Jump to content

odi

Użytkownicy
  • Content count

    30
  • Joined

  • Last visited

About odi

  • Rank
    XXF

Profile Information

  • Płeć
    Male
  1. Blue Black - Lamy

    Niebieski & czarny - to klasyka, więc odcieni jest multum Mój podstawowy to Diamine Twilight.
  2. Moje zeszyty, nie tylko Oxford

    Tak jak wspomnieli przedmówcy, takie taśmy mają raczej charakter dekoracyjny, więc bezsensownym jest ją naklejać bezpośrednio na grzbiet. Ale pośrednio myślę że już dałby radę - w sensie estetyki. Tak czy inaczej warto spróbować bo zabawy z tym nie ma, nie jest to kosztowne, a jakiś efekt może dać. Oryginalnej taśmy nigdy nie próbowałem (cena), ja korzystam z taśm tego typu: https://pl.aliexpress.com/item/New-12-Style-Cute-Rainbow-Masking-Washi-Tape-Japanese-Decorative-Scotch-Adhesive-Tape-Diy-Scrapbooking-Tools/32793723192.html Jak już wcześniej wspomniałem, nie używam tych taśm do deco czy scrap, najczęściej służą mi do oznaczania na/w zeszytach, sporadycznie przykrywam nimi jakieś niedociągnięcia wizualne innych rzeczy. Ale jak już pewnie zauważyłeś ludzie z tych taśm potrafią sobie ozdabiać nawet meble - kwestia wyobraźni.
  3. Moje zeszyty, nie tylko Oxford

    @Kleks Odnośnie tego zeszytu, który zrobiłeś - a który kładzie japońskie wyroby na łopatki - nie wiem na ile to by było estetyczne i trwałe, ale możesz spróbować okleić taśmą washi. Ja tak znakuję sobie czasami swoje zeszyty i trzyma się całkiem nieźle.
  4. Przyjemne dla oka, bardzo mi się podoba, szkoda, że Niemcy boją się stosować pistona w swoich piórach. Kolorystycznie mi się te pióro bardzo podoba i cena też przyjemna. Dzięki @Kleks bo tak sobie pomyślałem, że to dobry prezent dla piszącego sporadycznie, zastanawiałem się w tym względzie nad Nexx M, ale ten Kaweco wcale nie gorszy.
  5. Zenith

    Pióra wiecznego niestety nie kupisz (a szkoda), ale pozostałem przybory piśmiennicze podobno mają na poziomie
  6. Burocrat

    Nie wiem za bardzo co znaczy cywilizowana ryza papieru, ja korzystam z Lettura 60 od lat, ale to specyficzny papier (inny odcień, mniejsze strzępienie i troszeczkę mniejsze przebijanie niż z "jetów"), a jeśli chce sobie zrobić kartki pod pióro to korzystam z Clairefontaine (zamiast kupować bloki, sam drukuje na nich liniaturę), z tym, że drugą opcje zaczynam dopiero badać w sensie, który ich papier jest lepszy przy zachowaniu normalnej ceny. Podejrzewam, że 8 na 10 papierów będzie mieć podobne właściwości co pospolity Poljet, ale tu się nie wypowiadam, bo mi jedna ryza wystarcza na ~ rok, więc nie mam żadnego porównania jeśli chodzi o papier spod innych nazw.
  7. Zenith

    Ja też ostrożny byłbym z takimi Zenithami, jak ktoś chce polskie to zawsze zostaje Rystor.
  8. Waterman Graduate

    Ja akurat troglodytą jestem w zakresie przetwarzania swoich sygnałów mózgowych (antytalent artystyczny). Super diametralnych różnić w zakresie rysowania kreski nie czuję między sprawdzonymi "tanimi piórami" a wyższą półką, ale ja też zawsze był zwolennikiem pióra jako przyrządu do sprawnego pisania i staram się jakiś legend i emocji do nich nadmiernie nie dopisywać, choć wiadome jest, że pierwsze świadome/nieświadome pióro zawsze się miło wspomina Mając na uwadze Lamiacze, niektórzy narzekają na kształt, ergonomię pióra i wtedy faktycznie może wychodzić bardziej koślawe pismo (sprawa indywidualna), ale przy stalówkach to rzecz trudna do obronienia, bo i w jednym modelu na przełomie lat mogą się różnić, zmieniać.
  9. Moje zeszyty, nie tylko Oxford

