciągać ostrożnie, bowiem żeberka są dość delikatne i można je połamać. Można. Po wyjęciu zbieraka z łącznika, wypychamy zlatkę ze spływakiem przykładając wektor siły do rurki odpowietrzającej. Wypychamy, rozbieramy, czyścimy. Żadna filozofia. W międzyczasie możemy się pokusić o zdjęcie z łącznika osłony pęcherza i jego samego. W trójce osłona siedzi dość luźno, może być przyklejona szelakiem, ale na to wystarczy lekkie podgrzanie tej części. Gorzej to wygląda w Mk.II. Tamże osłona jest zamocowana bardzo ściśle, ściąganie jest żmudne. Nie wolno też używać żadnych narzędzi, bo to grozi wgnieceniem osłony. Wiem coś o tym. Jeśli już zdjęliśmy osłonę, możemy obejrzeć pęcherz i też go zdjąć. Ja zdjąłem, bo szelak, którym był przyklejony do łącznika, wziął i znikł. Także tego. Składanie równie banalne. Najpierw wkładamy rurkę do spływaka. Pamiętać należy, że w ściance rurki jest dziurka i ta dziurka ma się znajdować przy spływaku. Odpowiedzialna jest ona za wyrównanie ciśnienia podczas napełniania pióra, dzięki czemu pełne napełnienie, zawrotną ilością 1,5 ml atramentu, wymaga czterech uścisków Breżniewa z Honeckerem i ani jednego więcej. Nawet buzi nie trzeba dawać. Jeśli byśmy zamontowali rurkę odwrotnie, to musielibyśmy pompować, jak stary przy studni, pompuje aż dudni. Właśnie tak. Wystarczy popatrzeć jak się pompuje hero. No ale rurka u płota, więc wypada założyć zlatkę na spływak i całość włożyć do spływaka. W żeberkach spływaka są dwa kanały, szeroki i wąski. Nigdy nie wiem, który ma być na górze, chyba szeroki, ale nie wiem czy to ma aż takie wielkie znaczenie. Nie ma - lajkujcie, ma - szerujcie. Ja zawsze na górę daję szeroki, łatwiej mi ustawić dziurkę zlatki, wiecie, dokładnie, po aptekarsku. Dobra, to mamy, tamto mamy, nasuwamy przekładkę, uszczelkę (uprzednio założywszy i przykleiwszy szelakiem pęcherz i jego osłonę osłonę ino ino). Zanim wsuniemy zbierak przykręcamy kaptur najmocniej jak się da, ale też bez przesady, ustawiamy osłonę tak, aby napis PARKER 51 znajdował się w jednej linii z dziobkiem i dociskamy ją do końca. Można zaszelakować. Teraz odkręcamy kaptur i mocujemy zbierak i resztę. Kierujemy się napisem na osłonie. Na koniec dokręcamy kaptur, sprawdzamy czy wszystko znajduje się w jednej linii i koniec. Czyli voila! Skuwki nie rozbierałem. Klejnot najczęściej siedzi mocno na szelak, a odkręca się go po rozgrzaniu, przy pomocy gumoluem. Pod klejnotem znajduje się jeszcze kręt na krzyżak bodajże. Odkręcamy, wyjmujemy, myjemy, składamy. Żadna filozofia. Lamy 2000 Tu rozbiórka dość łatwa. Kaptur wykręcamy podobnie jak w MB22, zlatkę i spływak wypychamy naciskając na boczne krawędzie zlatki, a broń borze na ostrze. Zlatkę zsuwamy ze spływaka w przeciwnym kierunku, a uszczelkę w tym samym. Uważać na sprężynę trzymającą skuwkę, może się zgubić jeśli nieostrożnie będziemy sobie poczynać. Aby wymontować maszynkę tłoka, obracamy pokrętłem, tak jakbyśmy opróżniali pióro, kiedy poczujemy opór, nie zrażając się, kręcimy dalej. Będzie słychać strzały, ale spokojnie, tak ma być. Po paru obrotach w jednej ręce będziemy mieć pokrętło i prowadnicę, a w drugiej cylinder, w środku którego będzie się znajdował tłok z tuleją blokującą. Te dwa elementy trzeba wypchnąć jakimś tępym pręcikiem, żeby nie uszkodzić gumki tłoka. Czyścimy, smarujemy, składamy. L2k jest chyba najprostsze w składaniu. Ot składamy maszynkę tłoka, nie przejmując się ustawieniem względem siebie gwintu, zakrętki i prowadnicy, wszystko ustali się samo podczas wkręcania w baryłkę. Trzeba natomiast uważać podczas wkładania spływaka do kaptura. Wystarczy lekko obrócić spływak i wszystko się pięknie blokuje. Tak się pięknie blokuje, że niejeden szewc byłby dumny z Waszego słownictwa. Mówię szczerze. Jak już włożymy spływak z przydatkami do kaptura, wkładamy w adekwatne wgłębienie płaską sprężynę i całość skręcamy z baryłką. Proste i genialne. Nieprawdaż? I to by było na tyle. Przepraszam za słownictwo, sam wymyślałem. Bon voyage!
  21. Recenzja jest napisana przy użyciu czcionki Courier New, z wykorzystaniem niesztampowego słownictwa, określającego nazwy składowe pióra. Jeśli masz z tym problem, nie czytaj, ale pewnie będziesz potem tego żałował. Jakiś czas temu kupiłem sobie z kolegą na spółę zestaw tetenala do samodzielnego wołania slajdów. Podzieliłem, rozczyniłem sobie na pół litry i wtedy się okazało, że mam za mało slajdów, a na chemię trzeba patrzeć po gospodarsku. Dlatego też sięgnąłem do lodówki po velvię 100F, po czym postanowiłem ją zużyć na obfotografowanie rożnych piór. Znalazło się wśród nich pióro montblanc no. 22, które uważam, za najładniejszego montblanka. Zaraz, zaraz! zawołacie najładniejszego? No nie, racja, no. 74 jeszcze ładniejszy. Przecież. I jeszcze myśl odnośnie recenzowania używek. A co jeśli moje pióro jest felerne i bezpodstawnie je "zjadę", albo co jeśli ktoś kupi pióro zachęcony recenzją i jego pióro okaże się felerne? Cóż, powiem Wam jedynie, po odejściu od kasy, reklamacji nie uwzględnia się (Prawo Farmaceutyczne, Art. 96, Ust. 5). Posiadane przeze mnie pióro ma kolor czarny, ale były też bordowe i ciemnozielone. Może były i inne, ale te akurat widziałem i o nich tylko wiem. A co było a nie jest, nie pisze się w rejestr, jak śpiewała jedna piosenkarka. A może piosenkarz? Dawno to było, odrzutowce z Dęblina przechodziły w naddźwiękową nad Lublinem, zimy były mroźne a śnieżne. Ale do rzeczy. Pióro zatem jest czarne, a elementy metalowe złocone, z jednym wyjątkiem, o czym później, jeśli nie zapomnę. W każdym razie, kiedy się przyjrzymy, ujrzymy na ściętym, złotym pierścieniu jak na dłoni nazwę i model, to jest MONTBLANC 22. Swoją drogą, to to, że są dwa pierścienie na skuwce coś znaczy, ale nie wiem co. I nie piszcie, że nie, bo na pewno tak. Pióro wykonane jest z tworzywa zwanego "precious resin", podobno nie jest to ani żywica, ani nie jest wartościowa, ale jako tworzywo na pióra wieczne nadaje się świetnie. Jest dość odporne na zarysowania, pęknięcia chyba też (w normalnym użytkowaniu, jak mniemam), a ciekawą właściwością tego tworzywa jest to, ze nie podświetlone mocnym światłem, nie jest czarne, a ciemnobordowe. Coś jak filtr do fotografii w podczerwieni. Tworzywo owe stosowane było nie tylko przy produkcji piór montblanc, spotkałem się z nim i w pelikanie m250, i w kaweco v11, tak że tego. Kiedy ściągniemy skuwkę, ujrzymy grot, oraz okienko podglądu. Na zdjęciu ujrzymy też na kłobuku charakterystyczną śnieżynkę, znak rozpoznawczy firmy. Kłobuk skuwki nie jest idealnie płaski, jest bardzo mocno spłaszczonym stożkiem. Nie wiem po co Wam to pisze, ale dobrze żebyście wiedzieli, nieprawdaż. Okienko podglądu atramentu wykonane jest z niebieskiego plastiku, który jest zdobny w nacięcia (od środka, w jaki sposób? później, później) oraz dwie niejednakowe obrączki. Obrączka od strony rączki jest złocona i ma postać bardzo krótkiej rurki. Obrączka od strony osadki, jako jedyna nie jest złocona, a chromowana i jest spłaszczona, tak że lekko wystaje ponad płaszczyznę osadki i okienka, dzięki czemu blokuje skuwkę. Z osadki, elegancko przykryty, wystaje grot. Grot wykonany z 14-karatowego złota, jest lekko sprężysty, ale też bez przesady. W moim egzemplarzu ma tęgość OM, co z jednej strony jest przyjemne, ale z drugiej strony rodzi pewne nieprzyjemności. Ale o tym kiedy? Oczywiście później. Na tym zdjęciu widzimy, jak wygląda okienko. Zdawać by się mogło, że to jakiś rodzaj wielokąta, ale z zewnątrz czuć pod palcem, że jest to walec, a nacięcia są od środka. Albowiem okienko podglądu jest jakoby dwuczęściowe. Na stałe do rączki przymocowany jest walec, z błękitnego, przejrzystego tworzywa, w którym przemieszcza się tłoczek, zaś na ten walec nakłada się ów wielokrotnie nacinany walec, też barwy błękitnej. Dobra, wiem, że nie nacinany, iż to jest element wtryskiwany, ale taka litania poetyka. Słabo, bo słabo, ale widać też różnicę pomiędzy obrączkami, złotą i białą. Kłobuk leży poza głębią ostrości, ale co ma być widoczne, widać