    Jak zapytam się siostrzenicy, która teraz uczy się mnożenia, to też mi odpowie że to nudne i na pewno będzie mało przydatne w życiu A tak na serio, nie mówię o jakimś uniwersyteckim wykładzie we wczesnym nauczaniu, ale ja na przykład o kompozycji kolorów (w sumie temat przydatny) dowiedziałem się w liceum na lekcjach historii. Ten sam nauczyciel świetnie w ramach lekcji historii wyłożył pewne ogóle założenia z zakresu architektury, innym razem potrafił się zapytać co przerabiamy na polskim i na jakaś nudną lekturę potrafił część z nas przekonać, żeby przeczytać równolegle coś ciekawszego co było zbliżone tematycznie, a napisane o wiele lepiej i mimo tego, że nie czytaliśmy lektur. Do dziś pamiętam wiele rzeczy z lekcji historii, bo ten nauczyciel miał w sobie talent do przekazywania w sposób ciekawy wiedzy i ich łączenia z innymi przedmiotami (umiejętnie koloryzując często obrazowo wskazywał łączenia między teorią a praktyką). Ciąg Fibonacciego to pojęcie, które poznałem nie z matematyki, czy biologii, ale właśnie z historii Pewne podstawowe zagadnienia powinny być dla wszystkich, a wybór już dla poszczególnych zapatrywań i talentów ucznia. Dlatego nie ma tu na myśli sztuki w sensie wąskim, ale bardziej ogólnym. Takie lepsze lekcje tej przysłowiowej plastyki na pewno odbiły się ot choćby w naszym krajobrazie.
  10. Moje zeszyty, nie tylko Oxford

    Od kilku lat nie oglądam telewizji, ale czasami jestem zmuszony jej posłuchać bezpośrednio lub pośredniczącego opisu znajomych z pracy i słabo to widzę. Gdzieś nam się media zamieniły w partie polityczne i pasma reklam przerywanych sporadycznie blokiem dobrego programu. Bez takiej edukacji ani nie zaczniemy tworzyć dobrych mediów, sprawnie się komunikować, ani na pewno żyć w nowoczesnym państwie. Jak to Kundera pięknie się wyraża - jedno wielkie święto nieistotności - chyba trafniej nie można ująć obecną przestrzeń medialną. Mam tu na myśli rozwiązanie bardziej interdyscyplinarne niż rysowanie, malowanie etc. Pamiętam swoje zajęcia plastyczne z lat podstawowych (lata ~`90) i to był jeden wielki dramat. Malowanie "kwiatuszków, chmurek i słoneczników". Ci którzy mają smykałkę powinni oczywiście ćwiczyć praktycznie, ale całość zajęć powinny składać się z kaligrafii, wiedzy o sztuce, kompozycji, w późniejszych latach architekturze i estetyce. To są ciekawe i potrzebne rzeczy, ale jak widzę teraz swoją siostrzenice to bardzo niewiele się zmieniło w tym zakresie. Jeśli powiedzmy 5 osób z 30 ma zdolności artystyczne to po co przymuszać innych, warto wyłożyć wiedzę z zakresu sztuki, kompozycji. To są takie fajne rzeczy, nawet kilkulatkom można już poprzez pewne narzędzia objaśniać pewne niuanse. Pisanie na komputerach pisaniem, ale tacy Japończycy kaligrafię dalej mają bo dla nich to nie jest tylko sztuka stawiania "poprawnych znaków graficznych". W razie katastrofy (o której w Japonii wcale nietrudno) pisanie na komputerze może być utrudnione i jak wtedy przekazywać pewne rzeczy bez takiego papieru czy znajomości pisma? Finowie od lat starają się łączyć pewne przedmioty już na poziomie szkół elementarnych, Francuzi mają bardzo interdyscyplinarne zajęcia zwane filozofią, a u nas jak patrzę teraz w zeszyty młodego pokolenia, dużych różnić jakościowych nie ma w przekazywaniu wiedzy.
  11. Idealistą nie jestem, ale generalnie jakiś mikroskopijny wpływ masz, możesz go spotęgować przez znajomych, ale jakiś wybór i wpływ zawsze masz. Jak coś ci się nie podoba, a możesz bez większych wyrzeczeń bez tego żyć, to zawsze może zrezygnować. To jest jakiś konkretny wpływ. Tak jak dzisiaj mówi się o ustawie dot. koncentracji mediów. Przeciwnicy mediów zza granicy wprost mówią, że to złe, ale przecież swoim wyborem i nakłanianiem mogliby przestać oglądać "zachodnie media" i sprawę można by było w bardziej naturalny sposób rozwiązać, a tak czasami mam wrażenie, że najwięcej oglądalności (w następstwie również paliwa do działania) nakręcają im "zakuci przeciwnicy" - mnóstwo paradoksów A nawiązując do tematu szkoda, że w Polsce nikt nie pokusi się o wyprodukowanie dobrych piór w atrakcyjnej cenie.
  12. Moje zeszyty, nie tylko Oxford