dobrze. Przesunąwszy się wyżej widzimy grot. Jak pisałem zakryty i ze szlifem OM. Z tym szlifem to jest jazda, ale o tym może później. Koniec rączki zakończony jest pokrętłem tłoka, a samo pokrętło zakończone na końcu śnieżynką. Dobra, nadejszła wielkopomna chwiła, jak to powiedział Kazimierz Pawlak, czyli owo mitologiczne "później". Czyli grot. Jak wspomniałem grot posiada ziarno OM. Nic w tym niezwykłego, może poza tym, że firma montblanc ścina ziarna na ostro. Nie tak jak pelikan czy kaweco, których groty mimo skośnego ścięcia są dość wyoblone, nie, tu jest ostro jakby brzytwą solingeńską urżnął. Z jednej strony dobrze, bo dzięki temu widać lepsze zróżnicowanie kreski podczas pisania, ale z drugiej strony źle, bo trzeba pióro pod dokładnie określonym kątem i basta! I jeszcze jedno, nie każdy atrament pasuje temu montblanku. Aktualnie pióro napełnione jest atramentem Graf von Faber-Castell moss green i powiem Wam szczerze, że tak dawno, tak dużo niecenzuralnych słów, podczas pisania z mych ust nie padło. Nie wiem o co chodzi, ale wygląda to tak, że atrament nie zwilża ziarna i mimo idealnego ułożenia względem papieru, pióro na sucho się ślizga, nie stawiając żadnej kreski. Ja się pocę, wątek mi ucieka, bo muszę wracać myślą i poprawiać, wszystko nie tak przyjaciele. Ale już z atramentami J. Herbin współpraca układa się świetnie. Podobnież z diaminami. Podsumowując, pióro jest bardzo ładne, jeśli napełnione czymś dobrym pisze dobrze, wygląda najlepiej ze wszystkich montblanków i je lubię bardzo. Szkoda, że nie mam takiego z grotem EF, no ale nie można przecież mieć wszystkiego. Na koniec zdjęcie pióra w aerozolu i kilka suchych danych. Próbki nie będzie, bo ten atrament, który jest w środku mnie irytuje. Tally ho! Długość pióra zamkniętego: 129,4 mm Długość pióra otwartego: 116,6 mm - nie icząc wystającej części grota: 109,4 mm Długość skuwki: 61,3 mm Średnica rączki (w najszerszym miejscu): 11,6 mm Masa pióra pustego: 14,15 g Masa pióra pełnego: 15,17 g
  22. Przyznam, że nie wiem co mnie naszło,... zastanawiałem się dziś na ranem, wybudzony o jakiejś 4, jakie pióro chciałbym na mikołaja,... takie zadanie dostałem... czego ja mogę potrzebować?... no?... czego?... Sam nie wiem... ale wpadło mi do tej pustki między uszami i rozeszło echem poniższe stwierdzenie... i nie dotyczy mnie, lecz stadka mego, którym mam nadzieję, że godnie się opiekuję... A jak wam idzie z życzeniami, prośbami, zachciankami mikołajowymi?
  23. Zamieściłem w materiałach do pobrania, krótkie, paro stronicowe info od MB na temat personalizacji stalówek do ich piór... Jeszcze bardziej rozbudowanej i wielokrotnie droższej niż na ten przykład u japońców z Nakayi... link: http://www.piorawieczneforum.pl/index.php?/files/file/19-montblanc-bespoke/ poniżej jedna ze stron, która mnie osobiście najbardziej zaciekawiła,... określeniami soft nib i calligraphy nib,... i nie chodzi mi o to, że nie rozumiem tych określeń, tylko co to w ich wykonaniu znaczy?... także inwestygację małą przeprowadzę...
  24. Z nieukrywaną przyjemnością jak i ciekawością w dniu dzisiejszym rozpocząłem na zaproszenie MB wizytę w ich ojczystym kraju... Związana jest z premierą nowego produktu, którego patron miał ewidentny wpływ na design zaproszeń, a zakończy się wizytą w manufakturze... Tak abym BeSpoke nibs mógł osobiście ocenić... Pozdrawia korespondent "wojenny" Ender...
  25. Montblanc regularnie proponuje Klientom edycje limitowane piór i atramentów. Pióra MB mnie nie interesują, atramenty trochę tak. Romii pozwolił mi pobawić się swoim kałamarzem Leo Tolstoy Sky Blue MB. Atrament ten dopiero co zadebiutował na rynku. Pobawiłem się, popisałem i powiem szczerze, że jest nieźle. Kolor podoba mi się, ale nie na każdym papierze. Kałamarz Ekspresjonizm abstrakcyjny Krople atramentu na ręczniku kuchennym Wodoodporność Software ID Oxford Recycled, Graf von Faber-Castell, M Hero 5028, stub 1,9 CIAK, Lamy Al-Star, 1,1 (kolor wygląda inaczej w tym piórze) Porównanie
×
×
  • Utwórz nowe...