    Nasze ministerstwo od lat 25 ma duże zasługi w administrowaniu administracyjnym. Dalej w szkole nie ma edukacji medialnej, seksualnej, etyki, zajęć technicznych i plastyki przez duże P (w ramach której powinna być też kaligrafia) i po kolejnych zmianach administracyjnych znowu odwlekamy te prawdziwe reformy. Na razie musimy się zadowalać obecną i przyszłą rolą kraju pracowników najemno-montujących.
  13. Moje zeszyty, nie tylko Oxford

    A to nie jest już tak teraz? Nawet biorąc te nieszczęsne raporty statystyczne z BN wychodzi, że zaledwie ~10% ludzi zajrzało do więcej niż kilku książek w roku To ja myślałem, że tylko ja mam jakieś pesymistyczne patrzenie w tym zakresie, a tu widzę Panowie, że można bardziej zgłębić i tak już czarne scenariusze. No jak dla mnie to jest dobra rekomendacja, na tym też polega literatura, żeby spotkać się, zmierzyć z dawnymi kodami kulturowymi, kodami, które tworzą dzisiejszą teraźniejszość. Wszystko jest kwestią prezentacji. Być może to kwestia, że mało znam żyjących pisarzy fikcji, których książki zostały mi na dłużej w pamięci. Na pewno pomocni są tacy rodzice, ale życie pisze różne scenariusze i u mnie w rodzinie książki żadnej nie było a literaturą zdemoralizował mnie jeden dobry nauczyciel. U nas coś niedobrego się dzieje, bo chociażby w tych krajach przytoczonych przeze mnie, nakłady poczytnych i niesztampowych książek są przyzwoite, choćby taki Houellebecq potrafi te 400k ludzi zając lekturą a u nas przy 40k wydawca pęka z dumy, że ma bestsellera. Może się kiedyś doczekamy programu "Biblioteka w każdej miejscowości", orliki i aquaparki są, ale w "magazyny książek" vel biblioteki to jakoś nie chcemy inwestować.
  14. U nas na szczęście nie ma żadnej kaligrafii obowiązkowej jak to bywa w biednej Japonii i kilku krajach po sąsiedzku. Ważniejsza znajomość dużej ilości lektur i swoich korzeni chrześcijańskich, poza tym nauczyciel jak by chciał prowadzić takie zajęcia to nie może, bo w edukacji mamy wahadłowy system administracyjny Czasu na takie rzeczy nie ma... i ręce brudne.
  15. Ale to musi być odgórne zalecenie (ministerstwo) i chęć na dole (nauczyciele), aby dzieciaki pisały piórem. Teraz w szkole widzę, że dzieciaki w klasach elementarnych to maksymalnie rok, może dwa lata, mają zalecenie aby korzystać z pióra. Później wkraczają długopisy i najczęściej kończy się przygoda z piórem.
×